[7]

[22 Nov 2013]

(...)
Względem nowej placówki wychowawczej, do której odesłałam Dynię, mam uczucia cokolwiek mieszane.
Ale nie zapeszajmy, dzień jeszcze młody.
Dajmy im szansę.
Odesłana wygląda na zadowoloną, bo ileż można nabywać atrofii mózgu ogrywając matkę w loteryjkę obrazkową, gdy tymczasem wzywa zew grupy rówieśniczej.
Grupa rówieśnicza, tradycyjnie, jest grupą męską, zatem gaśnie nadzieja, że Dynia przestanie jednak o sobie per ‘good boy’.
Grupa rówieśnicza konflikty rozwiązuje w bezpośrednim sparringu i jest przy Dyni, nie dosyć, że przykrótka i cherlawa, to i psychicznie dość miękka i mocno niedojrzała.
Niektórzy niedojrzeli jeszcze nawet do nocnika.
(Co przyznaję, nieco mną wstrząsnęło.)
Ale są szczoteczki do zębów, kapcie na zmianę, obowiązkowe codzienne wietrzenie na  świeżym powietrzu w przyległym zagajniku, bioorganiczno-ekologiczny katering (żegnajcie dwojaki!)  i dużo  okazji, by kontynuować rolę ‘pupilka naszej pani’.
‘Nasza pani’ jest z Arizony i wychowuje dzieci przy użyciu pani z Edynburga.
To hadronowe zderzenie akcentów sprawia, że większość grupy milczy, ale Dynia sprawę chromoli, gdyż zawsze ma coś do powiedzenia w licznych kopiach (niekoniecznie na temat) i bez skrupułów wykorzystuje każdą spację w rozmowie.
Do tego wiejskie dziecko odkryło światła wielkiego miasta i fakt, że z placówki możemy wracać tramwajem wstępując po drodze na Nusskipferl.
Chwilowo ekstaza.


©kaczka
25 comments on "[7]"
  1. Cudownie. Królowa jest tylko jedna!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tymczasowo Princessa, ale kierunek sluszny :-)

      Delete
  2. Sie zgadzam z przedmowczynia. Lowe Dyniowe, bo wielka Ci ona jest (nie tylko doslownie!)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Doslownie tez jej sie nei da odmowic. Wyjelam z kufrow kamizelke w rozmiarze 8-9 lat. Sie nadaje na grzbiet.

      Delete
    2. Ha, to tak jak moj! Lat 2, a nosi calkiem sporo ciuchow w rozmiarze 4-6 (i wcale nie to, ze mu tworze gangsta style). Za to w portki sie wcisnie nawet takie 12-18m-cy, bo po mamie niskopodwoziowy biedaczek :) Pozdrowki kaczko przenosna!

      Delete
    3. Z nostalgia wspominam czasy, gdy tuz po urodzeniu sie Dyni moglam jej kupic wszystko i w kazdym rozmiarze, bo PASOWALO, a jesli nie pasowalo to pasowalo za kilka tygodni. A teraz czlowieku, wez, przeliczaj, przykladaj outfity, gdy spi, bo wezmiesz do sklepu to sie okaze, ze nie chce przymierzac, albo ze chce przymierzac kostium Batmana, albo stroj kapielowy w listopadzie. Ponad me sily :-) Od tygodnia walczymy, by nie wychodzic z domu w srebrnych pantofelkach :-)
      Pozdrowienia!

      Delete
  3. Trwaj chwilo trwaj!
    Ze swymi upodobaniami towarzyskimi Dynia do złudzenia przypomina Bebeluszka w okresie wczesnej młodości. Gardziłam tymi małymi, chudymi w różowym i z Barbie w ręku.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Powiadasz? Bo zaczynam oczami duszy widziec Dynie na platformie wiertniczej ubrana w falbany ksiezniczki :-)

      Delete
  4. Mloda jest super. Fantastycznie, ze trafilo Wam sie tak otwarte dziecko, no i po rodzicach takie flexibel heheh

    pozdrawiam Magda

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ba! Problem, ze tak naprawde, nie wiadomo po kim. Bo rodzice to introwertyczna para ksenofobow :-)

      Delete
  5. Wiec jednak przedszkole dwujezyczne?
    A pampersami sie nie szokuj. W Niemczech ludzie na luzie do tego podchodza - bez tego polskiego cisnienia, ze dwulatek juz musi i kropka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jednojezyczne. Ale jak bedzie w praktyce? Zobaczymy, bo na razie mam wrazenie, ze Dynia mocno wybiega przed grupe swym lamanym angielskim, jak i samodzielnoscia.
      Moja nadzieja w tym, ze grupy tam sie mieszaja i bedzie wiecej stymulujacych kontaktow ze starszakami. Choc i to moze sie okazac mieczem obosiecznym :-)
      Anglicy tez bez cisnienia, ale w play-school (zwyczajowo w wieku 3.5) jednak wypadalo nie lansowac sie z pielucha. Wpadki mogly miec miejsce, ale ogolnie bardzo naciskano na samodzielnosc. Mozliwe, ze tak bylo wylacznie w naszych placowkach. Zatem widok zdrowego czterolatka w pampersie uniosl mi nieco brew. Nawet jesli zalozyc, ze chlopcy lapia technike wolniej...

      Delete
    2. Ja zamianę pieluchy na nocnik/toaletę nie rozpatruję w ramach samodzielności, a raczej gotowości, przyjścia odpowiedniego momentu. A to bardzo indywidualne.

      Lubię niemiecki brak spięcia w tej kwestii. Lubię, że dzieci bierze się na serio, a ich problemy traktuje poważnie.

      Zakaz przynoszenia zabawek jest podyktowany tym, że nie są one ubezpieczone. Istnieją bowiem rodzice, którzy żądali zwrotu pieniędzy za zniszczoną/zgubioną zabawkę. Tak, to niemiecki porządek, ścisłość przepisów i konsekwencja ;-))

      A jak znosicie obiad o np. 11:30? ;-) Nie znam realiów GB, ale dla mnie jest to nieco, hm, wcześnie? ;-))

      arbuz bez dna

      Delete
    3. Grzaski to temat, bo przestawanie z Dynia rzeczywiscie wykazalo, ze sa sprawy, ktorych nie przyspieszysz poki rzeczona sama nie uzna, ze nadszedl czas. Ale rozgladanie sie dookola posrod grupy rowiesniczej wskazuje rowniez na istnienie matek, ktore z zasady nie zginaja palca, by sie przypadkiem nie zmeczyc. I nie do konca uwazam to za uczciwe wzgledem personelu przedszkolnego, nie wspominajac nawet o morale grupy, w ktorej przebywa czterolatek z pielucha.
      Z zabawkami na Wyspie w standardowych placowkach nie mam pojecia jak ma sie sprawa. Dla Montessorian sprawa byla oczywista. Tradycyjnych zabawek w przedszkolnej przestrzeni dziecka tam prawie nie ma. Zabawke przywiazani mogli przyniesc, ale w szatni czekal na nie koszyczek, gdzie nalezalo zabawke zostawic. U nas nie bylo z tym problemu, bo proby przywiazania Dyni do jakiejkolwiek zabawki, kocyka, czy pajacyka nigdy sie nie powiodly. Co innego przywiazanie Dyni do sniadania, obiadu lub kolacji :-)
      Obiad w nowej placowce o 12:15, dla Dyni pora raczej bez roznicy, byleby z dokladka :-)

      Delete
    4. Gotowość dziecka jest indywidualna, ale fakt - tak jak piszesz - gotowość rodzica na sprawy okołotoaletowe pomieszkuje niekiedy na innej planecie :-)

      Jakiś czas temu widziałam po raz pierwszy w życiu około 4-5 letnie dziecię w wózku ze smokiem w buzi. Starałam się wewnętrznie nie oceniać, (nic przecież o nich nie wiem), choć coś mi podpowiadało, że to rodzic ma jakiś większy problem.

      A Dynia rozkoszna w swoich przywiązaniach ;-))

      arbuz bez dna

      Delete
  6. Czterolatek w pampersie mną lekko wzdryga;) a nie miał w usteczkach smoka, a w dłoni butli z ulubionym soczkiem;)?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie mial, ale z rzeczy, ktore mi z miejsca podpadly byl, na przyklad, regulaminowy zakaz przynoszenia wlasnych zabawek do placowki (z wyjatkiem zdaje sie piatkow). A tu chlopieta po kieszeniach - samolociki, samochodziki, a mamuski tlumacza, ze nie zdazylyby zdeponowac dzieciatek w przedszkolu na czas, gdyby mialy czynic przed wejsciem na tym tle afere i dramat. A personel zamiast sie spienic, mieciutki jak zelki Haribo...
      Wydrukowalam sobie liste od jednego do stu, bede notowac, gdy podpadna i dociagna do stu, Dynia idzie do ochronki za rogiem :-)
      I wiem, ze nie powinnam, ale porownuje z zakladem wychowawczym zatrudniajacym Miss Niles, a prowadzonym zelazna reka przez Madamoiselle z Francji. Rodzice chodzili tam jak w zegarku :-)

      Delete
  7. Replies
    1. Chyba nie musze, ze z wzajemnoscia? :-)

      Delete
  8. juz widze oczami duszy ta platforme wiertnicza...!

    ale ja tu tak bardziej z organizacyjna prosba! w waszej poprzedniej scenerii wiejskiej czulam sie jak u siebie (mieszkam na irlandzkiej wsi) a teraz jak sceneria sie zmienila a z nia jezyk tubylcow to niestety nie kumam pewnych niuansow... wiec moze jakies przypisy? wiem! jestem bezczelna i prywate sieje! ale powiedzmy ze to dla dobra ogolu i zbiorowosci cie czytajacej... pretty please!

    buzki
    g.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Solennie obiecuje od dzis podlinkowywac niuanse!
      :*

      Delete
  9. Grupa męska, zatem Dynia nie przeżyła szoku :). Ciekawam, czy znajdą się tam oryginały podobne do wcześniejszych!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pobiezna obserwacja wskazuje, ze tak :-)))

      Delete
  10. Dynia jest naprawdę cudnie towarzyska i potrafiąca się znaleźć wszędzie! ona w życiu poradzi sobie w każdej sytuacji, zobaczysz! podziwiam ją całym sercem i rozumem... bo dla mnie taka zmiana byłaby nie do przeskoczenia, a pewnie gdybym takie atrakcje zaserwowała Poli to zaniemówiłaby na kolejne kilka miesięcy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hmmm... i tak, i nie. Bo tez i nie jest tak, ze Dynia wparowuje w srodek grupy i natychmiast staje sie jej dusza. Duzo zalezy od rozmiaru grupy. Poza tym najlepiej, jesli grupa chce robic to, co robi Dynia, jesli nie to Dynia chromoli grupe. Do tego Dynia jest urodzona anarchistka i gardzi rozwiazaniami silowymi, do ktorych ja ja nieustannie naklaniam. Przyklad z wczoraj, wracamy z placowki, Dynia opowiada, ze jakis maly pokurcz zabral jej grabki bez pytania o zgode. Pytam, co zrobila? Mowi, ze zrobilo jej sie przykro i poszla na slizgawke. Na pytanie, czemu nie dala po czapce kurduplowi i nie odebrala grabek, odpowiada mi, ze to 'naughty'. Na pytanie, czemu nie doniosla na kurdupla do 'naszej pani' odpowiada, ze 'tata powie pani jutro'.
      Przyjdzie mi chyba osobiscie przydybac pokurcza w szatni pod znaczkiem z wiewiorka i wyjasnic kto tu rzadzi :-)

      Delete