[11]



[3 Dec 2013]

(...)
Podobno placówka obiad serwuje w postaci samoobsługowego bufetu.
Nie krytykuję, acz.
Wczoraj Dynia pobrała trzy dokładki bio-eko-organicznych klusek z niezmodyfikowanym genetycznie serem.
Dziś trzy razy przystawki w postaci wolnej od pestycydów sałaty i cztery razy wolno wypasające się na alpejskich łąkach danie główne.
(Drwię tylko trochę, bo tak naprawdę jestem szalenie wdzięczna, że ktoś wreszcie wyjął mi z rąk tę warząchew.)
CZTERY RAZY! A to dopiero wtorek!’ -  o czym na stronie poinformowała mnie nieco zdumiona obsługa.
Zaczną wydzielać, czy podniosą czesne?
Wątpliwości na temat wyboru placówki trapią mnie nadal.
Odkąd odbieram Dynię o rytualnej porze, pośród innych rodziców, orientuję się powoli w strukturach demograficznych placówki, a głównie w tym, że najsłuszniej winnam dziecku chyba jednak zacząć czytać ‘Zbrodnię i karę’ w oryginale.
Zda się, że wśród tutejszej, dosadnej rosyjskiej emigracji nastała (trwa?) moda na tę placówkę.
(‘Ty nie govori po russki!’  - scenicznym szeptem strofują matki swoje rebionki pod znaczkiem z żabką lub kotkiem.)
Na razie Dynia nie zażądała jeszcze zawieszenia na szyi Chrystusa Pantokratora na złotym łańcuchu, obleczenia w kołnierz z syberyjskich soboli, ani by ją podrzucać na miejsce jaguarem.
Jeszcze.
Ale lada chwila może zacząć dostrzegać, że dojeżdża proletariackim tramwajem.

©kaczka
55 comments on "[11]"
  1. masz wybór, bo to zgniły zachód. U nas walka o miejsce gdziekolwiek. Ale nie martw się, przynajmniej język słowiański opanuje bez płatnych i czasochłonnych korepetycji;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam nieomal nieograniczony wybor i to ten przybytek, od ktorego glowa boli :-)))
      Jakis slowianski z pewnoscia :-)))

      Delete
  2. Cztery razy, bo jej nie smakowało AŻ tak! :-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo byla najedzona sniadaniem :-)
      Miska platkow z jogurtem, banan, jablko, krazek koziego sera (me no like!), jeszcze jeden jogurt (choc ten chyba po obiedzie).
      W drodze z placowki kawal precla, dwa cukierki.
      Na kolacje kopytka z szaszlykiem z indyka i surowka z kapusty.
      Metr dziesiec. Dziewietnascie kilogramow.
      Nie nadazam.

      Delete
  3. Zrobiłaś kopytka?! A kto mnie poganiał kopniakami za pierogi, hę?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Darling, w tym zgnilym kapitalizmie mam od poniedzialku do soboty regularny dostep do czterdziestu rodzajow lokalnych i swiatowych klusek w dziale chlodniczym sklepu 'EDEKA'. (Sklep nazwany zostal przez Dynie 'Edward's shop' ze wzgledu na ogromna litere E, ktora mu powiewa na sztandarze. Ja sie upieram, ze to sklep 'U Eryki', bo polnocni mieszkancy republiki wymawiaja to z jakims pokracznym akcentem, ktory bardziej przypomina Eryke niz Edypa :-) Slowem, odkad zarzucilam warzachew i mieszanie w dzieciecych garnkach, korzystam z przywilejow dobrobytu, a czasem to nawet zywimy sie wylacznie na zimno swiezym, czarnym chlebem ze smalcem.

      Delete
  4. zazdroszcze....u nas w menu co 2 dzien "gravy" shit!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tutejszy jadlospis nie jest szczegolnie wyrafinowany, ale w porownaniu z wyspiarska oferta to nieomal jak kawior i bliny.
      Umknelysmy na czas przed fryta i pizza z bulki, choc mysle, ze Dynia to nadrobi w zelkach Haribo, drozdzowkach i suchych bulach :-)

      Delete
  5. U Remczewskiego nie ma samoobsługi, ale ten wychodził sobie w kuchni kilkukrotne dokładki. Ostatnio dostał 6 kotletów z adnotacją "na dokładki dla grupy" i zjadł sam. W domu micha makaronu ze szpinakiem, a ubrania które wyjęłam miesiąc temu na jsieniozimę sa już mu za małe.
    I rusza mu się ząb!! Co demonstruje namiętnie wszystkim napotkanym.
    Czuję się stara.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wow!
      Tyle, ze przyznasz, co uchodzi rycerzowi, niekoniecznie baletnicy z aspiracjami :-)))
      Starosc mnie tez przesladuje.

      Delete
    2. Seksizm Kaczko! Fuj!

      Delete
    3. I hipokryzja. Szczegolnie po mych ostatnich komentarzach na zimno.blogu :-)

      Delete
  6. Matko jedyna! jakaż to dla mnie abstrakcja - dziecko + dokładka....

    Czy ja kiedyś tego dożyję? czy ja się doczekam?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szczerze? :-)
      Chyba nie. Twoje smukle i szczuple geny nie potrzebuja szesciu misek klusek :-)
      A u nas w obu rodach wszyscy podobno zawsze zerni :-)
      Widze natomiast zwiazek z praca w fabryce gliny, a zwiekszonym apetytem. Na Wyspie i owszem dopisywal, ale teraz to juz zupelny czad...

      Delete
    2. więc może tędy droga? może do jakiejś fabryki ją albo do kamieniołomu chociaż?

      Delete
    3. Nie zebym popierala metody z ksiazek Dickensa, ale moze gdybyscie oddali Po do jakiegos terminu u murarza, czy tkacza... :-))))

      Delete
    4. zaczynam poważnie rozważać.

      Delete
    5. A ja - zamowienie u was zestawu zywnosci niejadalnej :-) Pierogi z kapusta przesladuja moja wyobraznie ;-)

      Delete
    6. Myślę, że Julka sprostałaby zadaniu, a uwierz mi - jest mistrzynią! więc śmiało!

      Delete
    7. Z miejsca przystepuje do negocjacji ;-)

      Delete
  7. prędzej spodziewałabym się Dyniowej riposty w stylu "haven't your parents bouhgt you a tram yet? poor you!"być może nawet w ojczystym języku Fiodora :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzien jeszcze wczesny, poczekajmy na riposty :-)))

      Delete
    2. co zaś do dokładek, to... hmm... Dynia jakby z naszego stada pochodziła, repety też nagminnie stosowane - aż do wyczerpania zapasów lub matki ;-)

      Delete
    3. Lub zasobow finansowych... obzera nas ta Dynia do podszewki portfela :-)

      Delete
  8. to Dynia tak z rozpędu który już język "zapozna"? czwarty? czy jesteś na to gotowa?

    cztery dokładki? u nas jedna jest witana owacjami na stojąco, gdyż jak do tej pory dziecinki najchętniej porcji właściwej nawet by nie jadły ;)

    ReplyDelete
  9. oczywiście z tymi językami to był taki żarcik, bo ja przecież trzymam kciuki za posortowanie i identyfikację z polskim :)

    ReplyDelete
  10. Mina Dyni na dzwiek rosyjskiego... bezcenna.
    Cos pomiedzy: 'to kazdy na swiecie ma swoj wlasny jezyk?' a 'chyba nie oczekujesz, ze i ten zaczne przyswajac?'
    A w segregacji - kilka dni temu Dynia zapytala mnie dodajaca slupki w rodzimym narzeczu 'why do you speak Polish?' i watle swiatlo, ogien zapalki, rozblysl na koncu tego tunelu!

    W kwestii dokladek - patrz na to z optymizmem, nie musisz klopotac sie o BMI :-)

    ReplyDelete
  11. Tak sobie myślę panslawistycznie,że lepsze słowiańskie przedszkole niż jakiekolwiek inne Dago.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Po bulgarski przyslemy do ciebie, bez obaw! :-) No wlasnie, rozpalasz w chlopakach umilowanie do tego gatunku jezyka? :-)

      Delete
    2. Mówię do nich czasem, muzykę puszczam i bajki. Remek coś chwyta - rozumie podstawy i odpowiada na zwroty grzecznościowe a Broniu się śmieje.
      Czasem Remczewski prze skajpa "rozmawia" z Veskiem- swoim rówieśnikiem - wygląda to jak rozmowy Dyni z oblubieńcami-jak opisywałaś tam ostatnio.
      A propos - Remczewski chodził rok na angielski, w tym roku stwierdził,że nie będzie, bo już umie, no nauczył się już.O.
      (Nauczyciel zaszczepił im poczucie,że wszytko rozumieją i odpowiedzą na wszystko, w sumie dobrze, nie? :) )

      Delete
    3. Pewnie, ze tak. Hauptcioteczka ma to samo wszczepienie. Dogada sie z kazdym. Nie gwarantuje, ze interlokutor przezyje, ale informacji dostarczy. CIA mogloby sie wiele nauczyc.
      Fajnie miec matke bulgarystke :-)

      Delete
    4. W każdym razie, nawet jak się nie nauczą bułgarskiego (a się nauczą!) to z pewnością wzbogacę na stałe ich idiolekty moją polsko-bułgarską mieszanką gramatyki i leksyki.
      I znów a propos - zboczona edytorstwem, ucząc Remczewskiego czytać, "przy okazji" nauczyłam go gatunków i nazw elementów czcionek drukowanych. Zabił panią w przedszkolu, tłumacząc jej czym są szeryfy...
      Stanowczo przesadziłam

      Delete
    5. Zauwazam, ze praca w przedszkolu to jednak ciezki kawalek chleba :-)))

      Delete
  12. Ups... Poznaję Was dopiero i już polubiłam. Całuski.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zapraszamy do pierwszego rzedu! Od niedawna zamiast herbata i kanapkami z ogorkiem czestujemy piwem i wurstem :-)))

      Delete
    2. Brzmi zachęcająco. Skorzystam z zaproszenia. Serdeczności o poranku

      Delete
  13. Jak w tym dowcipie, gdzie arabski student skarżył się rodzicom, że inni dojeżdżają autobusem, a on jaguarem. To mu rodzice kupili autobus ;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. ;-))))
      Wiosna po wizycie w Berlinie Dynia chciala wszak na urodziny tramwaj. Dobrze, ze tego akurat nie zapamietala.

      Delete
  14. i dupa, teraz chce mi się trzech dokładek bio-eko-organicznych klusek z niezmodyfikowanym genetycznie serem... piątunia Dynieczko, dogadałabym się z Tobą! :) (choć raczej na migi, bo TAKĄ poliglotką, to ja nie jestem ;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. No, ba! Dynia winna zostac twarza (lub konkretniej zoladkiem) przedszkolnego kateringu :-)

      Delete
  15. Trochę się niepokoję, bo w domu Sycylia, a w przedszkolu Bracia Słowianie, którzy tych jaguarów się przecież nie dorobili na posadach w urzędzie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem, czy wypada pytac... no, bo jesli w urzedzie to zaczne aplikowac :-)))

      Delete
    2. Kaczko, wybacz, moskalik (nomen omen) sam mi się napisał...

      Kto powiedział, że Moskale
      Kradną Niemcom jaguary,
      Tego wnet do krypty zniosą
      Pod soborem świętej Klary.

      ha_lucynka

      Delete
    3. Aaaaaach! Cala noc bede obmyslac jakas wdzieczna literacko riposte :-)))

      Delete
  16. Jak ONA zacznie jeszcze po rusku gadać, to ja się poddaję.

    ReplyDelete
  17. Chcialam to samo co zoska napisac ;)
    kuniec swiata po raz pincsetny

    AgaPoznan

    ReplyDelete
  18. ... albo moze wlasnie poczatek uczciwej komunikacji, bo ja tu nagle w tym tlumie jak na Arbacie odkrywam, ze dziesiec lat biernej i nieentuzjastycznej nauki rosyjskiego pozostawilo jednak pewne slady na moich mozgowych polkulach :-))) Moze opanujemy obie i wreszcie sie dogadamy?
    Do tego KIKA (odpowiednik cbeebies) emituje 'Masze i Niedzwiedzia', co wprawia Dynie w przedni nastroj i zauwazam, nieco spycha Peppe z piedestalu idoli:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja sie jakis czas temu przekonalam, ze cos po tych latach niechetnej nauki jednak zostaje - wpadly mi w lapy, przy badaniu jednej firmy, dokumenty handlowe po rosyjsku. i o dziwo (bez skojarzen prosze) dalo sie je zrozumiec.
      ale najlepsze bylo, ze dla mlodszych z teamu byla to totalna czarna magia - bukwy sa dla nich tak samo zrozumiale jak chinski alfabet.

      Delete
    2. Rozpoznaje ten syndrom. Moi wspolpracownicy, gdy dostarczono nam produkt z rosyjska ulotka ujrzeli we mnie kosmite, gdy wyszlo na jaw, ze rozpoznaje litery w cyrylicy i potrafie je odczytac. Z drugiej strony, pamietam, ze byli i tacy, ktorzy twierdzili, ze nikogo to nie powinno dziwic wszak w Polsce to przeciez urzedowy alfabet :-)

      Delete
    3. Za jakiego boga uszłabym ja, która znam 4 litery więcej!!
      (bułgarska cyrylica trochę odstaje od rosyjskiej). Ba! czytam w starocerkiewnosłowiańskim!

      Delete
    4. Za boginie o bardzo wielu jezykach. Choc przypuszczam, ze w Indiach juz taka namalowali :-)))
      Najpierw musialabys nakreslic pogladowy rys historyczny. Nie wiem, czy z tych moich anglomlodziankow ktokolwiek slyszal o starocerkiewnoslowianskim :-)

      Delete
  19. Kaczko, czytałaś może "Hanię Banię"? Rzecz o takiej nieco gabarytowej, choć młodej wiekiem dziewuszce, pochłaniającej nieprzebrane ilości jedzenia (ot, 40 pierogów na przegryzkę), wygadanej i inteligientnej nad podziw. Wypisz, wymaluj jak Dynia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie czytalam!
      Odnajde zatem w celach instruktazowych :-) Dzieki!

      Delete
    2. Uwielbiam Hanię Banię! Obydwie części.

      Delete