1173-1175


[13-15 Oct 2012]

(...)
W Oranie bez zmian.
Rzekłbyś, nieomal fantasmagorycznie (!)
(Głównie gorycznie. O smaku syropu wykrztuśnego.)
Skutkiem zobowiązań towarzyskich zmuszeni byliśmy powstać z bardzo nieżywych, wbrew przykazaniom porzucić dziecko w dzień świąteczny w ochronce i wyruszyć w epicką podróż ku stolicy.
By między atakami kaszlu zaznać kulturalnych rozrywek.


(Nieco tanecznych podrygów oraz currywurst z frytkami i nostalgią u Hermana.)
Na szczęście dziecina nie zna się na kalendarzu i w odróżnieniu od mojego sumienia nie skojarzyła i nie sfiksowała, że to dzień, gdy rodzina w komplecie winna zasiąść nad talerzem rosołu.
O  ósmej rano dziecko wparowało zatem do ochronki i plecami powiedziało: 'Tschuss, mama!'
Dwanaście godzin później zwrócone (ostatnio źle mi się zwracanie kojarzy) w postaci tobołka w pidżamie otworzyło oko, powiedziało: 'Hallo mama!' [1] i zamknęło oko.
Ochronkowa i ochronkowy stali w progu i z autentycznym wzruszeniem (trzy funty dwadzieścia pięć za godzinę) machali  na pożegnanie wołając: to skarb nie dziecko, przez cały dzień ni łzy nie uroniło!
Przez chwilę, przez sekundy ułamek -  widziałam ten błysk wahania w oczach Norweskiego - gdyż  i owszem mogło się wydawać, że odebraliśmy nie nasze.
Na szczęście pięćset metrów za ochronką, poza akustycznym jej zasięgiem, tobołek w piżamie ocknął się w foteliku samochodowym, przetarł ócz lazur  i głosem z trzewi zażądał mleka według następującej specyfikacji:
gorące, bez miodu,  w kubku w pajacyki, ze słomką, słomka w  w zielone paski, trzy czwarte naczynia, pianka na powierzchni, RAZ!
TERAZ, ZARAZ, OD RĘKI.
TU!
Gdy nie dostał, bo samochód wersja bardzo niskobudżetowa bez barku (poza tym: 'poczekaj, już siedziba rodowa majaczy za zakrętem!'), gdy nie dostał to uderzył w ryk.
Fala uderzeniowa ryku zapaliła okna w okolicznych domach.
Sąsiedzi zajęli miejsca za firankami.
Odetchnęliśmy z ulgą.
NASZE!

[1] aktualnie werbalizuje uczucia głównie w mowie ojców: 'Hallo mama! Wurst?' - koniec cytatu -

(...)



©kaczka


16 comments on "1173-1175"
  1. Oj, Kaczko, wyrodna z Ciebie matka, zostawiasz dziecko na 12 godzin i jescze nie chcesz dać mleka w kubku w pajacyki i ze słomką w zielone paski. Co na to opieka społeczna :-))) Ale najważniejsze, że dobrze się bawiliście, tylko kuruj się solidnie, bo to za długo już Cię męczy! A może mikroby te zewnętrzne, pracowe i wewnętrzne zawarły jakiś przeciwKaczy sojusz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zbyt dlugo, ale coz nadstrzepiony przez dziecine uklad immuno :-)
      Kazdy mikrob jak na pochyle drzewo skoczy.

      (Wielce wyrodna.)

      Delete
  2. Ja, ja ich bin naturlich Volkswagen!!! Nie na temat, ale mi się przypomniało. O już wiem, to a propos mowy ojców :) Powrotu do zdrowia życzę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W desperacji zaczelam ogryzac cynamonowe patyki ;-)

      Delete
  3. Też Cię uwielbiam, a tak poza tym to dobrze, że Dynia swoja, a nie cudza. Uściski!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od razu zdrowieje! :-)
      Nie wiem, co robilibysmy z cudza.

      Delete
  4. Hallo Mama! Wurst? zrobiło mi poranek (i trochę zazdroszczę weekendowej ochronki, po weekendach brakuje mi dnia na odpoczynek).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach, to nie jest standardowa opcja ochronki. Ochronka ma nawet w kontrakcie, ze dziatek nie przyjmuje w dni swiateczne. Wyweszylismy jednak, ze w przeszlosci byl precedens i ochronka uprzejmie sie zgodzila podkreslajac wielokrotnie, ze czyni to wylacznie droga wyjatku i dlatego, ze Dynia nie jest upierdliwa. Do konca nawet nie wiemy, jakim rachunkiem nas ochronka obciazy. Naiwnie myslimy, ze trzy dwadziescia za godzine, ale moze sie okazac, ze weekendy to potrojna stawka :-)
      Ech, szybko tego nie powtorzymy.

      (Tez brakuje. Bardzo!)

      Delete
  5. Replies
    1. Na dwanascie godzin. Bez slomki w paski :-)

      Delete
  6. cała blogowa społeczność rada, że Dynia jednak okazała się Dynią, zawyła i zażądała produktu spożywczego. nasza Dyniutka.
    no bo co by to było, gdybyście z ochronki przynieśli takie wesołe, grzeczne dziecko, może jeszcze w dodatku niejadka. musiałabyś się strasznie postarać, żeby blog nie zamienił się w pierdząco-koronkowego. a tak nie masz problemu, nie musisz się wysilać, jest co opisywać.
    wurst za zdrowie Dyni!

    ReplyDelete
  7. Kaczko, uwielbiam czytac kazde wycyzelowane przez Ciebie zdanie.
    Kuruj sie i pisz codziennie:-)

    ReplyDelete