[44]

[25 Feb 2014]

(...)
O trzystu królach. Z darami.
Najpierw P. hojnym gestem ofiarowała Biskwitowi wełnianą czapkę i wełniane skarpety. I takie uspokajające, musujące kartacze. Do kąpieli. Dla matki.
Następnie Zuzanka przysłała kolekcję milicyjnych powieści  noir. I taflę czekolady studenckiej ‘ze wszystkim’. Z knedlami, z sosem cebulowym, z galaretką, z ryżem, z endorfiną i z orzeszkiem.
Potem, z uzasadnionej obawy, że zatrzymam się na czytaniu ulotek z Lidla – Panpaniscus nadesłał prozę o utraconych genomach neandertalczyków i gdzie tychże szukać. I wiadro czekoladowego puddingu. I kostkę sera. I przepis na pierogi. I firankę pod fundamenty IQ u niemowlęcia. I litr uspokajającego oleju do kąpieli.
M. ofiarowała o transmisji wartości. I buty. Buty dla Biskwita. Ale nosi Dynia. Bo po pierwsze, wyszły z zapasem, po drugie, niby kto jej zabroni? Pan? Pani?
Kuka wydziergała przecudnej urody narzutę na niemowlę. Do narzucania jak na papugę w klatce. Niemowlę w narzucie – tak twierdzi rozemocjonowana strukturą narzuty Dynia – przypomina sporych rozmiarów pszczółkę Maję.
G.wyplotła z włóczki Fernanda Alonso. Podobno – obstaje Norweski - Alonso jak żywy.
El Padrino podarował niezwykłe klisze z podróży po Japonii.
B. – kucyka, który po kres baterii inwigiluje: 'a czy ty też jesteś księżniczką, mamusiu?' (A co? Niby nie widać?)
P., niezawodna jak UNRA, zrzuciła nam tonę ptasiego mleka o smaku śmietany, dziergany frak dla Biskwita oraz podnoszącą na duchu myśl, że jej pies szybciej opanował podstawy higieny niż niemowlę. A do tego, jakby inaczej, dwa litry uspokajającego oleju do kąpieli.
Rubenito wykazał się gestem. Przysłał różowy kabriolet. Abuela dorzuciła różowy outfit dla infantki. Matka Rubenita – trzy litry różowego, uspokajającego oleju do kąpieli.
Mama Jagody nadała pocztą walizkę. W walizce były podobno słodycze, ale głowy nie dam, bo Dynia była pierwsza. O słodyczach wiemy zatem z historycznych przekazów ustnych. Z rzeczy niejadalnych pozostały nam pelikan (jak kaczka!), dwa flamingi, wiadro ryb, literatura niemowlęca i czarujące mikroskarpety.
Jestem wzruszona, rozpieszczona, wniebowzięta.
Eksperymentalny sygnał dobra łaskocze mi neurony.
A pewnego dnia wleję wszystkie te oleje do wanny i na bank osiągnę zen doskonałe.
Muszę tylko znaleźć klucz od drzwi do łazienki.

(...)
Rankiem kaczka wychodząc ze swego gabinetu zawadziła o zdechłego szczura.
Dokładnie nie z gabinetu, ale z przedszkola, i nie o jednego, ale o pięć.
Niby nie na chodniku, ale nie sposób nie zauważyć, że skonały pod krzaczkiem. Tym, tamtym i jeszcze jednym.
Zbiorowe samobójstwo, nieprzemyślana deratyzacja, albo La Peste - Reaktywacja?
- Spójrz, mamo! Jakie prześliczne myszki! Będę głaskać! – postanowiła Dynia, a gdy postawi sobie w życiu jakiś cel, bedzie dążyć do niego, nomen omen, po trupach.
Cóż, macierzyństwo polega również na odrywaniu protestujących dziatek od szczurzych zwłok i bezlitosnym deptaniu marzeń: ‘Nie, nie zabierzemy myszek do domu! Po moim, nomen omen, trupie!'
Myszki leżą tam od piątku.
I znowu mi się kłóci utrwalony stereotyp ze stanem faktycznym i jakością zastaną.
Myszki leżą, ale drzewa pod którymi leżą, skubańcy, ustawili w szyku marszowym i ponumerowali.

(...)
- Maaaaama! I want to change my name!
- Jak chciałabyś mieć na imię?
- Baby Sister Coffee.
- A w skrócie, jak mamy na ciebie wołać, żeby się nie spocić?
- … yyyyyyyy… Ula?


©kaczka
31 comments on "[44]"
  1. Że niby myszki też w prezencie od wszechświata? :) Pozdrowienia dla BSC aka Ula ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Popieram hipoteze w notce powyzej :-)

      Delete
  2. Nie chcę Cię denerwować, bo inny zamiar miałam wysyłając musujące cuda - uwierz, że ja 3 (słownie: trzy) lata czekałam na to, aby nasypać do wanny proszków wszelakich, nalać olejów i w spokoju (czyt. ok. 5 minut) się tym po-delektować! uczyniłam to ostatnio, kiedy w przepastnej paczce, której nadawcą była niejaka Kaczka odkryłam paczuszki z magicznie pachnącymi specyfikami! dziękuję Ci za to! dzięki Tobie miałam wymówkę, że muszę, bo skoro już dostałam to nie można zmarnować!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wierze :-)
      Wciaz jeszcze przedkladam sen nad opcje moczenia ciala w kondensacie uspokojenia, ale za rok, za dwa :-)

      Delete
  3. Masz wannę?! Ożesz! Ja nie mam.
    (bek)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma sprawiedliwosci.
      Mam, w kazdym mieszkaniu, od czasow Wyspy mam, ale ja wanien nie lubie. Jedyny wyjatek - ciaza z Dynia, gdy musialam moczyc sie codziennie i wbrew wszelkim zaleceniom lekarskim, najchetniej we wrzatku... coz, szalenstwo minelo, a Biskwit w zyciu plodowym preferowal szybki prysznic.
      :-)
      W tutejszym lokalu konstrukcja wanny jest wyjatkowo glupia, mozna w niej pobrac prysznic, ale zalewa sie pol lazienki. Kombinujemy wlasnie, jak odseparowac zalewajacego od zalewanych :-)

      Delete
  4. ESD jak się patrzy! Podejrzane są nieco te obłąkane ilości uspokajającego oleju do wymaczania ciała w kąpieli i wzbudza me podejrzenie czy nie jest to czasem coś, co można by popijać z kieliszka osiągając ów zen drogą doustną.
    Pragnienia Dyni zaś są zastanawiające i trzymałabym na wszelki wypadek w garści łańcuch z kłódką celem profilaktycznego przytwierdzenia dzieciny do grzejnika. Z doświadczenia z własnego dzieciństwa bowiem pamiętam, iż od chęci zmiany danych personalnych się zaczęło a skończyło na udaniu się do mieszkańców lokalu w sąsiednim bloku z pytaniem czy nie zechcieliby mnie zaadoptować - ot, w ramach zmiany zbyt już utrwalonego modelu rodziny najwyraźniej;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-))))
      Przyszlam na rosolek?
      Nie, oleje sa raczej niespozywalne, chyba, ze komus smakuje lawenda w plynie? O drinki dba tutejszy wolny rynek. Bezalkoholowe piwo, alkoholowe martini i to: http://it.wikipedia.org/wiki/Hugo_%28cocktail%29 bardzo pomagaja na skolatane macierzynstwem nerwy.

      Delete
    2. Droga Kaczko Bombke vel Trombke, bezalkoholowego piwa mam już po dziureczki w nosie, jako że usiłuję wpływać nim kojąco na skołatane nerwy matki in spe - ze średnim skutkiem;) Pozostałe płyny kojące długo, dłuuugo jeszcze poza zasięgiem, można jeno wąchać zakrętki. Cóż, wychodzi na to, że ostatecznie przyjdzie rzucić się w lawendowe odmęty... I zapić rosołkiem;-)

      Delete
  5. Magicznie pachnące specyfiki wannowe zużywa u mnie pani kierowniczka, dla mnie nie starcza (ale widok zanurzonej w denaturowym fiolecie pachnącym lawendą wart wszystkie pieniądze, nie mam zdjęcia ;-)).
    Poza tym wiesz - zawsze do usług :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A w zasadzie to miałam napisać tylko, że Maj kazał się ostatnio nazywać Gwiazdką.

      Delete
    2. A czy przedstawia sie tak z imienia oraz oryginalnego nazwiska? Bo Dynia i owszem.
      Brylujac erudycja w tramawajach w rozmowach ze spoleczenstwem Dynia informuje zainteresowanych, ze 'oh, yeah, tam w wozku to Biskwit, a ja to Coffee ... tu pada oryginalne nazwisko po tatusiu...' I to spoleczenstwo patrzy sie na mnie z odraza i z mina 'tym Amerykanom kompletnie juz chyba odbilo'. Niniejszym przepraszam Rzad Stanow Zjednoczonych Ameryki Polnocnej za czarny PR.

      Delete
    3. :))) no bo też coś, nazwać dziecka ciasteczko i mała czarna, boskie!

      Delete
  6. Też bym cóś wysłał, gdybym adres pocztowy stacjonarny znała, za słodycze nie ręczę, gdyż z reguły do domu ich nie donoszę, Kluska pochłania na miejscu i na wynos, a każdy jest ostatni, w samotności (marzę) zakupów zaś nie robię z racji przyspawania, przyszycia, przybetonowania, przysilikonowania itp. dziecięcej ręki prawej do mojej ręki lewej (czyt. brak innego dorosłego do opieki). Tymczasem wysyłam dużo dobrych myśli, pozdrowień, życzeń.... Iza ta z pierwszego rzędu

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izo, alez ja tu nie w celu wyludzania slodyczy i dobr materialnych od czytelnikow! Bron Bog! :-)
      Ostatnio na zimnoblogu widywalam komentarze, z ktorych wynikalo, ze jest fala. Matczyna fala i brak przywolenia na zmeczenie. Bo przeciez wszystko mozna pogodzic, a jesli nie godzisz to pewnie z wlasnej winy. I wzruszyly mnie te zlozone u kolyski dary, bo przecza tej fali. Kazdy z tych darow, nawet jesli adresowany do Biskwita, czy Dyni, posrednio daje mi wytchnienie i odpoczynek. Dzis Biskwit bedzie sie gapil w IQ firanke, za dwa lata, jak mu to IQ urosnie, zajmie sie w kaciku partyjka szachow. Dwanascie litrow uspokajajacego oleju do kapieli to wezwanie do zatrzymania sie nad soba i uczesania mysli (albo sugestia, ze powinnam sie czesciej kapac :-))). Rozowy kabriolet - to pol godziny najswietszego spokoju, gdy Dynia zarzadza korporacja taksowkowa dla Peppy i Barbie. Do tego wszystkie dobre mysli, zyczenia - dzis mysle, ze fala to margines :-)))

      Delete
  7. zastanawiam się czy nie zalecić Ci picie owych uspakajających olei... bo... wiesz... mogą stracić ważność ;P
    United Lady of Adorability? pasuje :)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. United Lady of Adorability!
      Ide rejestrowac nowy zwiazek wyznaniowy :-)

      Delete
  8. Pozazdrościć Biskwitowi popularności :)
    (A pamiętasz różową koszulkę z penerska małpka z NY? LilBro ja kocha i gotów ja nosić nawet sztywną z brudu).

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-)))))
      Niech zyje malpka.
      Kiedys ofiarowalam pewnej pannie rozowe spodnie przywiezione z Ohio. Podobno, gdy trzeba je bylo uprac mala panna, trzyletnia moze, siadywala pod pralka cierpliwie odczekujac caly program lacznie z wirowaniem.

      Delete
  9. cudowne jest to zasypywanie niemowlaka i jego rodziny różnymi dobrami :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trzej krolowie zaczeli :-) Swietna tradycja.

      Delete
  10. Społeczeństwo martwi się o Twoje skołatane nerwy - niewątpliwie.
    Przyjadę zatem, zrobię potomstwu teatrzyk, a ty się pław w tej perfumerii i osiągaj nirwanę. ... bo mi do dziś głupio, że wpadłam spontanicznie z pustą ręką.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach, bebe, ty przywiozlas mi sen! tylko matka noworodka ogarnie rozmiar tego daru :-)

      Delete
  11. Żesz! I znowu zazdraszczam tej wanny. Pod prysznicem trudno poleżeć, chociaż dwa razy już mi się zdarzyło. Dla chcącego nic trudnego!
    W czasach przeddzenderowych moj syn kazał do siebie mowic Kasiu i zażyczył sobie torebki, klipsów i kokardy we wlosach. To był czad;) usciski dla Biskwita!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojaciez! To on byl prekursorem nurtu?!
      Przyznaj sie, czy trzesacymi sie rekami wertowalas podreczniki psychologii rozwojowej, czy tez poszlas trefic kokardy?

      Delete
  12. Wszystkie nasze hojne dary.. Ode mnie hołd u stóp. Niezmiennie.

    ReplyDelete
  13. Buhehehe. Tylko tyle mogę, Kaczko, napisać, bo mnie zakrztusiło ze śmiechu :)).

    ReplyDelete
  14. I nikt nie zwrócił uwagi na to, jakimi porządnymi gwoździami te numery do drzew przybili, solidnie, po germańsku.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polska receptura, niemiecka jakosc? :-)

      Delete