[269]

[30 Apr 2016]

(...)
Jedni w Ameryce, inni raczej w Sajgonie.
Natura nie znosi próżni, więc Biskwit ochoczo i skwapliwie podjął się wypełniania  pustostanów oraz testowania, jak mocno należy szarpnąć, by odkorkować odpływ mej wysychającej studzienki cierpliwości. Czy wystarczy raz, a może trzeba systematycznie co pięć minut pociągać za łańcuszek zatyczki?
W tych dniach najczęściej skrzymy o niewystarczającą ilość rajstop ‘z tygryskiem’, który to faktycznie jest misiem, i których większość pochopnie rozdałam trzy lata temu, bo Dynia uważała, że to straszliwy obciach lansować się w ochronce z fauną na zadku. Biskwit jest odmiennego zdania, a żeby umotywować potrzebę nieustannego zzuwania i wzuwania pary za parą, niby tak niechcący coś wciąż na siebie wylewa. I nie są to wyłącznie żale. A bawełna schnie długo, szczególnie w bieżącym klimacie meteo. (Aktualnie: smutna i wilgotna jesień.)
Dziś Biskwit pikietował w obronie swoich praw. Nie do końca wiem, jakich, ale wzrok Biskwita nie pozostawiał złudzeń – złamałam mu je wszystkie! A niektóre to i po kilka razy.
No to usiadł Biskwit na klatce schodowej i tak siedział odmawiając wejścia do domu. Pięć minut, dziesieć, dwadzieścia.  Chcąc nie chcąc, i ja siedziałam na wycieraczce z zaawansowanym szczękościskiem, fantazjując o prozie Dickensa i dopuszczalności kar cielesnych w czasach wiktoriańskich. Sąsiad aż trzy razy wynosił śmieci, żeby się napatrzeć. Zaniepokoiłam się, czy aby nie przyjdzie mu do głowy nosić w te i wewte kredensu, gdy zabraknie mu odpadów jako pretekstu, ale Biskwit go oszczędził. Po pół godzinie Biskwitowi  skończyły się mordoklejki, a strajk głodowy to na szczęście, działania zbyt dla Biskwita radykalne.
Studzienkę swojej cierpliwości napełniam wieczorami etanolem Beaujolais Sakreble.
Ale szybko wyparowuje.
Zbyt szybko.

(...)
Pierwszego poranka po drugiej stronie oceanu, dzięki technologicznemu zaawansowaniu Hauptcioteczki, Dynia nawiązała ze mną kontakt audio-wideo.
- Patrz! –  wykrzyknęła tonem Kolumba Krzysztofa i otworzyła drzwi prowadzące na zewnątrz. – To jest właśnie Ameryka!
Trawnik, krzak, śmietnik, drzewko, krzak, nigdzie nie widać Donalda Trumpa.
Oszczędne dekoracje jak na supermocarstwo.

(...)
Z twarzy podobny do Spajdermana.

©kaczka
30 comments on "[269]"
  1. Dynia ze swoją Ameryką przypomniała mi synka mojej przyjaciółki. Podczas jednej z naszych nieczęstych wizyt w Polsce wybrałyśmy się z nim na wycieczkę rowerową. Kiedy przejeżdżałyśmy przez jakieś paskudne krzaczory niedaleko naszego osiedla, mały zapytał: - Mamusiu, czy to już jest ta Anglia?
    W sumie dobre pytanie. To faktycznie wyglądało jak Anglia.

    A nie możesz Biskwitowi narysować tygryska na innych rajstopach?

    ReplyDelete
    Replies
    1. O, ja tez czesto natykam sie na taka Anglie :-)

      Probowalam kombinowac z tygryskiem, ale Biskwit dosc czujny jest. Potrafi nawet tak sie wygiac, zeby sprawdzic, czy tygrysek na zadku nadal jest, wiec przejrzal moj plan pokazaniu mu brudnych granatowych rajstop z tygryskiem, a nastepnie nadziania w czyste, granatowe bez tygryska.
      W desperacji planowalam nawet dokupic tygryskow, ale sakreble, nieosiagalne on-line po sezonie, a sezon teraz jest na skarpety i sandaly. Mam nadzieje, ze pogoda skloni Biskwita do odwyku :-)

      Delete
  2. Biskwit kontestujący, poniekąd tak jakby mimochodem komentator znad Wisły. Nie mylić z Gondolierzym znad Wisły! A Ameryka cóż - dzieci wi(e)dzą lepiej.
    b.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Biskwit lubi przesuwac granice :-)

      Delete
  3. Kaczko mam pytanie - jak juz sie udzielac to pelna geba a co ;). Uprzejmie prosze o wybaczenie jesli pytanie bezczelne ale jak juz mowilam z braku materialow porownawczych jestem w tej dzidzinie prawdziwym lakiem. Otoz intryguje mnie czy w stytuacjach jakie opisujesz z Biskwitem nie mozna zadzialac bardziej radykalnie? Nie mowie tutaj o Dickensie ale czy np. mozna takiego delikwenta wziasc pod pache i wyniesc/wniesc tam gdzie sie zmierza? Pytam bo corka mojej kolezanki (lat 5.5) stosuje podobne chwyty - np wyje i wrzeszcy kiedy koleznaka rozmawia przez telefon albo tez przychodzi co 2 minuty szrapie i zada uwagi kiedy jestem w odwiedzinach. Nie mowiac juz np o probach wylaczenia bajki itp (sie dziwie ze nikt jeszcze w takich sytuacjach nie wezwal policji bo na kleczkach moglabym przysiegac ze takie odglosy mozna wydawac tylko przy obdzieraniu ze skory). Zaproponowalam kolezance ze moze kiedys na takie zachowanie odeslac dziecko do pokoju w ramach kary ale podobno wtedy mloda pokoj demoluje (chociaz kolezanka zamknela ja tam podaj raz na sekund 30). Generalnie wychowuje corke "bezstresowo i bez systemu kar" - cokolwiek to nie znaczy.

    Ekhm - wydaje mi sie ze zaraz mnie wszyscy odsadza od czci i wiary ale na prawde intryguje mnie czy i w jaki sposob mozna karac dziecko za wyjatkowo aspoleczne zachowanie, zwlacza w przypadku w ktorym dziecko zdaje sobie sprawe ze takie zachownaie jest naganne. W przypadku dziecka mojej kolezanki technika na przeczekanie jest uciazliwa i baaardzo nieefektywna.

    Kajam sie bardzo jesli pytanie zbyt impertynenckie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tedy ja się wtrącę jako matka biskwiciego rówieśnika o podobnym, zdaje się, temperamencie.
      Jakby mi się spieszyło, bo np.muszę biec po kolejne dzieci do placówek albo chciałoby mi się siusiu, wzięłabym dziecię za frak i wniosła do domu.
      A jakby mi się nie śpieszyło, to bym se z nim posiedziała w milczeniu.

      Delete
    2. I tu nasuwa się myśl poboczna: dlaczego w torebce matki malucha (starszaka też, ale o tym kiedy indziej) można znaleźć wszystko? Bo jakoś trzeba przetrwać te pół godziny pod drzwiami... A niekiedy lepiej udawać, że też się akurat ma ochotę na wycieraczce posiedzieć, bo przynajmniej duma nie bywa nadszarpnięta w sposób widoczny ;-)

      Delete
    3. Mallica, a w zyciu! Nikt cie nie bedzie tu odsadzal od niczego. Odpowiem, opowiem, dlaczego wybieram siadanie na wycieraczce, ale Biskwit mi noca rozpalil sie jak krzak gorejacy, wiec do trzeciej w nocy, gdy temperatura opadla po paracetamolu i wrocily sily witalne, ogladalysmy wszystkie dostepne odcinki Maszy i Niedzwiedzia :-) Mam wrazenie, ze od rana jestem w innym wymiarze :-) Biskwit zjadl wlasnie druga kajzerke i pol paczki salami, wiec przynajmniej on ma sie niezle.

      Delete
    4. Ja rowniez dorzuce moje trzy centy.

      Polecam ksiazki Jespera Juula. (Np. "Moje kompetentne dziecko" albo "Przestrzen dla rodziny"). Tam byc moze znajdziesz odpowiedzi na Twoje pytania..

      (Dodam,ze to nie poradniki typu: "Badz konsekwentna,to se poradzisz", tylko bardziej opis tego,jak funkcjonuja relacje rodzica z dzieckiem).

      arbuz b.d.

      Delete
    5. No, to teraz moge opowiadac...
      Nie sposob mi sie odniesc do przykladu kolezanki, bo oprocz tego, ze dane skape to i roznica wieku ogromna. Trzy lata.
      Do Biskwita tymczasem dociera, ze nie jest centrum wszechswiata i to jest bolesna lekcja, przykre zderzenie z rzeczywistoscia. Biskwit uczy sie, ze nie wszystko jest dla niego, nie do wszystkiego przystapi pierwszy, nie zawsze musi byc w centrum uwagi, ze czasem musi poczekac oraz, to chyba najtrudniejsze, ze ma ograniczone mozliwosci. Chcac nie chcac, Biskwit ma ciagle obok siebie Dynie - starsza, manualnie sprawniejsza, rozmowna, wieksza gabarytowo, samodzielnie ubierajaca buty, etc. Biskwit widzi, ze Dynia moze wiecej i tez chce, ale nie zawsze mu sie udaje lub nie zawsze mozna mu na to pozwolic. To dla Biskwita zrodlo ogromnych frustracji. Przy tej okazji Biskwit szuka luk w systemie, miejsc, gdzie moglibysmy sie zlamac i odpuscic. No wiadomo, kazdy by szukal, gdyby tak dzien w dzien kazano mu myc zeby o osiemnastej i isc spac :-) Kiedys wpadl mi w rece artykul psychologow rozwojowych na temat, jak czesto kontestuje dwulatek. Dane uzyskano na podstawie obserwacji sporej populacji, a wyniki mowily, ze nawet kilkadziesiat razy dziennie. Srednio co kilka minut. Biskwit wypelnia te standardy. Nie czyni tego ze zlosliwosci (bede sie tu wil, bo nie zalozylas mi rajtek z tygryskiem, to masz!), ale raczej dlatego, ze bardzo pozadal tych rajtek i ich nie dostal i dla niego to jest wlasnie koniec swiata, bo kompletnie nie umie sobie jeszcze poradzic z emocjami. Nie rozumie tez tego, co moglby zrozumiec pieciolatek: 'Dzis upiore ci te cholerne rajtki i jutro znow bedziesz mogl w nich chodzic', albo 'rajtki smierdza. ubierz czyste i pachnace.' cdn.

      Delete
    6. Jesli sprawa dotyczylaby rzeczy zagrazajacych zyciu Biskwita ('a teraz wybiegne na jezdnie') to reagowalabym z refleksem. Jesli afera dotyczy rajtkow z tygryskiem, czy 'nie wejde do domu, bo nie pozwolilas mi samej otworzyc drzwi kluczem' to siadam (jesli mam czas) i czekam na rozwoj sytuacji. Biskwit tez siada na korytarzu, zlorzeczy nad swoim losem, lka w rekaw, albo hardo patrzy w sciane, ale po pewnym czasie orientuje sie, ze zycie mu mija i wraca mu rozsadek. Gdybym natomiast sila porwala, go z tych schodow (czasem to robie, bo nie mam wyjscia) to Biswit do katalogu zazalen dorzucilby naruszenie nietykalnosci i nie omieszkalby o tym doniesc calemu swiatu. Biskwit protestuje tak, jak umie, a jest swietnym obserwatorem, wie, ze nie pokona nas w bezposrednim sparringu, ani nie zmiecie z powierzchni erudycja, wie, ze bardzo nas wkurza pisk, wiec piszczy. A ja siadajac w milczeniu na wycieraczce wytracam mu orez z reki, choc pozornie wyglada, ze sie poddaje. Slowem, tak jak na wojnie, czasem trzeba przegrac bitwe, aby wojne wygrac i czasem tez trzeba wybrac, ktore bitwy sa naprawde warte energii. Nie akceptujemy aspolecznych zachowan Biskwita,ale jesli restauracja ma potezny kacik zabaw dla dzieci, a tuz przy nim siada zakochana para w poszukiwaniu ciszy i odosobnienia to nie czuje sie winna czyjejs spapranej randce. Ba! Moze to nawet jakos tam wychodzi na zdrowie, zdegustowani kochankowie tego popoludnia na pewno nie zapomna o antykoncepcji :-) cdn.

      Delete
    7. Nie da sie, tak mysle, zmodyfikowac zachowania dziecka bez poznania powodow, dla ktorych zachowuje sie tak, czy inaczej. Nie da sie tez tego zrobic, bez aktywnego, konsekwentnego udzialu rodzicow. Rodzice musza tez dostrzegac i zaakceptowac, ze problem istnieje. (A o to ostatnie wcale nie jest tak latwo, bo jak tu byc obiektywnym wzgledem wlasnych genow :-) Pieciolatka, ktora demoluje pokoj lub domaga sie nieustannej uwagi to smutny przypadek. Znak, ze cos, gdzies chyba zawiodlo. Pomoc mozna znalezc, ale trzeba jej chciac szukac :/

      Delete
  4. Ło matko, to ja też mam Amerykę za oknem... :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. ha, ha, ha! Świetne! Wyjrzałam przez okno, założywszy uprzednio okulary i - jako żywo - u mnie też Ameryka... ;-)

      Delete
    2. A u mnie jednak Sajgon... a miejscami to nawet Meksyk.

      Delete
    3. Swiatowcy!

      U mnie z lazienki to troche Neapol w czasach strajku miejskich sluzb oczyszczania. A z balkonu Chinski Mur!

      (Zaraz wracam!)

      Delete
    4. U mnie Złudzenie Wielkiej Metropolii (z okna Złudzenia Wielkiej Korporacji). Wyszło jak zawsze ;D.

      Delete
    5. ... a z balkonu, ani Donalda, ani nawet trampa! :-)

      Delete
  5. Grudka właśnie wyrosła z rajtek "z tygryskiem". Jakby odciąć stopy, to Biskwit by się ponownie zmieścił! Wysłać? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, to MUSZA byc RAJSTOPY Z TYGRYSKIEM. Legginsy to inna kategoria :-)))
      Ale przyznasz, ze rajtki z tygryskiem fajne sa, niezaleznie od tego, co na ich temat opowiada Dynia :-)

      Delete
  6. Jakie to szczęście, że zapał rewolucyjny dziatek starszych napędzany jest paliwem na bazie cukru! O ile łatwiej nam się opanować gdy wiemy, iż Wielka Rewolucja trwa tylko jeszcze pół paczki żelek/mordoklejek/landrynek a negocjacje można prowadzić twardo (i owocnie) z paczką wafelków w garści. Dzieć mlodszy najczęściej podatny jest wysoko na histerię wywołaną Weltschmerz-em a tego nie potrafię nijak opanować drogą przekupstwa cukrem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Otototo! Biskwit tez w fazie Weltschmerzu nie leci na cukier. Nie chce, zeby go przytulac, nie chce zeby go trzymac za reke. Czasem pomaga, gdy odwroci sie uwage fabula ksiazeczki, ale zwykle po prostu ten splin najlpeiej przeczekac :-)

      A Dynia taaaaaaaaak! Byleby Haribo wystarczylo!

      Delete
  7. Czyli sie potwierdza, ez ta Hameryka to przereklamowana jest.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nadzwyczajnie, choc narod uprzejmy :-)

      Delete
  8. Rajtki z tygryskiem, powiadasz. Ciesz się, Kaczko, zże teraz nie mieszkasz w Wielkopolsce i że dziecię, domniemywam, polskich mediów intensywnie nie czytuje. Bo gdyby - to w ramach solidarności z tygrysem-zoologicznym-dźganym-przez-bandytę zażądałoby stosownego nadruku na każdym palcu z osobna. I krwawej pomsty. Więc luzik.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w ramach solidarnosci z dzganym tygrysem zadam pomsty. Niech szubrawiec idzie przeprosic tygrysa. W klatce!

      Delete
  9. Ileż to razy mój syn wzuwał buty grożąc że się wyprowadza "do mieszkania bez ciepłej wody" tudzież, nieco bardziej pragmatycznie, "do piwnicy". A ileż to razy miałam ochotę pomóc pakować mu plecak.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zaintrygowalo mnie 'bez cieplej wody'. Czyzbyscie, okrutnicy, kazali mu zazywac kapieli?

      :-)))

      Delete
    2. Nakazywaliśmy ablucje w ciepłej, względnie letniej, tym samym, jak widać, serwując dziecku z ambicjami morsa traumę. :)

      Delete
    3. Idac tym tropem Biskwit wynajmie sobie miejscowke bez grzebienia, truskawek, ale za to z nieograniczonym dostepem do pasty do zebow :-)))

      Delete