[17 Jan 2014]
(...)
W relacjach z Biskwitem Dynia samozwańczo przejęła rolę mentora skazując niemowlę już nawet nie na drugie skrzypce, już nawet nie na noszenie futerału od tychże skrzypiec...powiedzmy, że od biedy, Biskwit może sobie gdzieś tam w tej partyturze brzdęknąć od czasu do czasu na trójkąciku. Zasadniczo jednak od Biskwita wymaga się wyłącznie by patrzył, podziwiał i się uczył.
Metr Sokratesa, pół metra Platona.
- Patrz uważnie! Idę kupić precle, bo ja jestem duża i mogę! – rzecze Dynia i wykręca niemowlęcą głowę w stronę piekarni.
(Ma niemowlę zadatki na puszczyka. Nie dość, że poluje nocą to jeszcze lada dzień zacznie oglądać sobie plecy).
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Próbuję przekonać niemowlę, że oto zaraz będzie świadkiem rzeczy wielkich.
- Ile precli chcesz kupić, Dyniu?
- Four. – odpowiada Dynia i dla potwierdzenia pokazuje dwa palce.
Przez dłuższą chwilę negocjujemy podstawy tej awangardowej arytmetyki oraz próbujemy rozwiązać równanie: ile potrzeba precli, by wykarmić rodzinę bez potrzeby uciekania się do cudów i zbierania dwunastu koszy ułomków.
- Jeden dla ojca, jeden dla matki, jeden dla Dyni... ile potrzeba precli?
- Jeeeeden, wa, CZY!
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
- A teraz musisz to CZY wyartykułować po niemiecku, żeby zrozumiała cię pani od precli.
- I DON’T WANT. ME NO LIKE GERMAN!!! – drze się Dynia na samym środku Hauptstrasse.
Dość odważne oświadczenie zaraz przy na najgłówniejszym placu Wurstenbergii.
Germanie przystają i patrzą niekoniecznie wyrozumiałym wzrokiem.
Czuję się jak producent steków na zjeździe radykalnej bojówki wegan.
- ... po niemiecku, albo nie sprzedadzą ci żadnych precli. – syczę i wpycham Dynię do piekarni. – No powiedzże: Drei Bretzeln, bitte! i wszyscy będą zadowoleni.
Tu następuje długi wywód dlaczego w Niemczech wypada mówić po niemiecku oraz ile palców to Drei.
Dynia nie jest zadowolona, ale powtarza pod nosem: Drei Bretzeln, Drei Bretzeln... i w zadziwieniu ogląda swoje trzy palce.
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Po czym staje u lady, macha banknotem i mówi... FOUR.
I potwierdza zamówienie na palcach.
Dwóch.
Po czym spogląda na mnie i łaskawie dodaje: Bitte?
(...)
Fascynujące.
Czy dzieci w Erefenie były dłuższe?
I skąd różowe rajtki w szafie tatusia?
©kaczka
(...)
W relacjach z Biskwitem Dynia samozwańczo przejęła rolę mentora skazując niemowlę już nawet nie na drugie skrzypce, już nawet nie na noszenie futerału od tychże skrzypiec...powiedzmy, że od biedy, Biskwit może sobie gdzieś tam w tej partyturze brzdęknąć od czasu do czasu na trójkąciku. Zasadniczo jednak od Biskwita wymaga się wyłącznie by patrzył, podziwiał i się uczył.
Metr Sokratesa, pół metra Platona.
- Patrz uważnie! Idę kupić precle, bo ja jestem duża i mogę! – rzecze Dynia i wykręca niemowlęcą głowę w stronę piekarni.
(Ma niemowlę zadatki na puszczyka. Nie dość, że poluje nocą to jeszcze lada dzień zacznie oglądać sobie plecy).
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Próbuję przekonać niemowlę, że oto zaraz będzie świadkiem rzeczy wielkich.
- Ile precli chcesz kupić, Dyniu?
- Four. – odpowiada Dynia i dla potwierdzenia pokazuje dwa palce.
Przez dłuższą chwilę negocjujemy podstawy tej awangardowej arytmetyki oraz próbujemy rozwiązać równanie: ile potrzeba precli, by wykarmić rodzinę bez potrzeby uciekania się do cudów i zbierania dwunastu koszy ułomków.
- Jeden dla ojca, jeden dla matki, jeden dla Dyni... ile potrzeba precli?
- Jeeeeden, wa, CZY!
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
- A teraz musisz to CZY wyartykułować po niemiecku, żeby zrozumiała cię pani od precli.
- I DON’T WANT. ME NO LIKE GERMAN!!! – drze się Dynia na samym środku Hauptstrasse.
Dość odważne oświadczenie zaraz przy na najgłówniejszym placu Wurstenbergii.
Germanie przystają i patrzą niekoniecznie wyrozumiałym wzrokiem.
Czuję się jak producent steków na zjeździe radykalnej bojówki wegan.
- ... po niemiecku, albo nie sprzedadzą ci żadnych precli. – syczę i wpycham Dynię do piekarni. – No powiedzże: Drei Bretzeln, bitte! i wszyscy będą zadowoleni.
Tu następuje długi wywód dlaczego w Niemczech wypada mówić po niemiecku oraz ile palców to Drei.
Dynia nie jest zadowolona, ale powtarza pod nosem: Drei Bretzeln, Drei Bretzeln... i w zadziwieniu ogląda swoje trzy palce.
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Po czym staje u lady, macha banknotem i mówi... FOUR.
I potwierdza zamówienie na palcach.
Dwóch.
Po czym spogląda na mnie i łaskawie dodaje: Bitte?
(...)
Fascynujące.
Czy dzieci w Erefenie były dłuższe?
I skąd różowe rajtki w szafie tatusia?
©kaczka