[117]

[10 Oct 2014]

(...)
Biskwit w przekazach ustnych znany jest obecnie coraz częściej jako Pancho Villa, albowiem wije się oraz robi Meksyk.
(Dość często również przyprawia sobie wąsy z dostępnych produktów spożywczych.)
Taktyka  stosowana przez Villę cechowała się szybkością przemieszczania.’ – poucza encyklopedysta.
O to to, tak właśnie.
A ‘Dzięki znajomości terenu i charakteru ludności zamieszkującej północny Meksyk, udało mu się stworzyć duży oddział zbrojny.’
W rzeczy samej.

Jednoosobowy, duży oddział zbrojny, który się wije, robi Meksyk, a raz w tygodniu plądruje bio-genetycznie-niezmodyfikowany-ekologiczny targ bez azotanów i konserwantów.
Wczoraj oddział zbrojny uniósł z targu za friko pęto kiełbasy, bułkę wielkości głowy, jabłko wielkości bułki i pomniejszą drobnicę w postaci bezglutenowych, wegańskich wyrobów cukierniczych. (Cukier wyłącznie  z kryształów fair trade.)
Część kiełbasy ukradł Panchu pies. I nie był to chihuahua.
Część bułki ukradła Panchu Dynia.
Okruchy po ciastkach wydziobały gołębie.
Jabłko zamemłał sam Pancho, korzystając z tego, że produkuje zęby w postępie wykładniczym i na taki akord (tym razem cztery na raz), że oko bieleje mieszkańcom Pekinu.
Cykl odbierania bogatym i rozdawania biednym może zacząć się od nowa.

(...)
Galeria.
Pancho Villa raczkuje.


Królewska rodzina zażywa konnej przejażdżki na dwóch wierzchowcach pełnej krwi angielskiej.


(A Juliusz Kossak kontynuuje spoczywanie w pokoju.)

©kaczka
22 comments on "[117]"
  1. Sądząc po rozmiarze oczu to Pancho Villa wiąże raczkowanie z dużym wysiłkiem, albo co rusz odkrywa coś niesamowicie jarającego wyobraźnię. I te kończyny :)
    Rodzina królewska wymaga głębszego skupienia w celu dokonania analizy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To wzrok Biskwita podjaranego widokiem kabli i wtyczek ;-)

      Delete
  2. Nie widzę drugiego wierzchowca...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Podaje instrukcje:
      Pierwszy to ten na lewo od krola. W kawalkach. Prowadzimy tu z Dynia dyskusje na temat postrzegania swiata przez artyste i ze w proces powstawania dziela nalezy zaprzegnac wyobraznie, a calosc przemyslec (w opozycji do 'machne jedna kreske jak leci'). Popelniwszy tego konia na lewo, Dynia skomentowala 'I forgot to think but well... it's lovely'. Drugi kon to ten pajak z czulkami. Komentarz artystki: 'Looks a bit like spider but it's okay, it's lovely'.

      Delete
  3. No, nie wiem, nie wiem... na miejscu Juliusza, Wojciecha i Jerzego obracałabym się z niepokoju jak na rożnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A co ma powiedzieć Samozwaniec? Masz pojęcie czym jej grozi córka Kaczki? Trójjęzyczna??

      Delete
    2. Naprawde myslicie, ze kiedys jej kon bedzie mial cztery nogi? :-)

      Delete
  4. Pancho na ponczu genialny. (aczkolwiek, nie ukrywam, widzę delikatne konotacje także z łowickiem strojem ludowem).b.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niezamierzone. Dynia wykazuje niezdrowe zainteresowanie symbolem teczy :-)

      Delete
  5. A które to koń?
    O, takich okularów, jak ma Biskwit, pożądam i właśnie poprosiłam Bebe o pomoc w posiąściu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bebe moze ci obstalowac rozowe okulary! :-)

      Delete
  6. My Piątka nazywamy bardziej swojsko- Wij :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od zwinnosci, czy zwijnosci? :-)

      Delete
    2. Od tego, że trzymany na rękach wije się jak żywa ryba. Ale znamienne - Gogol napisał takie opowiadanie. Horror. Wij to król gnomów :p

      Delete
  7. Jest pozytyw w tym zebowym akordzie: predzej bedzie z glowy Kaczko! Mantruj to sobie!

    A Kossak jakby ozyl we wcieleniu nowym!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niby wiem, ale tez rozumiem, co musza czuc matki blizniat, gdy im ktos mowi, ze niby ciezko, ale od razu dwoje :-)

      Delete
  8. Jakże optymistycznie i barwnie odziewacie Pancza, Pani Matko!
    (A może to dywanik?)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wizja artysty oraz wspomniane wyzej, niezdrowe zainteresowanie symbolami antynarodowymi :-)

      Delete
  9. Piękne skrzydła będzie miał Biskwit, kiedy się już przeobrazi z tej tęczowej gąsiennicy ;) Czy się mnię zdaje, czy też król-ojciec przy okazji przejażdżki zostawił część czoła na jakiej nisko wiszącej gałęzi?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo slusznie sie zdaje. To efekt dyskusji nad proporcja postaci. Najpierw sie machnelo krolewne. A potem krola. Przy pierwszym podejsciu jedno z oczu krola bylo jego glowa. Osmielilam sie zauwazyc, ze zabraknie jej miejsca na znaki szczegolne typu, oczy, czy nos. To sobie wziela do serca i machnelaby uczciwy okrag - zapowiadalo sie dobrze - ale cos ja rozproszylo i wyszedl krol po lobotomii :-)

      Delete