[6 Jan 2019]
(…)
Rok ów 2019.
kaczka jak feniks klasy ekonomicznej powstaje z popiołów, sztacha się semantyką, wciąga nosem samogłoski i odurza się słów zaczynem.
Zacier zdarzeń bulgoce w kaczce od trzech miesięcy.
Samogon z rodzynek rzeczywistości.
Polać?
Przełom roku spędziliśmy w głuchym lesie, w Enerde.
Pośród landszaftów tamtejszej Szwajcarii, tudzież Zagłębia Stu Tysięcy Jezior.
Wiało jak w kieleckim. Z drzew spadały wiewiórki. Łabędzie przelewały się z miejsca na miejsce razem ze zbiornikiem wodnym. Dziki żarły żołędzie prosto z koron przygiętych do ziemi drzew, a gdy wiatr przypadkowo zmieniał kierunek, latały nad horyzontem jak wystrzelone z katapulty Angry Birds.
Niebo cierpiało na chroniczne nietrzymanie deszczu.
Dookoła bagna, błota, pięć stopni w słupku rtęci i dziesięć kilometrów do najbliższego sklepu z alkoholem.
W ludzkiej osadzie my, Hauptcioteczka, Hauptwujaszek i dwa domy dalej - para Finów z Tampere.
FINÓW!
FINÓW, którzy przyjechali z Tampere fiatem Pandą!
Do Enerde!
Fiatem Pandą!
Na Sylwestra do Enerde!
Z Tampere!
Pandą!
Jakiż to sekret mógł się za tym kryć? Jaka motywacja przycisnęła Topika i Topcię, żeby wbić się w Pandę i jechać tydzień do Enerde, by witać nowy rok w samym środku bagien w deszczu wiewiórek i dzików, gdzie każdy spacer nad jeziorem groził dostaniem w twarz łabędziem.
Międzynarodowy przemyt rubinów?
Pomyłkowy zjazd z autostrady za Helsinkami?
Przemyt umlautów?
Świeże warzywa z mrożonki?
Jakaś pochopna obietnica, by rozsypać prochy przodka?
Co było tutaj, czego zabrakło im w ojczyźnie Stu Tysięcy Jezior i jeszcze ładniejszych okoliczności przyrody, do których w dodatku Fińczycy tradycyjnie zwykle dorzucają saunę gratis?
Wytrzymałam dwa dni tych wewnętrznych, targających mną spekulacji.
Trzeciego dnia wdziałam sztormiak i zaczaiłam się na Topika i Topcię w krzakach, udając, że zbieram jagódki.
Gdy po kwadransie Topik i Topcia wynurzyli się zza zakrętu z fruwającym na smyczy dobermanem (Doberman! W fiacie Panda! Z Tampere! Do Enerde!) nie było już we mnie entuzjazmu Pollyanny dla sąsiedzkich pogawędek, i z rozmokniętej, osmaganej wichurą fizys wycharczałam jedynie ‘WARUM?’ próbując jednocześnie wyplątać sobie wiklinowy koszyczek z koafiury.
Topik upewniwszy się, że zrozumiał sens mojego egzystencjalnego niepokoju (‘WARUM tu, na bogów nordyckich, a nie nad jeziorem w Tampere, w norce ze śniegu i z całodobowym dostępem do sauny?!’), odwrócił się do żony, opatulonej, jako i on w kurtkę z karibu, obszytą wokół kaptura ziemską powłoką polarnych lisów i zagaił ją melodyjnym, ojczystym gulgotem obfitującym w przegłosy. Małżonka radośnie odgulgotała. Topik przetłumaczył.
- Gdyż żona nade wszystko lubi ciepły klimat!
Przyjmijcie, więc na 2019 rok życzenia, by każdemu z nas spełniało się według potrzeb!
(Cokolwiek o tych potrzebach myślą nasi sąsiedzi.)
PS Jak dobrze znów poczuć pismo nosem! [mryg]
©kaczka
(…)
Rok ów 2019.
kaczka jak feniks klasy ekonomicznej powstaje z popiołów, sztacha się semantyką, wciąga nosem samogłoski i odurza się słów zaczynem.
![]() |
| kaczka jako feniks z popielniczki spod pędzla E. Wasiuczyńskiej (2018) |
Zacier zdarzeń bulgoce w kaczce od trzech miesięcy.
Samogon z rodzynek rzeczywistości.
Polać?
Przełom roku spędziliśmy w głuchym lesie, w Enerde.
Pośród landszaftów tamtejszej Szwajcarii, tudzież Zagłębia Stu Tysięcy Jezior.
Wiało jak w kieleckim. Z drzew spadały wiewiórki. Łabędzie przelewały się z miejsca na miejsce razem ze zbiornikiem wodnym. Dziki żarły żołędzie prosto z koron przygiętych do ziemi drzew, a gdy wiatr przypadkowo zmieniał kierunek, latały nad horyzontem jak wystrzelone z katapulty Angry Birds.
Niebo cierpiało na chroniczne nietrzymanie deszczu.
Dookoła bagna, błota, pięć stopni w słupku rtęci i dziesięć kilometrów do najbliższego sklepu z alkoholem.
W ludzkiej osadzie my, Hauptcioteczka, Hauptwujaszek i dwa domy dalej - para Finów z Tampere.
FINÓW!
FINÓW, którzy przyjechali z Tampere fiatem Pandą!
Do Enerde!
Fiatem Pandą!
Na Sylwestra do Enerde!
Z Tampere!
Pandą!
Jakiż to sekret mógł się za tym kryć? Jaka motywacja przycisnęła Topika i Topcię, żeby wbić się w Pandę i jechać tydzień do Enerde, by witać nowy rok w samym środku bagien w deszczu wiewiórek i dzików, gdzie każdy spacer nad jeziorem groził dostaniem w twarz łabędziem.
Międzynarodowy przemyt rubinów?
Pomyłkowy zjazd z autostrady za Helsinkami?
Przemyt umlautów?
Świeże warzywa z mrożonki?
Jakaś pochopna obietnica, by rozsypać prochy przodka?
Co było tutaj, czego zabrakło im w ojczyźnie Stu Tysięcy Jezior i jeszcze ładniejszych okoliczności przyrody, do których w dodatku Fińczycy tradycyjnie zwykle dorzucają saunę gratis?
Wytrzymałam dwa dni tych wewnętrznych, targających mną spekulacji.
Trzeciego dnia wdziałam sztormiak i zaczaiłam się na Topika i Topcię w krzakach, udając, że zbieram jagódki.
Gdy po kwadransie Topik i Topcia wynurzyli się zza zakrętu z fruwającym na smyczy dobermanem (Doberman! W fiacie Panda! Z Tampere! Do Enerde!) nie było już we mnie entuzjazmu Pollyanny dla sąsiedzkich pogawędek, i z rozmokniętej, osmaganej wichurą fizys wycharczałam jedynie ‘WARUM?’ próbując jednocześnie wyplątać sobie wiklinowy koszyczek z koafiury.
Topik upewniwszy się, że zrozumiał sens mojego egzystencjalnego niepokoju (‘WARUM tu, na bogów nordyckich, a nie nad jeziorem w Tampere, w norce ze śniegu i z całodobowym dostępem do sauny?!’), odwrócił się do żony, opatulonej, jako i on w kurtkę z karibu, obszytą wokół kaptura ziemską powłoką polarnych lisów i zagaił ją melodyjnym, ojczystym gulgotem obfitującym w przegłosy. Małżonka radośnie odgulgotała. Topik przetłumaczył.
- Gdyż żona nade wszystko lubi ciepły klimat!
Przyjmijcie, więc na 2019 rok życzenia, by każdemu z nas spełniało się według potrzeb!
(Cokolwiek o tych potrzebach myślą nasi sąsiedzi.)
PS Jak dobrze znów poczuć pismo nosem! [mryg]
©kaczka




