1196-1197

[5-6 Mar 2013]

(...)
W opowieściach o czarach i czarnoksiężnikach, dytkach, szamanach i złym oku przodowała jak dotąd jedna z Bawarskich cioteczek.
Ta, która pracuje na etacie w klinice położniczej w interiorze, w Mozambiku.
Od wczoraj i ja mam co wtrącić między miską szpecli, a Apfelstrudlem.
- Kaczko – przystąpiła do mnie, skarbczyka macierzyńskiego doświadczenia, Matka Polka na uchodźstwie, rocznik 1988, szósty miesiąc ciąży, pochodzenie: miasto wojewódzkie i, to w sumie kluczowe dla suspensu, z dyplomem ukończenia studiów wyższych o profilu chem-biol  – kaczko, czy ja mogę odmówić, jeśli położna każe mi wyjść z dzieckiem na spacer zaraz po porodzie?
- A czemu to akurat ten detal trapi cię najbardziej? – zapytałam i natychmiast tego pożałowałam.
- ... bo przez dziewięć dni po porodzie dziecko jest wrażliwe na uroki!
Pozostaję pod wrażeniem.
Rzekłabym nawet, urokiem.
Potomkowi ofiarujemy czterdzieści metrów czerwonej wstążeczki i wieniec z czosnku.

(...)
Zadzwonił do mnie anglikański zakład wychowawczy.
Ponieważ wedle algorytmów jestem ostatnią instancją, do której ma się uciekać w chwili najkosmiczniejszego kryzysu  trochę świat mi się skończył, trochę przestałam oddychać, trochę umarłam.
- ... ach, bo Dynia była dziś taka nieswoja, mizerniutka, leżała na poduszkach, nie chciała się bawić, nie chciała z nami rozmawiać, małżonek już ją odebrał i odwiózł do domu...
Do domu.
W domu podejmujemy akuratnie Hauptcioteczkę znaną z tego, że jej bagaż podręczny składa się głównie z żelatyny przerobionej na Haribo.
Wydaje się, że Dynia potajemnie ukończyła korespondencyjny kurs taktyki i strategii wojennej, jednak nie z wynikiem celującym.
Jak podają źródła, nieswoja, zmizerniała Dynia wyskoczyła z samochodu jak springbok i wbiegła do domu z okrzykiem:
- OOOOOMA! HARIBO???!!! MEHR???!
Zjadła kilogram i znów była sobą.

©kaczka
36 comments on "1196-1197"
  1. W prezencie oprocz czosnku i czerwonej wstazki obowiazkowo musi byc naszyjnik z bursztynu. Codziennie widze dzieciaki kilkumiesieczne w bursztynach ktore podobno "pomagaja na zabkowanie". Gdyby mialy je gryzc, to jeszcze rozumiem. Ale nie, nalezy tylko nosic:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gdyby to byla nalewka, tez bym zrozumiala.
      Ach, rozumiem teraz skad ta moda na bursztyny. Widac ja i tu. A moze to marketingowa konspiracja nadbaltyckich producentow bursztynu?

      Delete
  2. O mamo ! Dawno w Polsce mnie nie było...Czyżby Średniowiecze zaatakowało młode roczniki ? ( '88 ? -pliiiz ! Lord have mercy :-) )
    I to pokolenie, jak agencje donoszą, wychowane jest na WWW?!

    A z drugiej strony :
    Przykład cudownego ozdrowienia Dyni z udziałem Haribo...

    Światopogląd muszę przeewaluować :-) :-) :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to pokolenie rozmawia ze mna stojac przed dosc nowoczesnym urzadzeniem powielajcym kwasy nukleinowe, obok elektroniki czyniacej bip! oraz pik!, obok mikroskopu, obok szkielka...
      Dodajmy jeszcze, ze krzyzykiem i medalikiem demonstruje swoja przynaleznosc do glownej polskiej grupy wyznaniowej.
      Jak ten swiat jeszcze wciaz potrafi mnie zaskoczyc :-)))

      Delete
    2. Mnie już dawno mentalna szczęka opadła ( i opadnięta pozostała), po wprowadzeniu, do niektórych szkół , teorii Intelligent Design zamiast darwinowskiej ewolucji. Miałam jednak nadzieję, że tylko w Hameryce jest taki Scientific Ciemnogród. Ehhh..

      Delete
  3. Przerabiałam! Ale moja dopiero w wieku 3,5 na to wpadła.
    Dzwoni przedszkole głosem przejętym.
    - Dzień dobry, eee, czy Pani jest mamą L?
    - Tk.. - to była odpowiedź, która nie wybrzmiała, bo pytanie trzymało mnie za gardło.
    - Ona się chyba bardzo źle czuje, bo wymiotowała, leży na łóżeczku i popłakuje.
    (...)
    - TATUŚ! TATUŚ! Hurra! Cześć tatusiu, chodź! Idziemy do domku (: - Zerwała się z łóżka i popruła w podskokach.
    Przedszkolanka zdębiała, ale było już za późno żeby dziecko zostawić.
    - Córko dlaczego płakałaś i wymiotowałaś?
    - Bo ja nie chciałam pić mleka.
    - A dlaczego powiedziałaś, że się źle czujesz i chcesz do domu?
    - Bo się pokłóciłam z Milenką ):

    Wpadła do domu i z młodszą siostrą dom na kawałki rozniosła. A matka w grypie na czworakach zasłużyła na kolejny medal, którego /jak zwykle/ nie dostała.
    Medale z tytanu dla tytanowych matek! Ale już!

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tytanowe plytki, zeby je sobie wszczepiac w te miejsca czaszki, ktore zuzyly sie od walenia glowa w sciane po daremnych probach zrozumienia nieletniej logiki :-)

      Delete
    2. Ależ dlaczego, toż ta logika jest zabójczo skuteczna w dążeniu do celu, jak widać. :) W odróżnieniu od logiki wielu dorosłych...

      Delete
  4. Dynia to chyba w testach na inteligencję będzie oscylować w okolicach 200 .....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Slowem kluczem jest tu chyba 'oscylowac'. Dynia glownie 'oscyluje', glownie zeby wyszlo na jej, no i zeby sie nie zmeczyc :-)
      Wyslana zostala dzis do zakladu z 'sluchaj hobbicie, przejrzalam twoje niecne sztuczki. odbierzemy cie wylacznie na wiesc o nadchodzacej apokalipsie'. Niewykluczone, ze Dynia kartkuje wlasnie 'Apokalipse dla poczatkujacych'.

      Delete
    2. Dynia zwyczajnie ma doskonałe zadatki na szefa - im zazwyczaj zależy na tym samym. :)

      Delete
  5. Dynia jest bezkonkurencyjna! :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. ... kosztem mojego cisnienia.
      :-)

      Delete
  6. Oj tam, cukier Dyni spadł.
    Intryguje mnie jednak detal, co robi u Was cioteczka skoro przed chwilą byliście? Też jej cukier spadł?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cioteczke trzeba bylo importowac, by zalatac dziury w opiece nad dzieckiem. Ochronka ma tydzien, psia kostka, urlopu.
      Troche mi juz lata powieka, ale dam rade, dam rade.
      DAM RADE!

      Delete
    2. Tydzień urlopu? :-))) Haribo Week :-)))

      Delete
    3. Że też Ochronka, psia kostka, nie wstrzeliła się z urlopem w wasz. Skandal! Kolejny powód by się przekwalifikować i otworzyć ochronce konkurencję. Kaczko trzymaj się, powierzchni!

      Delete
  7. Co tam studia i tytuł i wszystko inne, skoro jej Babcia z Matką całe życie tak mówiły? Jak tu matce własnej nie wierzyć? :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zachwycajaca lojalnosc :-)
      W tym wypadku wzgledem ciotki. Nim zemdlalam, zapytalam o zrodla i przypisy :-)

      Delete
  8. Cwane te dzieciaczki :). A co do czerwonych kokardek, to sama byłam zaskoczona, ile ich widziałam na wózkach na mszy św. (wszak dla katolików przesądy to grzech).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Strzezonego Opatrznosc i wstazeczka strzeze :-)))

      Delete
  9. Po kilogramie haribo to i mnie jakoś lżej na duszy ;D.
    A potomkowi trzeba by jeszcze kohlem oczy podmalować. I okadzić go porządnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie omieszkam podpowiedziec, ze warto podmalowac i okadzic :-)

      Delete
  10. ja też bez haribo jestem smutna i nieswoja. a czasem nawet podła.

    a koleżanka z '88 umiejętnie łączy szkiełko i oko z czuciem i wiarą. mickiewiczowski ideał

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale czy jadasz kolorowe, czy rowniez lukrecjowe?
      Bo oni mi tu we troje - cioteczka, Norweski, Dynia - wcinaja bez opamietania te czarne wstazki albo nietoperze... ble!

      Delete
    2. lukrecja to zło i szatan. ble x 100. jadam głównie zestaw tropikalny, a szczególnie upodobałam sobie palmę ;D

      Delete
  11. normalny objaw miała Dynia w placówce - wszyscy wiedzą, że brak żelatyny powoduje brak sprężystości i to po całości ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Po kilogramie, fakt, Dynia od razu gietka i sprezysta :-)))

      Delete
  12. u nas jedna z cioteczek pchała się do opluwania swojej halki i trzykrotnego przetarcia nią nowosmrodka. Pan Pieprz był na tyle przytomny (a może chciał oszczędzić sobie oglądania zdejmowania haleczki), że natychmiast zażądał przebadania śliny na obecnośc gronkowca złocistego i pomysł ciotki sczezł w zarodku. A co ciekawe ta ciotka była haribozależna, życzyła sobie paczki misiów zamiast kwiatów:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie omieszkam zapytac, czy beda przecierac! Czy wazne jest do kogo nalezy halka?
      :-)

      Delete
  13. napisałam o mojej niani, która pięknie okadzała, spluwała przez lewe ramię, chodziła wkoło wózka i takie tam... zdrowa wyrosłam.
    A kiedy chciałam się zalogować, to za cholerę, bo bez numeru telefonu google nie puszcza!
    Hermi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rodzona Matka sie przyznala, ze raz siegnela po wstazeczka. Zostawila mnie w wozku przed sklepem (to byly czasy!), a gdy wrocila pochylala sie nade mna jakas blond lafirynda, a ja wylam. Poniewaz wylam tak przez nastepne piec godzin, az dalam sobie wreszcie spokoj, profilaktycznie udekorowano mnie wstazeczka. Krzywa wyroslam :-)

      Puscil?

      Delete
  14. No cóż... kocham Dynię i Jej sposoby na dorosłych :))))

    ReplyDelete