[122]

[30 Oct 2014]

(...)
Powróciwszy z placówki Dynia wyjawiła, że phi! mogę wreszcie przestać się czepiać, albowiem Dynia czuje, że w końcu opanowała dialekt ‘proszę’ w stopniu przynajmniej zaawansowanym.
Brzmiało to mniej więcej tak: ‘Maaaama! I CAN now speak ‘ploszę’, i poparte było triumfalnym  nananananana...
- Mówże! – zachęciłam.
[cisza]
- Opowiadaj!
[cisza]
- To co potrafisz powiedzieć po polsku?
- ... I know! I know! I can say: MAAAAAAMO!
Tak z pierwotnej zupy przypadków wyłonił się wołacz.
W wersji Dyni bardziej rozdarcz lub pożądacz.
I zastąpił wszystko inne.
kto? co? MAMO
komu? czemu? MAMO
kogo? co? MAMO
...
Tej samej nocy przyśniła mi się Konopnicka.
Miała brodę, wąsy, czapkę z pawim piórem i dwurzędowy surdut.
Stałyśmy pod moją  korporacyjną wiatą, w miejscu wyznaczonym dla palących.
Konopnicka strząsała popiół z cygaretki na moje buty (cygaretka obowiązkowo w długiej lufce) i krzyczała głosem pożyczonym od jednej z moich polonistek: 'JAJA SOBIE ROBISZ, TAK?!!!'

©kaczka
25 comments on "[122]"
  1. Moja cała trójca nieodmiennie (nomen omen) od trzech lat deklinuje dwa godziny, dwa dziewczynki, dwa mrówki... uniechruchamiając liczebnik bez względu na to czy ma do czynienia z mianownikiem, dopalaczem (tak, tak...), celownikiem czy innszym przypadkiem (mama, mama /wołacz ignorujemy/ dlaczego polski ma tyle niepotrzebnych przypadków).

    ReplyDelete
  2. Zaś po drugiej stronie rzeki cichutki głosik napędzany elektroniką mówi po raz enty: "Mamo policz do funfa. Lubię jak mówisz funf!" :)

    Dogadają się na pewno.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O to kompletnie sie nie martwie. Dogadaja sie i sprzedadza nas na allegro. Wynagrodzenie przepuszcza na frytki.
      :-)

      Delete
  3. Konopnicka wiruje w resztkach trumny jak wrzeciono.
    Choć... może chciała Cię poderwać po prostu. Ja jej się nie dziwię, lecz powinna zważać na stan rozkładu. I nie jest to rozkład pożycia u Norweskich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myslisz, ze jestem podobna do Dulebianki? ... i poszla przejrzec sie w lusterku...

      Delete
  4. Mama chodz do domu bo ja sie genudze, tak mowilo pewne dziecko.

    ReplyDelete
  5. No ale jakżesz Ty ją rozpoznałaś - broda, wąsy, surdut?!?

    ReplyDelete
    Replies
    1. No jakżesz! Oczywisty, oniryczny skrót od nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i dzieci nam germanił!".

      Delete
    2. Moglo byc tak, ze sie przedstawila. A moze, skoro to byla moja korpo, to miala przytwierdzone do surduta dane osobowe? :-)))

      Zygmunt F. zaciera rece nad mym przypadkiem? ;-)

      Delete
  6. wiadomo, ze wołacz w narodzie zanika i dlatego Dynia zaczęła od ratowania tegoż!

    ReplyDelete
    Replies
    1. W ilosc idzie, w tasmowa produkcje! Jest nadzieja!

      Delete
  7. Oj tam, oj tam! Deklinacja wiadomo rzecz trudna;) najwazniejsze że są chęci;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fakt, zawsze nimi mozna cos tam sobie wybrukowac :-)))

      Delete
  8. A mnie przyśniła się polonistka z ogólniaka o wyglądzie odbarwionego niemowlaka-zombie. Z odmianą ("mamełe" rozwiązuje problem) nie miałem kłopotów, ale nie mogłem wykrztusić ani jednego zdania na temat "humor w Panu Tadeuszu". Na jawie też nie dałbym rady.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ... co mi przypomnialo moj maturalny sen. Dziesiec lat po. Horror. Jednoosobowa komisja poprosila mnie o napisanie pracy na temat 'Choroby traw'. Yyyyy?!

      Delete
  9. Fabuła snów iście ciążowa. Ja bym skoczyła do apteki po test ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ... do Ikei! Po test wytrzymalosci! :-)))

      Delete
  10. Zainspirowałaś mój mózg dp przyśnienia mi mojego polonisty :) ale nie był agresywny ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nadzwyczajnie sie ciesze, ze inspiruje lagodnie :-)

      Delete