Przerywnik geograficzno-kulturalny

[12 Apr 2016]

(...)
Za oknem południowa wiosna i letnie burze. Cherubiny chcą krótkich rękawów i sandałów. Można spać przy otwartym oknie i wreszcie suszyć desusy na balkonie.
Znakomita pora, aby opowiedzieć o Północy.
To nie jest nowy tekst.
Pierwszy raz pojawił się kilka eonów temu, w archeozoiku, na blogu Wawrzyńca Pruskiego. Wtedy jeszcze blogowałam w podziemiu, z ciemnej strony księżyca.
I oto nadarzyła się okazja, żeby go przypomnieć, więc odkurzona i wypolerowana opowieść pojawia się jeszcze raz w bardzo odpowiednim miejscu.
Remastered Director’s Cut
Tutaj.

©kaczka
52 comments on "Przerywnik geograficzno-kulturalny"
  1. Uh, zapowiada się bijo sezonu ;)
    Lecem czytać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Muszę zdobyć tę cytronetę tańszą od wody!
      (Oczekiwania moje spełniłaś z nawiązką, a nawet z naręczem ;)

      Delete
    2. Oddycham z ulga! Nie godzi sie zawiesc stalej Lozy Krytkow Literackich!

      (Przejrzalam zdjecia, ale na zadnym nie zachowal sie slad promieniotworczego napoju. Jedyna nadzieja w Jury, ze kiedys popelni na blogu wpis - ilustrowany przewodnik kulinarny dla niskobudzetowego turysty :-)

      Delete
  2. Cudowny reportaż o charakterze powieści grozy ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo kraj to dziki, a czlowiek czlowiekowi wikingiem!

      Delete
  3. Pyszne delicje! Marzy mi się Kaczkowy Przewodnik po Świecie, prawdziwym i mniej, dalekim i ....o bliskim już właściwie piszesz. Dzięki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kasia Warpas! Nie znałam Cię z tego profilu!

      Delete
    2. Pani mi tu kradnie show zdjeciem pani pecin! :-)

      Delete
    3. Trzeba mieć profil lewy i prawy. Oraz środkowy.

      Ale powróćmy do meritum!
      Kaczka lowe!

      Delete
    4. ... a kazden dookola glowy!
      :-)

      Delete
    5. Lewy profil jest ZAWSZE lepszy. To udowodnione naukowo.

      Delete
    6. Odczytywac to jako aluzje polityczna? :-)

      Delete
  4. Replies
    1. Bardzo! Choc moze to przez maligne!

      Delete
  5. Przyznaję, że nie pamiętałem, że przyłożyłem lepką łapę do pierwszego wydania niedrukiem :-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawde!? A bylam pewna, ze zanotowales date w Notesie Mentora!

      Delete
  6. A tak mi się skojarzyło z dobrym tekstem, który wczoraj czytałem, także o Islandii http://haase.blox.pl/2016/04/Mapizm-czyli-psychologia-geograficzna.html

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawda, że po lekturze kwestia parcia na północ schodzi na drugi plan, bo istotne jest to, jak sobie globus zamontujesz? :-D Stacja podbiegunowa Dusseldorf (ewentualnie Garmiszpartenkirchen) - brzmi godnie!

      Delete
    2. Wgniotlam troche globus i juz po taniosci mam te swoja Polnoc.

      I ja pytam, czemu nikt nie ubolewa i nie pociesza, ze tych biletow jednak nie wygralam, he?!

      Delete
    3. Dziekuje ci! Nie ma sprawiedliwosci, nie ma!

      Delete
  7. cudny tekst :) Kaczka, gdzie wyscie w tym dorset mieszkali? wybiore sie sladami Kaczki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nieco obok Gold Hill w Shaftesbury, tam rozpytuj o kaczke! A Dynia ma w metryce wpisane Salisbury, ale to juz chyba nie Dorset, a Hampshire?
      Dorset bardzo warto. Lyme Bay, Durdle Door, Swanage, Lyme Regis... no, cale Jurassic Coast :-)

      Delete
    2. Z bournemouth do christchurch sie przenieslismy :) Durdle Door magiczne :) Shaftesbury bedzie grane w weekend :)

      Delete
    3. Christchurch! Zawsze powtarzalam stawiajac tam stope, ze mam zdesperowana nadzieje, ze to jednak nie jest wszystko w ramach Nowej Zelandii, co przytrafi mi sie w zyciu :-)
      Durdle Door - bajka! O dziwo nawet przy zlej pogodzie! No i Longleat! O rany, jak my tesknimy za Longleat :-)

      Delete
  8. Coż za pyszna lektura, dziękuje i prośbę ponawiam o skandynawskie laboratorium.
    A swoją drogą nie pamiętam tego tekstu u Wawrzyńca, a wiernie śledziłam. Chyba muszę sobie to i owo odświeżyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To dlatego, ze to byl naprawde archazoik z protazoikiem i panegirykiem :-)
      Szukajac tego tekstu, znalazlam haslo do szwedzkich plikow... kto wie... kto wie! Tajne Akta z Archiwum kaczki. To dzis w modzie miec tajne akta.

      Delete
  9. Się mię tak wryła Twa opowieść,że omal traktuję opowieść o moknięciu przy wodospadach, i o desusach z falbanką i gibiącą się nad zielonym wzgórkiem czerwoną parasolką japońskiej przewodniczki jak własne wspomnienie.

    A co do nieprzyznania Ci nagrody, cóż- czuję jedynie współczucie dla jury, że AŻ TAK gustu nie maja.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Guly a nie jury :-)
      Bierz opowiesc, bierz. Mogla wydarzyc sie wszedzie. Japonskich wycieczek nie brakuje, choc ostatnio zauwazam (trendy na Hauptstrasse w Trewirze), ze Chinczycy turystycznie nie proznuja.

      Delete
    2. Co jak co, ale o brak gustu jeszcze mnie nie posądzali :D Kaczka - Twój tekst był świetny, raz jeszcze gratuluję, boś zasłużyła na brawa, a Ilona, Berenika, Gabriel i ja (o co było trudno) śmialiśmy się naprawdę szczerze i musieliśmy czekać dość długo na coś, co zryje nam psychę nieco bardziej ;) Pozdrawiamy z islandzkiego zadupia. Kto wie, może z Norweskim kiedyś tu znów wylądujecie, a wtedy - zapraszamy ;)

      Delete
    3. Guły, guły(bez gustu)- rycia psychiki im było trzeba dla pobudzenia synaps. Tragedyi!!! Dramatu- nie jakiejś tam komedii...

      Dobra, droczę się tylko.

      Delete
    4. Piotrze, dzieki! Za zryta psychike Redakcja nie ponosi :-)
      Zaproszenie (ha! na pismie - sa swiadkowie, sa!) przyjmuje. Zarowno Norweski, jak i drobne dziatki to zoladki bez dna, zatem zemsta bedzie okrutna i wyegzekwowana (nomen omen) na zimno. No bo i przez zaglade zapasow, no i w nienajcieplejszym klimacie :-)

      Delete
    5. Podejmujemy wyzwanie! Co prawda żołądki bez dna też mamy, ale czipsy z dorsza skutecznie hamują apetyty nawet największych N(n)orweskich bestii. Do poczytania, a później pewnie,hehe, zobaczenia. Ide po jakieś nowe mrożonki lepiej :P

      Delete
    6. Pysznie. To jestesmy umowieni. Przywieziemy napoje i troche kwiatowego suszu, bo przeciez wiemy z fb, ze zazywacie zamiast tabaki!

      Delete
  10. No nie! Poważnie?? Nie smakowały Ci czipsy z suchej ryby?! Taka rysa na marmurowym pomniku, okadzanym regularnie piżmem i sandałem!... Będzie trza zakleić silwertejpem.
    (A próbowałaś z masłem?? Ryby, w sensie?)

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-))))
      Bierzmy poprawke, ze bylo to w poprzednim zyciu. Teraz to ja juz nie wybrzydzam. Dzieki Biskwitowi jem przezute, wyplute i przydeptane kapciem, rzecz jasna podniesione z podlogi. Taka ususzona ryba to delicja.
      Z maslem? Suszonej ryby?
      Nie pamietam.
      Ale skyr pamietam i szanuje!

      Delete
    2. Eeeeno, skyr skyrem, ale hardfiskur rules... Mnie na wejściu poradzili, coby leciutko masłem takiego chipsa musnąć i on się wtedy rozpłynie... Dalibóg, mieli racje! Mam zaabonowana cokwartalna dostawę par avion... I jestem przekonana, ze Biskwit by docenił.

      Delete
    3. Jutro rano udam sie do rosyjskojezycznego sklepu, nabede paczke suszonych czipsow z ryby i poddam sie ekeperymentowi z maslem :-)

      A do czipsow mam przyczynek... gdy zamieszkalam na Wyspach Bry czips o smaku octowym byl niejadalny. Dwie ciaze pozniej stanowil podstawe diety. Tak jak krwawa kiszka na snaidanie :-)

      Delete
    4. Kiszce nie dałabym rady nawet z cała kostka masła... Wieszcze Ci wiec czipsowy sukces, to marny wyczyn w porównaniu :)

      Delete
  11. Jakiś miesiąc temu Gustaw zaproponował Islandię : ) I miałam wieczór wspomnień, bo od islandzkich opowieści via Wawrzyniec Cię poznałam... Wieki temu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez! Ja tez o tym pomyslalam, gdyz odkurzalam ten tekst! A pacz! Wawrzyniec nie pamietal, ze tak nam tu poplatal swiatlowody!

      Ten Gustaw! He is a keeper!
      Rzecz jasna, nawet sie nie ogladajcie tylko leccie, ino przysiegnij tu przed blogiem, ze objedziecie te Islandie dookola. Bo najfajniejsze zaczyna sie na gorze i w prawo :-)

      Delete
  12. Pięknie wilgoć i czarny piach odmalowałaś słowem! Aż chce się jechać nie zważając na przemoknięte majtasy susz rybny.
    Svalbard koniecznie! Mąż mi zachwala i obiecuje, że "jak dzieci podrosną" to on nas by chętnie zapakował w samolot jakiś do Longer ;) To chyba jakiś wirus łapie każdego kto choć raz wybierze się bardziej na północ.

    ReplyDelete