[215]

[8 Oct 2015]

(...)
Gdybym umiała po węgiersku (oto proszę, właśnie znalazłam zastosowanie praktyczne), to, na przykład, wiedziałabym, co powiedziały na mój temat matki-Węgierki (te oparte od rana do nocy o przedszkolny płot), w chwili, gdy Biskwit z hukiem opuścił wózek (wbrew moim opiniom na ten temat) i lotem koszącym, padając na grunt, rozciął sobie skroń (oraz nabił solidną śliwkę,  też jakby węgierkę.)
A tak, mogę się jedynie domyślać.
Zatem zamiast jednej zaplanowanej histerii związanej z wizytą u okulisty (Dynia), otrzymałam dziś w bonusie tę dołączoną gratis do butelki środka odkażającego, czyli ajurwedycznego spirytusu na tybetańskich ziołach, który dwa lata temu położna zostawiła, by dezynfekować Biskwitowi odciętą pępowinę.
(A jednak się przydał, zauważam z nostalgią,.)
Biskwit czuje się potraktowany przedmiotowo, zdenerwował go spirytus, a potem propozycja, by śliwkę potraktować zamrożonym plastrem cielęciny lub zlodowaciałą nóżką drobiową.
(Metod tradycyjnych ‘nóż, przyłóż nóż!’ z oczywistych względów nie mogłam wdrożyć.)
Dla równowagi, ja też jestem trochę zmechacona, jak każdy, kto kiedykolwiek próbował zakładać szwy ośmiornicy trzymającej się za głowę
A dzień mógł być taki piękny.
Biskwit zaakceptował lekcje muzyki, na tyle by wyjść zza pianina lub przestać ukrywać się za stojakiem na nuty.
Nie uszkodził Stefana.
(Może dlatego, że  to Stefan na widok Biskwita pierzchnął za pianino, choć Biskwit nie był wtedy jeszcze uzbrojony w żaden instrument perkusyjny.)
Zagrał Biskwit solówkę na ksylofonie, dziarsko nadążając za naszpanią grającą coraz szybciej na gitarze.
Na tle dziateczek, które w tym samym czasie sprawdzały sobie tymi tłuczkami od ksylofonu odruch kolanowy lub wykonywały gastroskopię, Biskwit okazał się Paganinim cymbałek.
(Ten zaskakujący talent Biskwita, śledząc losy naszych obu rodów, wyjaśnia jedynie jakaś radioaktywna mutacja.)
Jednak nawet ksylofon nie odpowiedział Biskwitowi na fundamentalne pytanie:  'Po co my tam chodzimy?' [1]
Biskwit, odnoszę wrażenie, błędnie wytłumaczył to sobie moją osobistą, silną potrzebą socjalizacji.
Wychodzi na to, że Biskwit uczęszcza, by zrobić mi uprzejmość, a przy okazji przyglądać się z politowaniem, gdy na czworakach przemierzam salę naśladując kotka.
...
Farmakologiczne rozszerzanie źrenic (histeria) ujawniło, że Dynia nie ma zeza, ani innej wady kwalifikującej do noszenia okularów (histeria na tle dyskwalifikacji). Biskwitowi ogolono skroń (histeria) i zaklejono naruszone tkanki (histeria).
Na histerię i melancholię dobrze jest nosić w torebce pięć metrów gumy do żucia (Dynia), pieczone kurze udko (Biskwit) oraz egzemplarz ‘Binta tańczy’ (Biskwit) [2].
Nawiasem mówiąc, podręczniki psychologii rozwojowej przebąkują o charakterystycznej chybotliwości emocjonalnej pięciolatków. Nie wspominają jednak, że zjawisko to osiąga taki rozmach, że człowiek nie nadąża decydować, czy owsiankę podawać progeniturze z Prozacem, czy z relanium? A może z jednym i drugim?
...
Wydaje mi się, że gotowa jestem wychylić do dna resztkę ajurwedycznego spirytusu na tybetańskich ziołach.
Na pohybel pępowinie!


[1] To pytanie wypisane jest szczególnie na Biskwicim obliczu w momentach, gdy naszpani z gitarą narusza uczestnikom przestrzeń osobistą wdzierając się w nią pacynkami, a to krokodylkiem, a to żabką. Naszpani z gitarą pewnie chce dobrze, ale kogo nie wyprowadziłby z równowagi napastujący gad lub płaz?
[2] Dla jednych to przekupstwo, dla mnie - renegocjacja warunków umowy.

©kaczka
28 comments on "[215]"
  1. Nosisz w torebce mrożoną cielęcinę i spirytus? Tak "na wszelki wypadek"?
    U mnie (tzn oczywiście u córki ;) )histeria występuje w każdym możliwym i nawet nieprawdopodobnym przypadku (np. próba podania żelki - tranu; wczoraj)
    Kinga

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, w torebce mialam jedynie plaster z Myszka Miki. Jak sie okazalo, zupelnie nie jestem przygotowana na takie sytuacje, bo Dynia od narodzin jest uosobieniem rozwaznosci i ostroznosci. Porwalam ofiare kolizji z planeta i ponioslam do domu, bo blisko i tam probowalam jedna raka tamowac krew z rany, przykladac sznycel i polewac alhoholem, a druga wkrapiac Dyni rozszerzacz, bo nalezalo go podac wedlug okreslonego schematu (zeby zdazyc na czas do okulisty). Rana Biskwita wygladala imponujaco, ale gdy chirurg z ostrego dyzuru ja umyl, okazalo sie, ze ma kilkumilemtrowa, punktowa srednice.

      A w torebce nosze gume do zucia i pieczone miesa, bo nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba bedzie negocjowac :-)

      Delete
    2. Tak mi się jeszcze przypomniało na temat blizn na czole; sama dziecięciem około 1,5 rocznym będąc, miałam szyty łuk brwiowy - bliznę posiadam do dziś. Mama opowiadając to zdarzenie zawsze wspominała jak to biegając w kółko wokół stołu nie wyrobiłam się na zakręcie, wpadłam na szafkę, która miała metalową, okrągłą gałkę; pół gałki wbiło mi się w łub brwiowy, krew lała się strumieniem takim, że myśleli, że razem z nią wylało się też moje oko. Moja babcia akurat myła podłogę, złapała brudną, mokrą szmatę i właśnie nią tamowała mi krwawienie, a później szpital i szycie... (nigdy nie wnikałam w jaki sposób się tam znalazłam - brak telefonów i jakiegokolwiek pojazdu, a odległość znaczna) A podobno zawsze byłam niesamowicie spokojnym dzieckiem ;)
      Kinga

      Delete
    3. Jak sie juz tak zwierzamy to i ja wylicze. Mam dwie. Jedna na brodzie, druga na czole. To znaczy, ze autodestrukcyjne zapedy Biskwita nie wziely sie ze zlego powietrza, waporow i chloru w wodzie :-)

      PS Na czole niezszywana, wiec zostal znak jak u Pottera :-)

      Delete
  2. ksylofon dla dwulatka !?? oraz dzwonki i inne instrumenta...
    myślę, że świat oszalał. to już piaskownica nie wystarcza??

    ReplyDelete
    Replies
    1. W piaskownicy coraz pusciej. Sezon sie konczy, a zima przed nami dluga, wiec juz lepiej, zeby dziecko maltretowalo ksylofon niz matke :-)

      Delete
  3. Rozumiem Dynię - sama nienawidzę tych kropel - ostatnio nie byłam w stanie się przemóc, żeby otworzyć oko:) Ale to okulista, ew. pielęgniarka powinna zakraplać a nie matka!
    5 lat dla moich córek (u syna nie pamiętam:) to był uroczy okres - rezolutne i miłe, we wszytkim mi pomagały. Niestety nminął:) Histeria występowała rzadko, głównie u Dwójki, ale przyznam ze wstydem że znosiłam ją źle:) Udko w celu negocjacji wymiata!:)
    kwk

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jestes pierwsza, ktora przebakuje o obowiazkach okulisty. Jednak takie rozwiazanie bylo nadzwyczajnie wygodne, gdy ofiara poszla na ugode. Zakropilo sie w domu trzy razy, wdzialo na nos przeciwsloneczne okulary, zanim sie dziecko dowiozlo do okulisty to zrenice byly juz jak te pieciozlotowki i mozna bylo z marszu poddac sie badaniom. Przyoszczedzilo to stresu w poczekalni i nam, i skumulowanym tam emerytom. Bo wyobraz sobie, Dynia z rozmazana wizja i Biskwit z dziura w glowie :-)

      Biskwit stanowczo przedklada proteiny nad wielocukry :-)

      Delete
  4. Och Kaczko, Twoja umiejętność operowania słowem za każdym razem doprowadza mnie na szczyty zachwytu! Wpisy są wyśmienite, przepyszne, myślę że mogą śmiało konkurować z pieczonym mięsiwem (gdyż w tej kwestii podzielam wybory Biskwita).

    ReplyDelete
    Replies
    1. To odsmazane kotlety! Zyciu zabieram i tu na patelence odsmazam, doprawiajac na slono lza melancholika. Ale bywa, ze sie pieprznie. Slodyczy donosza P.T. Czytelnicy ;-)

      Delete
    2. Na ile znam Izę, to raczej choleryczna, nie melancholiczna;)
      Bardzo często się u niej pieprznie, tu pełna zgoda!

      Delete
    3. Jak ty mnie znasz! Mnie i lzy moje!

      Delete
  5. Jej Wysokość też robi Anonimowej łaskę, łaskę że chodzi na lekcje fortepianu, łaskę że chodzi do szkoły, łaskę że myje zęby... Bez łaski jest tylko Scooby i czwkolada. Anonimowa czuje się zaszczycona okazywaną łaską od porodu, gdy Jej Wysokość z łaski po 36 godzinach wylazła z wrzaskiem, tak od tego wrzasku nastąpił etap histerii, powód nieistotny... U nas bardziej Bobo, a i ukłony za odcienie różu dwie motki temu

    ReplyDelete
    Replies
    1. To potwierdza moja samozwancza teorie, ze juz w chwili porodu mozna sie rozeznac w charakterze Rodzonego. Biskwit walil uparcie glowa w sciany i scianki przez osiem dlugich godzin uwazajac, ze wie lepiej, ktoredy opuscic matke...

      Delete
  6. Eh wspomnień czar.....odział ratunkowy szycie czoła - blizna do dziś jak u Harego P. . Potem Pączek - oddział ratunkowy szycie brody - hokej - blizny brak! On się w ogóle nieźle goi:) Guzów nie zliczę.
    Starszy zero guza. Ostrożny. Pączek....no zupełnie różny od brata.
    Byłam bliska noszeniu ze sobą podręcznej zamrażarki z kompresem lodowym...Także ten - rozumiem.
    Ja przekupuję - znaczy renegocjuję umowy albo lodami albo...kluskami vel makaronem. I znów - przenośna zamrażarka potrzebna:))
    Udko jednak bardzo poręczne jest!


    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem pewna, ze Japonczycy wynalezli juz przenosne, poreczne pudelka do zamrazania/odmrazania spyzy. Sadze tak na podstawie, kompletu wykalaczek, ktory imituje lodyzki czeresni, a ktory wbija sie w pomidory, zeby wygladaly, jak owe czeresnie. Jesli nie Japonczycy to kto? :-)

      I otoz wlasnie, nic mnie nie przygotowalo na to, ze dziateczki z jednej matki sa tak rozne. TAK rozne.

      Delete
  7. Polej Kaczko tego spirytusu! Wszak mam jeszcze pół litra takowego specyfiku u siebie! To ci dowiozę. Petra (dziwna jakaś) nie chciała napoczętej butelki, choć zamoczyłam w niej czysty (!) patyczek do uszu tylko raz (cyfrowo:1).

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, to ciekawe.
      Moja owczesna tylko polowicznie ajuwerdyczna i w jednej czwartej szamanska polozna na pepek nie dawala nic, zero. Jedynie, gdy przychodzila psiknela w sumie raz czy dwa fukaczem w jednej osmej jogińskim, chyba tak na zapas, w razie gdyby.

      arbuz

      Delete
    2. Bebe, dowiez. Przy Biskwicie, nie mam juz zludzen, zuzyje!

      Arbuzie, to ja krzyczalam 'rece i alkohol precz od Biskwiciego pepka, czynmy w zgodzie z Matka Natura', a polozna sie upierala, ze trzeba. Teraz zdalam sobie sprawe, ze nawet pepek u Biskwita byl uparty, bo ze dwa tygodnie odpadal :-) Znaki, znaki!

      Delete
  8. I niech zapytam społeczności:

    SPOŁECZNOŚCI KACZKĘ CZYTAJĄCA:
    ZAGŁOSOWAŁAŚ JUŻ NA KACZE SŁOWOTWÓRSTWO?
    http://www.literackiblogroku.pl/?content=vote&idb=137

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie, bo jak nie to nahajem po białych plecach!

      Delete
    2. :*

      Elektorat tu sie zwierza, ze nawet sasiadow molestuje!

      Delete
  9. No jak- DOMYŚLASZ się co powiedziały Węgierki? Jedna obłudnie zatroskanym głosikiem powiedziała Ojej, a druga: GDZIE JEST CZAPECZKA?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-)))))
      Ja juz sobie nawet ostatnio wyguglalam te czapeczke po wegiersku, bo gdy tak Biskwit przechodzi obok szpalera Wegierek z gola glowa, albo machajac zdartym z siebie odzieniem, to o czym moga mowic? no o czym?

      Ale przyznaje, gdyby Dufus nosil czapeczke, to impakt w zderzeniu z asfaltem bylby mniejszy. ('A nie mowilam, Biskwitku, nie mowilam?')

      Delete
  10. Czy to będzie nietakt, wytknąć Kaczce ten "pochybel", który pisze się przez samo ha?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zaden nietakt! Akt milosierdzia! :-)

      Delete
  11. Grunt, że Paganini posklejany!
    A Dyńce wróciła ostrość widzenia.

    Ale nie żałuj sobie Kaczko, znieczul spirytusem, lub chociaż atropiną potraktuj się doraźnie. To z pewnością odpowiednio rozmiękczy kanciastą rzeczywistość;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Po dwoch dniach Dyni sie zwezilo. Paganini nadal praktykuje akrobatyke bez asekuracji. Na przyklad, zjazdy ze slizgawki glowa do przodu.

      Delete