1645-1647

[29 Aug - 1 Sep 2013]

(...)
Korzystając z okazji – piknik w ochronce - przeliczyłam.
Naprawdę jest ich dwunastu.
Rubenito.
Edek.
Szczerbaty Rooney.
Ethan Hunt. (Lat dwa. Łapie muchy w locie.)
Okularnik Arry, pupilek naszej pani.
Tobiaszek.
Haden lub Hades.
Daniel.
Logan.
Nathaniel.
Rocco.
Finley.
I Dynia.
Płeć żeńską reprezentują dość bezbarwne i zlane z tłem (tło obowiązkowo w różowe kucyki): Skyler i Evangelina [1]. Budyń, nuda, brokat, ziew i zlew.
Za to chłopaki...
Taka scena.
Na końcu parku zjeżdżalnia-rura-gigant.
Rubenito poszedł, obwąchał, spękał, nie zjechał, wrócił.
Otrzymał słowną naganę za oddalanie się bez autoryzacji.
Chwycił Dynię za rękę, zaczął mamić wizją sielanki na zjeżdżalni.
Dynia rozdarta, bo Rubenito już pędzi ku zjeżdżalni, Dynia by chciała, ale kręgosłup moralny podpowiada: jakże to, na drugi koniec parku? Bez autoryzacji?!
(Pięć kroków do przodu, tu Rubenito ciągnie, tu wzrok szuka pozwolenia u matki.)
Pogalopowałam za nimi jako przyzwoitka.
Po drodze wyminęli mnie Szczerbaty i Hades na swych sześcioletnich nogach.
Na zjeżdżalni scena.
Dynia wyje, że nie chce zjeżdżać. Szczerbaty i Hades się kotłują w rurze, wabią ‘chodź Dyńka, tu bezpiecznie’, Ruben za plecami Dyni się kiwa nad dylematem.
Ażby się chciało ‘to po cholerę tam wlazłaś?!’, ale się liczy do dziesięciu i tłumaczy głosem miękkim jak koci brzuszek, że jeśli nie chce to może zejść po drabince.
I się jednocześnie zastanawia, czy samemu da się godnie wleźć na tę drabinkę i znieść Dynię w posttraumatycznym stresie.
Dynia wyje.
Chłopaki wyjeżdżają z rury.
Tłumaczą, że to fun.
‘Noooooot fun!’ – odpowiada Dynia.
Bez przekonania.
Ruben się kiwa.
Chłopaki zjeżdżają ponownie.
Solówkę Dyni słychać w całym parku.
Chłopaki włażą po drabince, Dynia widzi, że przeżyli. Chłopaki ciągną Dynię w czeluść. Rubenito cwaniaczek opracowuje plan ‘ty Dyniu pierwsza, ja za tobą’ i pach, Dynię w plecy, i ziuuuuuuu! sam w czeluść rury.
Po kilku nanosekundach rura wypluwa ich na dole.
Dynia ryczy ze śmiechu.
‘Fuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuun!’
Siedem tysięcy pięćset dwadzieścia trzy zjazdy później jestem pewna, że nie grozi jej celulit na zadku.
Kucyki mogą wypchać się sianem.

[1] To chyba dość uniwersalne, że w każdej kulturze rodzice kompensują coś sobie Dżesiką, Wanessą, Dżasminą lub Żorżetą.

(...)
W dzienniczku dziecięcej aktywności ochronka odnotowała wczoraj:  role play ‘doctors and nurses’.
Niepokojące.


©kaczka
19 comments on "1645-1647"
  1. Nie, spoko, to się nazywa orientacja zawodowa, czy jakoś tak, tylko się zastanawiam, czy przeżynali nogi na pół czy tylko tak na sucho bandażowali ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wrocila porysowana na licu i z poobijanymi kolanami, ale w sumie to raczej zwykle tak wraca... no chyba, ze tym razem to byla zadyma w izbie przyjec, albo potlukli sie o stetoskop, zamiast zwyklego 'me not like Ruben'.

      Delete
  2. Dynia nasza!!! Też wolałam z chłopakami w piłkę, choćby na bramce, niż z różowymi kucykami.

    role play - Intrygujące!

    ReplyDelete
    Replies
    1. W tym wieku? W doctors and nurses?
      :-)

      Delete
    2. W tym wieku byłam szczęśliwą posiadaczką pół metra plastiku, który rozściełało się na podłodze, a oczom ujawniało się przebogate wnętrze "małego lekarza": tampony, stetoskop, młoteczki, nożyczki, bandaże, strzykawki, tabletki w czerech kolorach - a wszystko w miniaturze. Wiesz ile z tym było radochy?!

      Delete
  3. Me like Dynia. Me like fuuuuuuun!
    Kaczko, dzięki za nową cudowną porcję śmiechu :-)))

    ReplyDelete
  4. Cudna scenka, Lubię, no bardzo! U nas ostatnio nudy. J ostała się jedyną dziewczyną wśród grupowych trzylatków, czterolatków, baa nawet dwulatków. Ma wokół siebie grupkę hipisowskich chłopaków, z włosem rozwianym, biwakują w wigwamie i gotują zupy czekoladowe..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale J. nie mowi o sobie 'good boy'? :-)

      Delete
  5. No pięknie! Swoją drogą ciekawa ta męska dominacja w ochronce. W naszych przedszkolach to jakoś bab więcej.
    Ale o czym Dynia ma z babami gadać, no o czym? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to o czym? O czerwonym wozku Edwarda :-)
      W grupie ze szkoly rodzenia na swiat tez przyszly glownie baby. Nie wiem, gdzie sie rozbiegly :-)

      Delete
  6. Dyni różowe kucyki zdaje się nie grożą:) widać,że wie co to znaczy Fun, będzie mieć Kaczka atrakcje:) U nas w cenie ostatnio kałuże, szczególnie jak można sobie w nich usiąść. Zgadzam się z Evitą, w otoczeniu jakby dominacja bab, Rubenita i spółki ze świecą szukać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moze nalezy wymiane zorganizowac? :-)

      Delete
  7. Replies
    1. Nie ma. Wies jest homeogeniczna rasowo. Brak nam mniejszosci etnicznych.
      Trudno uwierzyc, ale najbardziej oryginalna mniejszoscia jest tu rodzina ze Szwecji.

      Delete
  8. ja ograniczę się dziś tylko do skomentowania Twojego geniuszu pisarskiego. Piszesz bosko. :*

    ReplyDelete