1191-1192

[24-25 Jul 2012]

(...)
Urodziny Dyni, jak wątroba Prometusza, nie mają końca.
Okoliczności, dzień po dniu, jedynie jeszcze bardziej utwierdzają Dynię w tym przekonaniu. 
- Berdziu. –  słychać ślady pewnej rutyny -  Berdziu berdziu. -  mówi Dynia i spowszedniałym dmuchem zdmuchuje niewidzialne świeczki.
Po czym jak sieczkarnia rozdziera na strzępy opakowanie następnej mirry lub innego kadzidła dostarczone przez gorliwych posłańców.
Zachwyt wydobyty spod strzępów ciągle jeszcze świeży.
WOW!!!
W dzisiejszej dostawie grill z różowego poliestru.
(WOW!!!)
Zamykany jak pudernica.
(WOW!!!)
Wewnątrz polimerowe bułki, sałata, krwisty stek, zestaw splastyfikowanych kondymentów i atrapa zapalniczki do gazu emitująca realistyczne pstryk.
(WOW!!!)
Pstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstrykpstryk...
(Pstryku, czyście aby odgadli, pstryku nie można wyłączyć. Ałć.)
Grill skwierczy i psychodelicznie błyska stroboskopowym, czerwonym ogniem z siłą trzech baterii AA.
Übergrill sąsiadów nagle zmatowiał.


(...)
Z włosów dziś fryzjer powycinał cierpliwie.
Garść kukurydzianych chrupek.
Muchy trupek.
Guzik z pętelką.
Liść.
Piórko.
Ogon od wiewiórko.
Lalki Barbie oderwaną głowę.
Do skarbu mapę.
Urlopu atrapę.
Plasteliny kulkę.
Piąta dziesięć budzik.
Pociąg rozepchany od ludzi.
Komplet miliarda nalepek w Peppę.
Rachunek za gaz.
Rachunek za czas.
Pusty wyciąg z konta.
Skruchę, że się brudnego nie sprząta.
Za dużo deszczu.
Za dużo słońca.
Kilka sennych koszmarów.
Na resorach samochodzik.
Dwulicowy słodzik.
Przypadkowe złudzenie.
Chroniczne zniechęcenie.
Utrapienie.
Zmęczenie.
Niedozniesienie.
...
Odrosną.
Na bank.


©kaczka
22 comments on "1191-1192"
  1. Niektóre mogłyby jednak odrosnąć, np taką mapę do skarbu, albo za dużo słonca... a reszta... niech idzie do diabła

    ReplyDelete
  2. Kaczko! Zacna poezja! :)
    A ten grill różowy to nowość doprawdy. Kiedyś były kuchnie i sklepy spożywcze dziecięce. Były plastikowe buraki, steki, patelnie, garnki. Ale nic nie skwierczało, nie świeciło, nie buchało ogniem. Niedługo będzie można upiec plastikowe ciasto z owocami.
    Ot, postęp.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czestochowska :-)
      Juz mozna. Calkiem niedawno mignela mi reklama. Upychasz plastikowo-gumowy zaczyn w zabawkowym piekarniku i po chwili wyjmujesz wyrosniete ciasto.
      Z wrazenia, niestety, nie zarejestrowalam marki, ani producenta.

      Delete
  3. o mistrzyni rymu chyle czola :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rymy kulawe, ale jakie to przyjemne zajecie rymowac :-)

      Delete
  4. Grill powiadasz? Jak nic widzę podstępne zakusy na asymilację.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sasiadka, co to z nia mata w mate uprawiamy pilates, juz wyrazila wzgledem grilla aprobate :-)
      Znaczy podgladaja, co mamy w ogrodku, notatki robia, inwentaryzuja :-)

      Delete
  5. Replies
    1. W realu ten grill podpala zmysly :-)

      Delete
  6. Kaczko, czyżby gruźlica czyniła postepy, wnioskując z jakości notek? :-)) Nawet poezja, WOW! Przechodzisz sama siebie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czestochowska, czestochowska :-)
      Pluca nadal zajete, ale to moze bardziej kwestia udaru slonecznego?

      Delete
  7. Ja mam tylko nadzieję, żeście w tych zapędach fryzjerskich nie poczynili biednej Dyni 3 milimetrów na włosach, które matce i ojcu Frankowym nie zostały jeszcze wybaczone przez stado fanów, fanek i Dziadków w szczególności...

    A poezja taka, żem niegodna w pracy tego podczytywać, tylko wydruk poczynić i na łące wśród kwiatów się zatopić w lekturze. :*

    Ściskam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dynia nadal jak yeti, to kaczka z fryzura 'na Franka'.
      Nam Franek niezmiennie sie podoba. Jestesmy malo wymagajacymi fanami :-)
      Scisk. Scisk!

      Delete
  8. to ja lecę do fryzjera!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fryzjer, przynajmniej na chwile, potrafi zdjac to, co czlowiek ma na glowie :-) W tym celu rozlozylam sobie fryzjera na dwa spotkania. Wycial. Traz musi zamalowac.

      Delete
  9. też chcę róziowego grilla. chcem!

    taki fryzjer potrafi pozbawić wielu kilogramów. muszę przemyśleć wizytę

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chetnie oddalabym w dobre rece, ale Dynia jest wciaz jeszcze do grilla trwale przytroczona :-)

      ... a z kilogramami, ba!, wszystko zalezy od gestosci siersci :-)))

      Delete
  10. Sznycle!!!! Berdziu Berdziu, ja pierdziu! Ktoś miał fantazję! Chylę czoła. A Kaczka startuje w konkursie poezji fryzjerskiej?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jesli sie odbywaja konkursy poezji fryzjerskiej to gotowam startowac! Mialam ze dwie torby tych rymow, ale fryzjer zmiotl wiekszosc z resztkami grzywki :-)

      Sznycle juz sie opiekaly na grillu :-)

      Delete
  11. jak wątroba Prometeusza... O rany, Ty to masz surrealistyczną wyobraźnię. Użyję sobie tego porównania przy najbliższej okazji :)
    agazpoznania

    ReplyDelete