[4]

[11 Nov 2013]

(...)
A zatem już nie w Kansas.
Spakowaliśmy porcelanę po Norweskiej babce i udaliśmy się na Południe.
(Porcelana – produkt Made in Poland, garnitur do kawy wyprodukowany czterdzieści lat temu w Chodzieży. Do tego jeden talerz z takiej samej zastawy -‘odrzut z eksportu’- na jakiej kaczka za młodu jadała kluski z serem.)
Na Południu jak to na Południu.
Palmy, plantacje, Aldi Süd.
Norweski sam zbudował internet.
Mieszkanie puste, odmalowane na biało jako ta panna na wydaniu, jeszcze pachnie farbą.
Zajęliśmy jeden pokój, rozbiliśmy obóz, czekamy.
Na dziecko (w czwartek), na nasz dobytek (w środę), na meble z Ikei (jeszcze nie zamówione), na mityczny kredens (cztery do sześciu tygodni).
Mam wrażenie, że jest tak jak poprzednio.
Choć, nie. Poprzednio mieliśmy przynajmniej leżak i piekarnik.
Teraz mamy przeraźliwie dużo miejsca.  
(Jeśli wraz z kolejnymi przeprowadzkami przestrzeń powiększa się nam nieomal w postępie wykładniczym, przy kolejnej przeprowadzce spodziewam się pałacowego metrażu.)
Muszę od nowa przyzwyczaić się do sąsiedzkich dźwięków.
Do otwieranych żaluzji, szczekania psa, włoskiego dziecka, które odmawia poddania się codziennemu obowiązkowi szkolnemu, stukania holenderskich chodaków na schodach, i że, gdy Johann z drugiego piętra stojąc pod prysznicem potrzebuje ręcznika to głośno o tym informuje swą Frau.
W ciągu minionych trzech tygodni zwiedziłam nieprzeliczoną ilość Zamtów.
Józefowi K. mogłabym rysować mapy.
W nowych współrzędnych geograficznych część tych wizyt (w tym odwlekaną, w Auslanderrauszamt) jak przypuszczam, trzeba będzie wykonać od nowa.
- ‘Wiesz, kaczko’ – mówi Norweski – ‘kiedyś  nadejdzie lato. I wtedy będę siadał na balkonie z filiżanką kawy, cieszył oko widokiem doskonale utrzymanego ogrodu i ze współczuciem  spoglądał na tego nieszczęśnika z dołu, przycinającego ten ogród nożyczkami do paznokci.
Ciekawe, coż ja będę robić latem?
Tymczasem pora opuścić macierzysty statek i wyjść na spotkanie tutejszej cywilizacji.

(...)
Językowi puryści niech odwrócą wzrok niźli mieliby mnie zlinczować pociskami z dyftongów.
Mama! LOOK! Oma hat gegessen a lot of my gruszkas! Tell her not to do this AGAIN!
Przy życiu trzyma mnie jedynie, to, że możną ją wysłać ‘do kuchni, po jedną torebkę kawy z brązowego opakowania’ albo ‘po kubek w żółte kwiatki z szafki pod zlewem’ i przyniesie dokładnie to, o co się ją prosi.


©kaczka

46 comments on "[4]"
  1. Nie martw sie , posortuje te jezyki, kiedys.
    Lepiej zeby mieszala niz zeby nie miala co mieszac.
    Pozdrawiam serdecznie z pingliszewa w Chikagowie.
    Pani poda mi tego czikena.....
    Moja sortuje, a bylo juz bardzo pinglisko.

    blueboston

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znajome posortowalo sobie w wieku lat pieciu, wiec to dodatkowy strzep nadziei.
      'Pani poda czikena'? Toz to Wersal. W brytyjskim pingliszu brzmi to zwykle 'Daj mi tego czikena'... (gdyz wlasnie wrocilam z holideja, szifta, superwajzer mnie wkurwil lub katneli mi po lejdzu to se chociaz zrobie potrawke.)
      I zdolna jestem wybaczyc, gdy z takimi nawykami jezykowymi wystepuje ktos, kto na zycie zarabia ciezka praca fizyczna i nie dane mu bylo zaliczac fakultetow. Jednak, gdy panny z dyplomami zwracaly sie do mnie: 'eee, kaczka, wiesz, jak tego czarta w excelu zrobic?' albo 'masz te talerze (czyli Petri dish lub plates) na inkubejszyn?' to mialam ochote zabic. :-)
      Pozdrawiamy Szikago!

      Delete
  2. No ale bez piekarnika... jak to tak?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gdyz mieszkanie odnajelismy puste. Z wyjatkiem kuchennych szafek do zlozenia. Poprzedni lokatorzy, Szwajcarzy, ktorzy planowali zagospodarowanie kuchni, niespodziewanie wygrali w lotto lub usmiercili dziadka w celu uzyskania spadku i weszli w posiadanie domu. Nowa kuchnia nie miescila im sie w nowym domu, wiec nam ja odsprzedali, ale bez podstawowych sprzetow. Tym samym, wczoraj udalismy sie do Media Markt, by obstalowac kuchenke, lodowke, pralke, ktore to maja sie zjawic w ciagu tygodnia lub dwoch...
      W ramach roznic kulturowych,.. wyszlam z bolem glowy od nadmiaru asortymentu. Wyspowy obejmowal glownie ohydne w formie i obsludze produkty marki Hot Point. Na wspomnienie porzuconej na Wyspie lodowki, wciaz mam estetyczne dreszcze.

      Delete
    2. Tydzień-dwa bez AGD? Omg... Miałam tak z drzwiami (Polska). Tzn.: sklep "w realu" mówi, że za 2-3 tygodnie, sklep internetowy - 2-3 dni.
      Myślałam, że za Odrą klient pstryka palcami i Bosch z Siemensem lecą na wyścigi podkładać towar pod drzwi...

      Delete
    3. Czytasz w myslach? :-)
      Toz wlasnie w obie marki zainwestowalismy. Skomplikowana procedura sfinansowania zakupu wymaga ponoc dostarczenia wszystkiego naraz, wiec zastopowal nas brak lodowki w magazynach ;-)

      Delete
  3. Korzystaj. Leż i pachnij. Roztaczaj woń mamtowdupizmu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Staram sie. Z braku krzesel moge glownie lezec, ale jak napisala Chuda, to jednak mocno przereklamowane. Mimo to probuje, bo jutro ma nadjechac te 88 paczek naszego Wyspiarskiego zycia, plus lozko ktore panowie winni rozpakowac i zlozyc. Paczki tez teoretycznie winni rozpakowac, tyle, ze mebli brak, wiec nie bardzo widze sens. A w czwartek dotrze Dynia z Hauptcioteczka i to oznacza kres lezenia i roztaczania woni... :-)

      Delete
  4. a cóż się stało z leżakiem??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest jedna z tych 88 paczek, o ktorych powyzej. No chyba, ze Norweski w przyplywie nieuzasadnionej szczodrosci podarowal ten lezak Armii Zbawienia. :-)

      Delete
  5. kurka wodna! w niemieckim orientuję się tylko intuicyjnie, a moje chłopaki to się zaśmiewają z Dyni "wiedzowo"!

    ReplyDelete
  6. W razie czego służę pomysłem na zapełnienie metrażu! :-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wpadniecie w odwiedziny? :-)

      Delete
    2. Z Wiewiórami :-) Cwaniaczku :-)

      Delete
    3. Zareczam, ze zmiescicie sie wszyscy, choc Wiewiorowi moga wystawac nogi na zewnatrz :-)

      Delete
  7. Pięknie mówi Dynia. To cudne, jak swobodnie sobie bierze po kawałku skąd jej akurat bliżej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I cudne i straszne :-)
      Wiem, ze polski ja zniecheca, bo wymowa trudna, bo dziob trzeba ukladac inaczej. Jednak, gdy motywacja silna to da sie nawet wyartykulowac 'a teras pomproszem telefisor'.

      Delete
    2. ręczę, że w niczym nie odbiega wymową polskości od swoich rówieśników w kraju, ba nawet od niektórych prezydentów "nie chcem ale muszem" :D Kaczko, ona spija polskość z Twoich ust i zapisuje w zwojach, na razie biernie posługuje się językiem matczynym doskonale i tak ma być, sortowanie nastąpi w swoim czasie :)

      Delete
    3. Licze, otoz wlasnie na to licze, ze pewnego dnia wstanie posortowana :-)

      Delete
  8. Mala sobie posortuje jezyki. Przynajmniej mnie tego uczyli na studiach. A do tego pozniej dostanie Alzheimera niz rowiesnicy, bo przez wychowanie w 2 lub wiecej jezykach mozg sie jakos specjalnie rozwija :-)
    Twojego bloga odkrylam niedawno. Swietnie piszesz. Do robotki tez sie dolacze. Mam podobna sytuacje. Maz Holender, przed rokiem przprowadzilismy sie z Holandii do Baden-Wuert. (kolo Schwaebisch Gmuend). Moze jestesmy sasiadkami. Mieszkasz gdzies w tych okolicach +-100 km? Dzieci jeszcze nie mamy, ale szansa jest, ze beda tak pieknie mieszac jezyki jak Dynia :-)
    Serdecznie pozdrawiam
    Magda

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sprawdzilam! +- 150 km.
      Niech no bedzie na czym siedziec to wpadajcie na sznycle panierowane przez Dynie!
      :-)

      Delete
    2. bedziemy wpadac :-)

      magda

      Delete
  9. Kaczko, Dynia naprawdę dobrze sobie radzi i szukasz problemów tam, gdzie ich nie ma. Najgorsze, że wpływa to niepotrzebnie na Twoje funkcje życiowe :-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alez... zapewniam, ze to zastepcze wyszukiwanie problemow :-) Gdybym sie wziela za bary z tymi wlasciwymi bylby to sparring z polarnym niedzwiedziem. Tluke sie zatem z problemami w rozmiarze naprutego eukaliptusem misia koala.

      Delete
  10. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nieslusznie! Komentarze krzepia. Z wyjatkiem tych, ktore nie krzepia :-)

      Delete
  11. Gruszkas. Lot of zasadzkas widzę na tym terenie ;). Ale Dynia obronną ręką wyjdzie, jak zwykle :).
    Oddychaj sobie głęboko i spokojnie, zanim się cały kram zwali i będzie sortowanie, układanie, kupowanie, urządzanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przepowiedzialas :-) Ale raz, czy dwa sobie odetchnelam glebiej!

      Delete
  12. Wycieło mój koment (że tak się powyzłośliwiam), wycięło! W każdym razie ściskam i ściskam i się cieszę, że Cię widać!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz to juz widac, bo sa zarowki :-) Wycielo, sakreble! Przeszukalam wszystkie polki, nie ma!

      Delete
  13. Dynia wymiata, wszystko jest jak najbardziej w porzasiu ;)
    Zaufaj nam ;P
    AgaPoznan

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lapie sie na tym, ze ze wzgledu na Dyni dosc dojrzale spojrzenie na swiat zapominam, ze mam do czynienia z trzylatka. Blad, duzy blad.

      Delete
  14. Kaczko.. Myślę o Tobie i myślę.. Jestem na podobnym etapie - gdzie miejsce na cukier i tęsknota za starym fotelem.. W ciekawych czasach przyszło nam żyć, czasem zastanawiam się, czy globalna wioska jest dobrodziejstwem, czy zmorą? Trzymam się tej tezy, że kolejny dzień przybliża do lepszego :) jak to mówią: tam dom twój, gdzie z internetem łączysz się automatycznie..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ot i tak. Raz dobrodziejstwo, raz przeklenstwo. Byle nie zgorzkniec, a lepsze gdzies byc musi :-)

      Delete
  15. w niedzielę zdaję swój pierwszy państwowy egzamin z niemieckiego i coś czuję, że moje Sprachen może wyglądać tak jak zaprezentowana przez Dynię próbka. ciekawe co powie na to egzaminator :).
    ale jestem pod wrażeniem jak Dynia leci swobodnie gramatyką!

    ReplyDelete
    Replies
    1. I jak? I jak?
      Bo ja na etapie konwersacji w temacie Dunstabzugshaube, Edelstahl :-)

      Delete
  16. Dynia już jest? bo się nie odzywam, ale śledzę, czytam i pożądam nowego! bo lincz dyftongami zrobię! ;)

    ReplyDelete
  17. Kaczko, to nie przytyk, ale ponieważ czytając Twojego bloga zwróciłam uwagę, że dbasz o język (bardzo bogaty, świetnie się Ciebie czyta), pozwalam sobie zwrócić uwagę: czy na pewno znasz znaczenie słowa "spolegliwy"? Bo wielokrotnie go używasz i chociaż w niektórych miejscach uznałam, że być może to właśnie miałaś na myśli (chociaż w kontekście nie bardzo pasowało), to trafiłam również na miejsca, gdzie jestem pewna, że nie miałaś na myśli spolegliwego, tylko uległego... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. nie przesadzajmy, nawet PWN się złamał
      http://sjp.pwn.pl/slownik/2523084/spolegliwy

      Delete
    2. Oooo, otoz wlasnie bylam pewna, ze spolegliwy jest rownoznaczny z uleglym :-)
      A teraz zerknelam tu: http://sjp.pl/spolegliwy
      O rety!

      Delete
  18. Nie sądziłam, że przeczytam tu o porcelanie z mojego rodzinnego miasta ;) Pozdrawiam Was serdecznie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alez to piekna porcelana jest! O wiele bardziej klimatyczna niz pozostala czesc porcelanowego spadku po babce w postaci 'wscieklej rozy' od Villeroya und Bocha, ktora zapchala mi pol kuchni :-)

      Delete
  19. Dynia se poukłada...

    Kocham Twój styl!

    ReplyDelete