1025

[31 Jan 2012]

Na tym etapie rozwoju normalnym jest wokabularz o pojemności od dziesięciu do pięćdziesięciu słów.’ – utrzymują pełne życzliwych rad poradniki.
Pół setki?! SETKI?
Po stromej górze o zboczach z masła, w rozrzedzonym powietrzu i z chorobą wysokościową ledwie drapiemy się w stronę dziesięciu.
Dynia robi co może.
- SZUS. – powiedziała wczoraj i tym samym nie tylko dobiła do siódemki, ale i zainicjowała masową akcję: Obuwie-spotting.
Dziś o poranku głośno i wyraźnie obwieściła:
- POOP! POOP! POOP!
(Osiem! Choć byłoby miło, gdyby O TYM  informowała przynajmniej kwadrans przed faktem.)
Nie da się ukryć, na przekór heroicznym wysiłkom, słowiański nie jest jej językiem urzędowym.

©kaczka
31 comments on "1025"
  1. Boję się, że to samo będzie z Bebelątkiem, bo się kiedyś zorientuje, że tylko mamusia gada z nim w tym dziwnym języku. Ba, mamusia z tatusiem w tym języku nie rozmawia. To po co mu ten język?! A potem mi wytkną, że się nie starałam. Mamy przerąbane Kaczka!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rowniutenko przerabane. Jeden z Wujow juz tysiac lat swietlnych przed pojawieniem sie Dyni zagrozil wydziedziczeniem, jesli ta nie bedzie deklamowac Belzy, Konopnickiej i Mickiewicza. SZUS, ani POOP go nie ubawi :-)

      Delete
  2. Ale Kochana. Te tfu... poradniki, to one są o standardowych dzieciach. Dynia jest wielojęzyczna, przynajmniej 3 języki przyswaja, prawda? Dzieci wielojęzyczne, mówią zwykle później. Mam z tego mgr! ;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wydalo sie! Z ta magisterka :-)
      Nie, jeszcze nie tracimy ducha, choc milo byloby pograzyc sie z Dynia w jakiejs wielokrotnie zlozonej dyskusji.

      Delete
  3. No wlasnie, trzy jezyki! Tez tak sobie powtarzam. A my dalej tkwimy przy szostce slow: mama, dada, baba, wawa (woda), wow-wow (pies), pa-la (lampa). Ale zdecydowanie rozumie wszystkie jezyki: polski, angielski i wegierski. Wiec sie nie martwie (nie martwie nie martwie nie martwie - taka moja mantra)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie bardziej martwi POOP po fakcie :-) A wegierskiego nieustannie Stokrocie zazdroszcze.

      Delete
  4. Pierwszy Egzemplarz właściwie wcześniej gadał niż chodził. Nie lal w pieluchę od roku, czytał jak miał... Drugi dokładnie wszystko odwrotnie- do dwóch lat zawziął się i we wszystkich kwestiach -NIC! Ani prośbą ,ani groźbą. Teraz Egzemplarz pierwszy wypowiadając zdanie wielokrotnie złożone wzbudza natychmiastowe zainteresowanie ogółu, że rzecz tak w jego wykonaniu w ogóle może mieć miejsce. Egzemplarzowi młodszemu tak zwana gęba się nie zamyka. A czasem powinna. Co do reszty w miarę w normie. Jeden gada w wielu językach za to drugi ma więcej kobiet:). Nie wiem co istotniejsze.
    Polecam Ci zdwojone macierzyństwo- jest punkt odniesienia:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sama ciekawam, co z Knypka wyrosnie :-)
      W kwestii podwojnego sie lamie.

      Delete
  5. Przychylam się do Przedmówczyni. A przy potrójnym, to już nawet ma się w miarę ustalony pogląd ;-)))))

    ReplyDelete
  6. Czytam powyższe komentarze i uspokajam portki. U nas trzyjęzyczność będzie w programie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To oto dzielo nauczylo mnie nie spodziewac sie niczego i byc wdziecznym za kazde POOP! :-)
      http://www.amazon.com/Parents-Teachers-Guide-Bilingualism-Guides/dp/1847690017/ref=sr_1_2?s=books&ie=UTF8&qid=1328043718&sr=1-2

      Delete
    2. Ależ pozycja jest o bi, a gdzie tu tri-lingualizm. Przerąbane jak nic. To dla kogo piszę tego bloga????

      Delete
    3. Dla siebie, bebe. Za dwadziescia lat ani piksel sie z tego nie ostanie, bo blogi beda hologramowo-atomowo-kwarkowe :-)
      Aby uzyskac stosowna wiedze o tri, przeczytalam ksiazke trzy razy :-)))

      Delete
    4. Ha, a ja mam ksiazke o tri-linguializmie:

      http://www.amazon.com/Growing-Three-Languages-Parents-Teachers/dp/1847691064/ref=sr_1_sc_2?s=books&ie=UTF8&qid=1328199900&sr=1-2-spell

      Ale nie polecam, nic ciekawego nie wnosi:)

      Delete
    5. No tak, w ogóle mam kiepską pamięć i jak przeglądam bloga to, aż się dziwię, że to byłam ja!

      Trilingualizm, nadzieja jedyna, że potomkom coś jednak w głowie zostanie. Tylko czy umiem być taka konsekwentna, żeby do potomka tylko po polsku? Będzie wyzwanie.

      Delete
    6. Niedociagniec w konsekwencji nie bralam pod uwage, a to rzeczywiscie najwyzsza poprzeczka.W domu jest ok, ale przy ludziach, w tloku juz gorzej. Wtedy staram sie tlumaczyc na slowianski kazda swoja zlota mysl, co wydluza kazda konwersacje w nieskonczonosc. 'Say helou Dyniu, powiedz helou Dyniu...' Pocieszam sie, ze istotnie, gdzies to zostaje. Gdy prosze o buty, przynoszone sa mi SZUS, wiec nie trace nadziei. :-)

      Delete
  7. Pani Danuto! rok, dwa, i policzy sobie pani, że wydatki na brytyjskie koleje to pestka wobec oszczędności na korepetycjach językowych Dyniutki. Ona osmozą wchłonie to, co Józek musi na lekcjach.
    P.S. zwaliłaś mnie z nóg tą ospą. Bo myślałam, że półpasiec w ciąży to było maximum tego cholerstwa.
    P.S.2. dopiero słownik ang-hiszp potwierdził domysły, że poop to caca;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powiadam ci, przyjaciolko Danuty, ospa to pikus w porownaniu z polpascem. Ospa nie boli. Jest jedynie cholernie upierdliwa i niekoniecznie estetyczna. Mysle, ze herpeswirusy uaktywniam stresem.
      A do tego jeszcze Dynia zapadla na oskrzela i rabie antybiotyk.
      Totalna CACA!

      Delete
    2. U nas tez antybiotyk, takze moze wrocisz do domu z nowym szczepem smarka;)
      Loulou

      Delete
    3. ależ zaliczyłam półpaśca w 3-4 miesiącu ciąży. Nerwy ciążowe, ból wwiercający się w mózg, tego się nie zapomina... A niektórym się przytrafia tylko bogata ciotka z Ameryki.

      hasełko: sacces:-)

      Delete
    4. Pamietam te opowiesc i dlatego moja ospa to pryszcz.

      Delete
  8. kwadrans przed? - marzenia ściętej głowy! ty się lepiej przygotuj na to, że to będzie jakieś 15 sekund - od zgłoszenia do realizacji, 15 dłuugich sekund dla opiekuna na zorganizowanie warunków, sprzętu, rozebranie potomstwa... 15 sekund, nawet jeśli zgłoszenie następuje przy bramce odprawowej na lotnisku :) (i ostrzegam lojalnie, że Dynia może należeć do osobników ambitnych, którzy raz nabywszy przywilej paradowania w prawdziwych majtkach za nic w świecie nie dadzą sobie nałożyć nic innego)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kop lezacego w kropki, kop!

      Delete
    2. ej, biedna biedronko, ja to bardzo miło wspominam - jako zdobywanie nowej sprawności skauta-matki... składany nocnik zawsze pod ręką, rozpracowany każdy ruch - 9 sekund, a pozostałe 6 można z niemal brytyjską flegmą wykorzystać na odprawę, sfinalizowanie zakupów, zjechanie na pobocze i jeszcze na włączenie świateł awaryjnych też starczy...

      a z tymi herpesami mam to samo - mój stres natychmiast uaktywnia ich wywrotową działalność

      czy Dynia już wyzdrowiała?

      Delete
  9. Nie bój nic. Język matki zawsze zajmuje specjalne miejsce w mózgu dziecięcia. Wszak Cyryl i Metody przetłumaczyli Biblię na słowiański a nie na grecki :D :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tatusia z Salonik i mamusie Słowianke

      Delete
  10. Wpadlam sprawdzic, ale nie, to nie ten sam kraj :) jednakowoz przysiade tu na dluzej, swietnie piszesz. Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nadrabiam archiwum :-) A swoja droga... nie wiem, co myslec o tym, ze takich krajow jest wiecej :-)

      Delete
  11. Stay tuned. Przebijam sie przez sniegi na kontynent! :-)

    ReplyDelete