[220]

[23 Oct 2015]

(...)
Rozwój językowy Dyni w ciągu ostatnich dwóch miesięcy obiera takie kierunki, o których nie śniło się nawet załodze ‘Latającego Holendra’.
Waaaaarj!’ [1] – krzyczy Dynia i rzuca się w pogoń za cherlawym okularnikiem.
Tym samym prawdopodobnie udowadnia, że ktoś w tej rodzinie zamiast narzekać na niewykorzystane szanse, zakasał rękawy i zabrał się za węgierski.
Co prawda, już raz popełniłam falstart, będąc przekonana, że gdy Dynia wykrzykuje ‘lavende’ ma to również jakieś sekretne, węgierskie znaczenie. Jednak drogą eliminacji, Wikipedii  i krzyżowego ognia pytań, wychodzi, że tak cherlawemu dali na chrzcie.
(Tak, lub podobnie, albowiem Dynia nie jest królową szczegółu.)
Po niemiecku Dynia też się rozrasta jak ‘otannenbaum’.
Potrafi, na przykład, już czule zagaić ‘GUPI jakiś jesteś, czy co?’.
Może zatem rozwój nie przebiega konwencjonalnie, ale nadąża za okolicznościami.
A okoliczności są takie, że koledzy oszukują przy stoliku do 'Czarnego Piotrusia' i trzeba ich krótko trzymać.
Czasem ‘GUPI jakiś jesteś, czy co?’ trafi rykoszetem w Biskwita, więc oprócz prelekcji dydaktycznych skierowanych do Dyni, próbuję Biskwita uczyć fraz przydatnych w werbalnym wyścigu zbrojeń.
Na przykład, ‘A w dziób chcesz?’.
Niestety, Biskwit jest klasycznie uwarunkowany, gdy słyszy ‘chcesz’ natychmiast wyobraża sobie ciasteczko i entuzjastycznie zgadza się na wszystko, potakując całym Biskwitem.
Co, niestety, minimalizuje siłę rażenia przekazu.

[1] Várj! ???

(…)
Podczas, gdy Dynia odziana w czarny kostium [2], w  towarzystwie jedynego w klasie Nurejewa w stylonowych rajtkach, nurkuje jak lewiatan w otchłani różowego, baletowego estrogenu, Biskwit rozwija swoje własne zainteresowania.
Biskwit prowadzi mnie nad brzeg rzeki i ciska.
Gdy wyjść z budynku pełnego kryształowych luster, minąć palmę, na której ostatnio spotkałyśmy dzięcioła (!), zejść stromą ulicą w dół kierując się zapachem wilgoci, butwiejących liści i tytoniu, który prawdopodobnie z tych liści skręcają i odpalają grający w szachy na ławkach emeryci  - wychodzi się wprost nad rzekę.
Dopływ Renu zwężony w tym miejscu jak miażdżycowa tętnica.
Otóż Biskwit znalazł tu sobie półwysep swego rozmiaru.
Głaz narzutowy o powierzchni deski klozetowej, moczący nogi w dopływie.
Biskwit włazi na głaz i jak fanatyk ciska.
Kamieniem.
Może ciskać jednym, ale ten jeden trzeba odławiać i podawać, co już po kilku minutach sprowadza na podającego artretyzm.
Ciska więc Biskwit narzutową drobnicą walającą się wzdłuż brzegu.
Ponieważ to ja podaję (nie chwaląc się, ale po sześciu tygodniach treningu, jak zautomatyzowany pas transmisyjny), zużyłyśmy już całą plażę.
Dwa razy.
Sześć tygodni po trzy kwadranse!
A i tak zawsze, gdy upływa czas, trzeba Biskwita odrywać od rzeki razem z głazem.
I naprawdę nie wiem, jaki wpływ ma ta rearanżacja dna rzeki na środowisko naturalne?
Staram się nie myśleć, że od tego ciskania, gdzieś, coś się spiętrza, następuje masowy eksodus bobrów, albo Holendrom zatapia kakao, żółty ser i tulipany.
Nie wiem też, do czego można wykorzystać taki zapał do ciskania?
Wynajmować Biskwita demonstrantom?
Drużynie bejsbolistów?
Zamienić kamień na dysk i trenować w kategoriach olimpijskich?
Dorzucić koło zamachowe oraz dynamo i włączyć do sieci energetycznej?


[2] Tak, mając do wyboru zyliard odmian różowego spandeksu, Dynia wybrała czarny (!) kostium. Nie rozumiem, dlaczego, ale boję się zapytać.

(...)
Szwabskie kluseczki udały się do lasu na wycieczkę.
Po powrocie Dynia zanotowała w pamiętniku to, co najbardziej utkwiło jej w pamięci.
Urynację i defekację.



©kaczka
25 comments on "[220]"
  1. Może Biskwit usypuje własny gród warowny? Wszak wiadomo, że wokół woda musi być, więc zamiast kopać fosę wokół grodu, buduje gród na wodzie ;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wykluczam. Biskwit ma sklonnosc do zajmowania przez zasiedzenie :-)

      Delete
  2. Rysunek genialny!

    Jeśli zaś idzie o ciskanie to i my mamy na sumieniu co nieco, a konkretnie utworzenie brodu pomiędzy Hvarem a Korculą. Zaopatrzyliśmy Piątka we wszelkie możliwe pływackie udogodnienia spodziewając się, że nie będzie chciał wychodzić z wody - a on jak zobaczył plażę pełną kamieni oszalał ze szczęścia i przez dwa tygodnie ciskał.
    Wyobrażasz sobie kłótnię małżeńską Biskwita i Piątka?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale kto im bedzie te talerze podawal! Tesciowe? :-)

      Delete
  3. fraza "gupi jakiś jesteś, czy co" jest bardzo przydatna. tylko w dorosłym życiu muszę ją owijać w poprawne pozłotko co często skutkuje u interlokutora reakcją Biskwita na "chcesz" . a tak walnąłby człowiek między oczy centralnie jak Biskwit kamieniem w koryto i byłoby alles klar czyli wszystko jasne jak gwint.
    b.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To po raz kolejny obnaza stara prawde: wszystkiego czego potrzebowalem wiedziec, dowiedzialem sie w przedszkolu :-)

      Delete
  4. Urynacja i defekacja zrobiła mi wieczór. A myślałam, że jestem zbyt padnięta, żeby podnosić. Kąciki. Ust. ;)

    ReplyDelete
  5. Pamiętam Młodszej czas impulsywnego obierania mandarynek. W podobnym wieku. Było łatwiej zagospodarować.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To byloby marzenie Norweskiego! Nieustanny doplyw mandarynek do sernika!

      Delete
  6. No to pięknie! To nawet te ostatnie przed francuską granicą kempingi zaleją wezbrane potoki, a ostatnio i tak już nocowaliśmy na kupie żwiru wystającej znad wody lejącej się z góry i zewsząd. My po francusku potrafimy tylko 'mersi' i 'comą sawa' i zginiemy tam, jak nam niemieckie pola namiotowe zaleje. Powstrzymuj trochę przychówek, może wystarczy balia napełniona wodą?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powstrzymaj Biskwita? Biskwit jest jak Chuck Norris. Nawet Biskwit nie powstrzyma Biskwita :-)

      Delete
  7. Uwielbiam kacze słowa i dyniowe obrazy, w odwdzięce za przednią (czytaną nocami, czyli przecną bardziej) rozrywkę ślę inspiracje na fuzję zainteresowań matki z córką:
    http://www.demilked.com/agar-jelly-petri-dish-microbe-bacteria-art-van-gogh-starry-night/

    ReplyDelete
  8. Skoro proponujesz lekcję: chcesz W DZIÓB, to dziecię jest zwyczajnie logiczne. Z dziobem konweniują nadzwyczajnie wszelakie ciasteczka i inna karma (może) też.
    Może W ŁEPETYNĘ nie skojarzy się spożywczo? Tylko jak to jest po niemiecku?

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-))))))
      Faktycznie!
      Moze po prostu powinnam uczyc Biskwita, zeby atakowal bez sygnalow ostrzegawczych :-)

      Delete
  9. Skoro Holendrom zatapia kakao, to ja pójdę dziś zawczasu kupić. Od trzech tygodni idę i zapominam ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Koniecznie!
      I tulipany tez dopisz do listy :-)

      Delete
  10. Mój syn też lubił ciskać ale miewał kłopoty z celowaniem, można było w głowę dostać:)
    kwk

    ReplyDelete
  11. Oj no - Biskwit próbuje i kiedyś puści kaczkę...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najpierw baki, potem kaczke... z torbami!

      Delete
  12. chyba trzeba uzupełnić półkę na trofea:) odtajnili wyniki.
    gratulacje!
    b.

    ReplyDelete
  13. Gratuluję wyróżnienia w konkursie na literacki blog roku!!
    Trafiłem na ten blog dzięki konkursowi Finka Kominka i chętnie bym mu przyznał nagrody w niejednej kategorii.

    ReplyDelete
  14. Widzialam! Upijamy sie tu na okolicznosc z Bebe i Biskwitem, ale zaraz wdziewam frak i wystepuje z przemowieniem na swoja czesc.
    :-)))
    Juhuuuuu!

    ReplyDelete