1255


[30 Apr 2004]

(...)
Czasem nie bardzo rozumiem.
Nadzwyczajną popularnością cieszy się wśród matek tubylczych zegarek gro-clock.
Budzik, który zamiast cyferblatu ma ciała niebieskie.
'Stay in bed until you see the sun!' – krzyczy z reklamy producent.
Brak zegarka wyniknął w rozmowie, gdyśmy między bułką a bibułką podzielili się rodzicielskim doświadczeniem, że o siódmej dwanaście w weekendy Dynia oczekuje śniadania.
- Nie macie gro-clock?! – zgorszyły się mateczki. – Natychmiast kupcie gro-clock. Nastawcie na dziewiątą i zabrońcie wychodzić z łóżka zanim kurant nie wybije!
I to jest ów fragment, którego nie rozumiem.
Jeśli śpi snem nieprzerwanym od siódmej do siódmej, za oknem świergolą ptaki, oryginalne słońce wciska się przez firanki to w oczekiwaniu na ten kurant  miałabym nakazać dziecinie tkwić we własnym łóżku przez dwie godziny?
Nie ma malarycznej śpiączki, za dnia przyśnie na godzinę lub dwie, to ile jeszcze ma siedzieć w piernatach rozmawiając z Dżordżem niemową?
Nie trzyma mi się to żadnej ideologii.
Z wyjątkiem, tej, że tak, czasem i ja chciałabym wrócić do czasów, gdy sobota zaczynała mi się podwieczorkiem.
Ale, zauważam z nostalgią, brodzę w innej rzece.

(...)
Szybko pojęła, że spolegliwych omijają konfitury.
Ponieważ przy wejściu do placówki anglikański zakład wychowawczy skupiał całą uwagę na tych, którzy wyli i darli szaty, Dynia uznała, że omijają ją przywileje i zainteresowanie zebranych.
Od miesiąca urządza zatem na wstępie widowisko światło-dźwięk (głównie dźwięk) ‘nie porzucaj mnie tu, tato!’, czepia się Norweskich kolan, bezlitośnie wykorzystuje każdą nanosekundę ojcowskiego wahania.
Gdy tylko targany wyrzutami sumienia Norweski znika za progiem, Dynia rzuca się ku malarskim fartuchom, odziewa się i w znakomitym nastroju, jak gdyby nigdy nic, oddala się produkować kolejne landszafty.
Natomiast oddawana przeze mnie do depozytu rozbiera się w biegu, niczego się nie czepia i czasem tylko jej plecy powiedzą mi ‘Tschüss!’. Acz i to niekoniecznie.
- Nie lubisz zakładu, Dyniu? – pytam.
- MAJN LIKE! – obrusza się Dynia.
Nie ma innego wytłumaczenia.
Nie tylko pojęła, że spolegliwi są ostatni w kolejce do deseru. Ma też w ręku schemat wszystkich słabych punktów Norweskiego.

©kaczka

22 comments on "1255"
  1. Jak gro-clock, to może też Bento box?
    Czekając na kuranta będziesz miała czas wycinać twarz królika z marchewki: http://www.parenting.com/gallery/bento-lunch-boxes

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach, Bebe! Taki tam krolik! Pamietasz, ze lepilam w imperatywie misie pandy z ryzu? Tylko mi przeszlo, bo odbiorczyni nie byla wrazliwa na wrazenia wizualne :) Jadla bez zachwytow i wzruszen.

      Delete
  2. nawet z oddali nie słyszałam jeszcze o takim wynalazku! gro-clock! o_O jakże jestem do tyłu! wstyd! ;D
    (nie powinno mnie tu być, nie powinno, mam tak zaległą pracę, że po prostu powinnam siedzieć i się jej oddawać w całości, a tu wejszlam na moment, bo chciałam prostacko znowu zachwycić się obuwiem. tym z poprzedniego posta. prostacko się zatem zachwycam i staram się powrócić do pracy. tu powrócę wieczorową porą :) miłego dnia!)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tym z obdartymi czubkami? :)
      Obuwie jest swietne, ale zeby zachowalo swoj pierwotny wyglad nalezy zabronic grac w pilke i lazic po murkach. Zalaminowac najlepiej.
      Obuwie stad: www.minashoes.se
      Lepiej zainwestowac w obuwie niz w gro-clock :D

      Delete
    2. bez obdartych czubków nie ma zabawy :) nie wierzę, gdy dzieciak ma buty bez obdartych czubków (i gdy tona piachu się nie wysypuje z buta, gdy wraca z piaszczystego placu zabaw :])

      Delete
  3. Moja pociecha swego czasu codziennie wstawała o 5 bez względu na to, o której położyła się spać. Wstawała i żądała natychmiastowego śniadania! Zupełnie, jakby miała w środku taki gro-clock. Walczyłam z tym na wiele sposobów, ale nic. Gro-clock wciąż tykał i nie dał się przestawić o choćby minutę. To było dobrych kilka lat temu. Co ciekawe, skończyło się w momencie, gdy ja poddałam się i zaakceptowałam, mój dzień, świątek, piątek zaczyna się o 5. Nagle córa zaczęła się budzić o 6. Co za luksus :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przebieglosc nieletnich nie zna granic. Dzis w dzien powszedni o siodmej rano potrzasalam bezskutecznie, by sie hrabina raczyla obudzic. Potem ubieralam jak pacynke bez kregoslupa. Dopiero haslo: tost z serem przeprowadzilo Dynie na strone jawy :D

      Delete
  4. Dodałam cię do herbatkowych popijawek u siebie. Mogłam?

    ReplyDelete
    Replies
    1. No, ba! Witamy!
      Lecimy czytac Pisadlo!

      Delete
  5. pomysł tego zegarka bardzo mi się podoba. a idea więzienia w łóżku? jak każda idea - czy ktoś za pomocą budzika zmusił dwulatka do pozostania w łóżku? myślę, że wątpię :D roszponka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pytalam o szczegoly techniczne. Co sie robi z dzieckiem, ktore mimo gro-clock na nocnym stoliku przychodzi i molestuje. Powiedziano mi, ze sie krzyczy, zeby nie przychodzilo i goni do lozka.
      No wiec, uznalam, ze mozna to robic bez wydawania pieniedzy na zegarek :D

      Delete
  6. A wiesz przy śnie 19-7 to sensu nie rozumiem.. ale przy 22-7 (patrz jagodowy rozkład jazdy) to zaczynam rozumieć sens tego zegara. Choć nie wydaje mi się by na J. to podziałalo, przecież teraz jasno jest już znacznie wcześniej.. W życiu! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mysle, ze nie ma sily. Tak jak z duzymi. Jednemu wystarcza piec godzin snu, drugiemu nawet dwanascie bedzie zbyt malo. Poki sie mlodziez nie slania ze zmeczenia nastepnego dnia... niech spi ile chce - w rozsadnych granicach :D

      Delete
  7. ideologia zegarka jest bardzo prosta. jeśli niechcący zadziała, to rodzice się wyśpią. a jeśli nie zadziała to i tak nic się nie zmieni :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marketing twym powolaniem, Lejdi!

      Delete
  8. 'Stay in bed until you see the sun!'producent chyba mało wie o spostrzegawczości dzieci...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale sie sprzedaje, czyli Marketing niezly :D

      Delete
  9. he, he pamiętam jak z Młodym szłam do przedszkola i wracałam tez z Młodym już po pięciu minutach. Ja i On w strugach łez. Tak mnie potrafił zakręcić.
    Widziałam subkulturę na ręku i prawie, że Pandorę niżej.
    Zaczynam oszczędzać , bo nie wiadoma, co Dynia zechce wchodząc do rodziny.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oszczedzaj, bo na nas nie masz co liczyc :D
      Pandora podrabiana. Zakulam dziecku na reku numer telefonu matki, na wypadek, gdyby osmielila sie nieautoryzowanie oddalic. :D

      Delete
  10. Kaczko, czy Dynia mogłaby zadzwonić i przedstawić pokrótce ten model dyscyplinowania rodziców mojej najmłodszej córce? Albowiem mam teraz odwrotnie, a znajduję Waszą wersję atrakcyjniejszą :>

    ReplyDelete