[22 Nov 2013]
(...)
Względem nowej placówki wychowawczej, do której odesłałam Dynię, mam uczucia cokolwiek mieszane.
Ale nie zapeszajmy, dzień jeszcze młody.
Dajmy im szansę.
Odesłana wygląda na zadowoloną, bo ileż można nabywać atrofii mózgu ogrywając matkę w loteryjkę obrazkową, gdy tymczasem wzywa zew grupy rówieśniczej.
Grupa rówieśnicza, tradycyjnie, jest grupą męską, zatem gaśnie nadzieja, że Dynia przestanie jednak o sobie per ‘good boy’.
Grupa rówieśnicza konflikty rozwiązuje w bezpośrednim sparringu i jest przy Dyni, nie dosyć, że przykrótka i cherlawa, to i psychicznie dość miękka i mocno niedojrzała.
Niektórzy niedojrzeli jeszcze nawet do nocnika.
(Co przyznaję, nieco mną wstrząsnęło.)
Ale są szczoteczki do zębów, kapcie na zmianę, obowiązkowe codzienne wietrzenie na świeżym powietrzu w przyległym zagajniku, bioorganiczno-ekologiczny katering (żegnajcie dwojaki!) i dużo okazji, by kontynuować rolę ‘pupilka naszej pani’.
‘Nasza pani’ jest z Arizony i wychowuje dzieci przy użyciu pani z Edynburga.
To hadronowe zderzenie akcentów sprawia, że większość grupy milczy, ale Dynia sprawę chromoli, gdyż zawsze ma coś do powiedzenia w licznych kopiach (niekoniecznie na temat) i bez skrupułów wykorzystuje każdą spację w rozmowie.
Do tego wiejskie dziecko odkryło światła wielkiego miasta i fakt, że z placówki możemy wracać tramwajem wstępując po drodze na Nusskipferl.
Chwilowo ekstaza.
©kaczka
(...)
Względem nowej placówki wychowawczej, do której odesłałam Dynię, mam uczucia cokolwiek mieszane.
Ale nie zapeszajmy, dzień jeszcze młody.
Dajmy im szansę.
Odesłana wygląda na zadowoloną, bo ileż można nabywać atrofii mózgu ogrywając matkę w loteryjkę obrazkową, gdy tymczasem wzywa zew grupy rówieśniczej.
Grupa rówieśnicza, tradycyjnie, jest grupą męską, zatem gaśnie nadzieja, że Dynia przestanie jednak o sobie per ‘good boy’.
Grupa rówieśnicza konflikty rozwiązuje w bezpośrednim sparringu i jest przy Dyni, nie dosyć, że przykrótka i cherlawa, to i psychicznie dość miękka i mocno niedojrzała.
Niektórzy niedojrzeli jeszcze nawet do nocnika.
(Co przyznaję, nieco mną wstrząsnęło.)
Ale są szczoteczki do zębów, kapcie na zmianę, obowiązkowe codzienne wietrzenie na świeżym powietrzu w przyległym zagajniku, bioorganiczno-ekologiczny katering (żegnajcie dwojaki!) i dużo okazji, by kontynuować rolę ‘pupilka naszej pani’.
‘Nasza pani’ jest z Arizony i wychowuje dzieci przy użyciu pani z Edynburga.
To hadronowe zderzenie akcentów sprawia, że większość grupy milczy, ale Dynia sprawę chromoli, gdyż zawsze ma coś do powiedzenia w licznych kopiach (niekoniecznie na temat) i bez skrupułów wykorzystuje każdą spację w rozmowie.
Do tego wiejskie dziecko odkryło światła wielkiego miasta i fakt, że z placówki możemy wracać tramwajem wstępując po drodze na Nusskipferl.
Chwilowo ekstaza.
©kaczka
