1648-1649

[2-3 Sep 2013]

(...)
Piknik – niby przyjemna sprawa, ale jednocześnie po raz kolejny odsłonił tyle pedagogicznego zakalca, że aż przykro.
Nie wiem, skąd we mnie wciąż ta naiwna wiara, że ludzie myślą, rozważają konsekwencje swoich słów, uczynków i zaniedbań, że są otwarci na argumenty, dyskusję.
Że ich obchodzi.
Paradoksalnie Dynia lubi ochronkę, choć tak naprawdę, lubi ją chyba głównie dzięki obecności pięknego Eduarda.
(Przekonamy się z początkiem jesieni, gdy Edek i Rubenito wyprowadzą się na studia w Oxbridge.)
Ochronka, jako jedyna w proletariackiej wsi ma opinię ‘outstanding’ z czerwonym paskiem.
W głowę zachodzę, jakim cudem.
Zobacz twój brat już dawno zjadł, a ty ciągle się guzdrzesz.’
‘Od godziny jesz tę kanapkę. Za tydzień idziesz do szkoły i będziesz ją musiała zjeść w piętnaście minut. Myślisz, że ktoś się będzie tam zamartwiał tym, że jesteś głodna?’
‘No przecież nie będziesz płakał jak baba. Mam poprosić mamę, żeby przyniosła ci jutro sukienkę. Chcesz chodzić cały dzień w sukience?’

Jak tam wlazł i ryczy (sprecyzujmy: jeszcze nawet nie dwulatek w ciemnym tunelu) to mu nie pozwólcie wyjść tyłem. Tyle razy mu mówiłam, żeby tam nie właził. Niech teraz siedzi. Albo wyjdzie przodem.
You behave like a typical girl!
Pistolety są dla chłopców!’ (Pomijając mą anarchistyczną naturę: WTF?!)
Skoro on pozwolił ci wczoraj jeździć na swojej hulajnodze to ty też dzisiaj, natychmiast, masz mu pożyczyć swoją!’
Are we shy, Dyniu? Why don’t we answer?
(‘Well... I don’t know about you [1] … ale od ciebie też chyba nikt nie oczekuje, że ni z gruszki ni z pietruszki będziesz konwersować z obcymi na ulicy.’... przeciskam słowa przez zęby, a potem patrzą na mnie te babiny, jakbym bełkotała w obcym języku i pewnie właśnie tak jest.)
Do tego nieustanne brutalne ukracanie dziecięcego entuzjazmu na rzecz ‘umyj ręce, zęby, uszy’, ‘posłucham, gdy zjesz obiad’, ‘nie mów z pełnymi ustami’, ‘ile razy ci mówiłam...’, ‘teraz mi nie przeszkadzaj’...
Do tego, wbrew memu życzeniu, ochronka czyni Dyni wodę z mózgu zapuszczając dziateczkom kreskówki po hiszpańsku, by kształcił się i Rubenito, i ochronka. Bo ochronka planuje emeryturę na Costa Brava. (I jej powiewa, że mam uczulenie na Dorę i proszę, by w tym czasie Dynia oglądała Reksia lub Wymiotnego Dziadka. Jeśli faktycznie oglądanie jest zajęciem obligatoryjnym.)
Mateczki też nie lepsze.
Liczę do trzech i natychmiast wyłazisz z rury. Jeśli nie, to idziemy do domu.’ (Przy dwustu czterdziestu czterech potomek nadal siedzi w rurze i rży radośnie. Matka wytrwale liczy do tysiąca. Może stoi tam do dziś? Rozważałaś, darling, karierę zegarynki?)
Na litość boską, gdzieś się tak wypaprał? Spójrz na swoją siostrę, cały dzień na dworze i ani jednej plamy!
Oddaj mu to. Czemu? BO JEST MŁODSZY!
(Tylko ja to widzę? Tylko ja to słyszę?  I wszystko to bez weekendowego kursu, jak zajmować się dziećmi? Wow (!) Ni chybi mam dar (!) Albo udar.)
Nie, ja też knocę.
- Maaaama! Ethan is smacking me!
- Powiedziałaś ochronce?
- Yes.
- I co ona na to?
- She said: no smacking, Ethan!
- I co? Ethan dalej cię bije?
- Yes.
- No, to mu oddaj.
- ... MAMA! MAJN CAN’T SMACKING PEOPLE! IT’S NAUGHTY!


Och, córko, może to i niepedagogicznie, ale za dwadzieścia lat będziesz jeszcze tęsknić do czasów, gdy mogłaś dać komuś w ryj, a jedyną konsekwencją był karny jeżyk i nagana w dzienniczku. Gdyż ja tęsknię. Dzisiaj na przykład bardzo.


[1] głupia babo (ale się powstrzymałam)

I zupełnie bez związku:
- Wydaje mi się, że bylabym świetna w zarządzaniu zespołem. (Panna X., dzisiaj)

I trochę w związku, gdyż historyjka trzylatka opisana TU ma ciąg dalszy.
... przez dom przewinęło się kilka pań z Polski. Przedostatnia spakowała się i pod osłoną nocy uciekła do ojczyzny z tęsknoty za swym kochankiem z Werony nie zostawiając nawet pożegnalnego listu na kuchennym stole. Trzylatek później wyznał, że krzyczała, szarpała nim i zamykała go w pokoju.
Jak zareagowała mama trzylatka?
Wydawało mi się, że jest osowiały i zestresowany, ale w sumie może to i dobrze? Bo wiesz, on jest taki przez nas rozpieszczony, uważam, że właściwie to mu się przydało...
Zaznał życia jeszcze przed wstąpieniem do marynarki?

(Może –  kiepskiej jakości porównanie –  to jak z jeżdżeniem samochodem. Nie masz prawa jazdy, zażywasz tedy przejażdżek jako pasażer  i nie spędza ci snu z powiek, że w celu podniesienia parametrów wydajności  zużycia paliwa, Norweski anonimowy kierowca używa wyłącznie piątego biegu. Nie masz dzieci, nie analizujesz technik wychowawczych póki ich podmioty /pomioty?/ nie spluwają ci w talerz w restauracji.)

(...)
... i dlatego mniej już ubolewam nad coraz bardziej nieuniknionym kresem naszej ochronkowej kariery. Dziękować prasłowiańskim bogom, mamy w odwodzie sektę Montessorian z ich kijankami i mandalami sypanymi z piasku. Jeszcze kilka tygodni temu najbardziej martwiło mnie, jak Dynia odbierze utratę dostępu do Edka, ale wydaje się, że przeceniłam uczucie.
- Dyniu, wiesz, że Edek i Rubenito się wyprowadzają, tak?
- Majn very sad! Majn like Edward! Me not like Ruben!
- A co by cię pocieszyło?
- NEW BED! PINK! BIG, PINK BED!


(...)
Wzruszam się czytając o szczoteczkach do zębów, które niosą do przedszkoli polskie przedszkolaki.
Szczoteczka do zębów!
W anglikańskim zakładzie wychowawczym:
- Potrzebne są buty na zmianę?
- Nie, to byłoby terribly inconvenient na wypadek alarmu przeciwpożarowego.

Zamiast kapci i szczoteczki do zębów – obowiązkowy i jedyny element wyprawki – kalosze.


 (...)
Podłożyła się nam Srajgencja Wynajmu.
Gdyby wysypali pas startowy Lodon City Airport skórkami od bananów, a następnie wzięli na nim rozbieg w butach posmarowanych sadłem z rosomaka, nie mogliby się piękniej poślizgnąć.
Nieśmiało suponuję, że istnieje jednak sprawiedliwość.
Kilka tygodni temu Srajgencja powiadomiła nas listem, by niezwłocznie zmienić numer konta, na które nasz bank co miesiąc przelewa ich bankowi.
Terribly inconvenient, gdyż najbliższa filia naszego banku jest dwieście mil za wsią i nie działa w soboty.
Zapewne można tej operacji dokonać przez internet, ale po co odejmować wydarzeniu atmosfery dramatu?
Machnęliśmy ręką, zakładając, że przy okazji zapłacimy czekiem.
Tydzień później przyszedł kolejny list, w którym Srajgencja przeprasza, ale podała błędne dane rachunków bankowych, wobec powyższego chce niezwłocznie gotówki lub czeku.
I wtedy nam się przypomniało, że w przeszłości dwa razy zmienialiśmy ustawienia bankowe, po to tylko, by kilka dni później okazało się, że Srajgencji palec się omsknął... a tu pieniądze już opuściły konto, gdzie są, nie wiadomo, a bank potrzebuje stu dni roboczych na rozpatrzenie reklamacji...
W sobotę zaniosłam Srajgencji czek i gdy tak sobie drwiłam po drodze, zastanawiając się, czy tym razem go zgubią, zatną się papierem i wykrwawią ze skutkiem śmiertelnym, a może zrobią z niego samolocik... nie przypuszczałam, że mogę być dość bliska prawdy.
Biurewna przyjęła czek, obejrzała pod światło, wystawiła pokwitowanie z pieczątką i podpisem.
Rzekłbyś ‘The end’.
Wracamy wczoraj do domu, a na wycieraczce zwinięty w kulkę leży nasz czek.
Normalnie jakby Lassie wróciła do domu!
Obok czeku leży malutka, żółta karteczka zwinięta w kulkę – z roszczeniem, by zmienić nazwę właściciela konta w nagłówku.
Na jaką?
Zagadka hydrobudowy.
Wpisaliśmy przecież taką, jaką życzyli sobie w liście.
Mamy pokwitowanie z pieczątką i podpisem.
Ktoś widział, jakiś czek na wycieraczce?
Pan? Pani? Tamten pan? Pani z końca sali?
Może, gdyby nie zajęło im miesiąca, by naprawić bojler zimą, gdy Dynią szarpały suchoty, miałabym wyrzuty sumienia.
Może, gdyby przysyłali nam listy zaadresowane na nasze imiona i nazwiska zamiast na dane osobowe losowo wybierane z książki telefonicznej, łupnęłoby mnie w kręgosłupie moralnym.
Może, gdyby nie odwiedzali nas nieustannie komornicy i policja względem długów poprzednich mieszkańców, drgnęłaby mi powieka.
Może, gdyby ta sama policja nie przechadzała się po naszych przemiłych sąsiadach, wypytując co wiedzą o ‘podejrzanych lokatorach spod’, nie wręczyłabym Dyni nożyczek.
Może, gdyby przysłany przez Srajgencję specjalista nie zamienił miejscami kranów z lodowatą i wrzącą wodą, ... nożyczek i czeku.
Może, gdyby ten sam specjalista nie zepsuł termostatu w bojlerze, nie wyrwał z mięsem uszczelki wokół wanny, nie naprawił włącznika światła tak, że ten bzyczy jak cykada, nie przykleił frontonu piekarnika klejem do butów... Może, gdyby wreszcie przysłali mi potwierdzenie, że bojler naprawiał specjalista z certyfikatem, a nie zatrudniony na lewo bezrobotny syn stryjenki... Tak, wtedy na pewno nie zapytałabym Dyni, czy potrafi wyciąć kółko z papieru.
A tak siądę sobie i spokojnie poczekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Na list w kulce?

(...)
Bankomat nie wypluł gotówki. Drugie podejście do odzyskania pieniędzy.
(Na wstępie dialog z automatem: W celu zweryfikowania danych osobowych proszę przeliterować nazwisko panieńskie matki...
-Yyyyyyyyy?
... thank you, weryfikacja zakończona pozytywnie.
Krzepiące.)
W telefonie konsultant.
- ... nie, nie! Poprzedni konsultant wprowadził cię w błąd. Dwa dni robocze, jeśli to obcy bankomat!
- A jeśli wasz? Nasz? Mój?
- Minimum pięć, pod warunkiem, że sam bankomat zdecyduje się skorygować pomyłkę.

(Zanieść temu bankomatu kawę i pianki?)
- Poza tym istnieje podejrzenie, że odeszłaś od bankomatu nim wypluł pieniądze!
- Jak zatem wytłumaczyć na wyciągu z konta kolejną transakcję, której próbowałam dokonać dwie minuty później w tym samym bankomacie? Oraz fakt, że posiadam wydruki transakcji z autografem bankomatu?
- Nie wiem.



©kaczka
26 comments on "1648-1649"
  1. Ej Kaczko! W moim przedszkolu byłabyś DYREKTORKĄ!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zakladaj. Bede aplikowac o posade :-)

      Delete
  2. Kocham niezmiennie :D Zwłaszcza za wszystkie "może..." :D

    ReplyDelete
  3. Obawiam się, że w Teutonii zakalców wychowawczych też na pęczki. Z różnicą, że tutaj ćwiczy się kurcz pośladków.

    Wyspowe usługi napawały mnie często melancholią. Człowiek zaraz czuje się skąpany w absurdzie, jak w dobrym starym "Misiu".

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja akurat o Teutonii śnię i marzę - przedszkola Starszej były bardzo dobre; ba, nawet współorganizowali kursy dla rodziców. A młodszą przenieśliśmy tu do lepszego przedszkola, a dalej mnie skręca na myśl o nim.

      Delete
    2. Mysle, ze zakalce wychowawcze to uniwersalne zjawisko. Nie wiem, jak to wyglada w Teutonii, ale z ciekawosci sprawdzilam, jakie wymagania nalezy spelniac, by tu otworzyc ochronke. Otoz wystarczy, ze polowa personelu ma przygotowanie pedagogiczne, a za takie wystarczaja tu chocby weekendowe kursy. I choc nie uwazam, ze ukonczenie studiow uniwersyteckich oznacza, ze ktos z urzedu staje sie swietnym nauczycielem to jednak przez proste porownanie - wolalabym zeby zab usunal mi dentysta po studiach, niz po weekendowym kursie :-)

      Wyspowe uslugi to temat rzeka. Ale jesli masz racje to nie ma sily, ostatecznie wygrasz. Choc czasem to trwa wieki. Przyklad, po szesciu miesiacach walki z South West Trains, oddali mi pieniadze i jeszcze podsypali z gorka. Z drugiej strony, za bilet kolejowy, ktorego nie wykorzystalismy, zwrocili nam pieniadze mimo, ze bez cienia nadziei, przynieslismy go dwa dni pozniej do okienka. Powatpiewam, ze PKP byloby tak uprzejme :-)

      Delete
  4. boszsz jaki ja pędzę beztroski i bezstresowy żywot! nie mam konta, nie mam karty, nie latam do bankomatów powątpiewających w moją tożsamość, mieszkam we własnym domu, za wszystko płacę gotówką i nie mam żadnego kredytu, heaven, I'm in heaven :)na dodatek moi synowie używali szczoteczek w przedszkolu, pantofli a także piżamek do spania, pozdrawiam mając świadomość, że synowie (wiecznie głodni) znajdują czas na przerwie by samodzielnie zjeść kanapki a nawet pokopać piłkę na boisku (ewentualnie kolegę na korytarzu) w ramach rozrywki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bez konta, bez karty, bez bankomatow?
      Prosze o koordynaty na te sielska galaktyke!
      :-)
      Tu dziateczki bez pidzamek. Sypiaja w czym stoja, klada sie na ziemi pokotem i sypiaja. A nie poca sie, bo tu zawsze zimno :-)

      Delete
  5. Hi hi hi dobrze , ze mi przypomnialas za czym nie tesknie z Wysp ;P Ich absurdy....banki, bankomaty, srajgencje.
    Zreszta teraz to samo przerabiam z North Avon &Somerest Court ktoremu zajelo 9 tygodni zrobienie przelewu do Polski !!!!...Najpierw : oni nie wiedza czy w ogole mozna zagranice wyslac kase WTF ???, potem mi czek wyslali ( w Pl nie uzyteczny ), potem nie bylo team leadera zeby pomyslal, potem wina banku, potem byl bank holiday....
    Kolejny przychodzacy email od nich przyprawial mnie o skraj załamania nerwowego ...Żyjesz tam, wiec wiesz o c chodzi ;)
    Jeszcze zeby na koncu choc napisali :przepraszamy ze takie opoznienie, ale gdziez tam , walneli : jak to wspaniale, ze ma Pani juz na koncie pieniadze !!!! z radoscia oznajmiany ze nastepna płatnosc POWINNA byc szybciej zrealizowana ( ha ha ha ha ha ha ha ha ha )

    Co do kapci na zmiane health &safety przede wszystkim !

    Jak widac przez 2 lata od powrotu do Pl udzieliła mi sie z powrotem nerwowosc i za diabła nie kumam przelewu 9 tygodniowego ;P

    Miłego :)
    AgaPoznan

    ReplyDelete
    Replies
    1. Odzwyczailas sie :-)
      Wiadomo, ze oddadza. Kiedys oddadza, bo musza, bo prawo po twojej stronie, ale tempo rzeczywiscie maja zawrotne. I przerwa na fajfokloka musi byc :-)

      Delete
  6. Ach...jak dobry thriller:) ciary przebiegły mi po plecach. Nasze przedszkole proponowało środki uspokajające dla potomka, dla nas i dla siebie. My rozważaliśmy połamanie nóg padalcowi ale złamał sobie sam i okazało się, że mimo gipsu od palców u stopy po udo, biega nadal jak szaleniec miażdząc na dodatek klocki i dziecięce stópki. Złotym środkiem okazała się zmiana przedszkola. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze jest miec na co zmienic. No, bo my wystartowalismy z najwyzszej polki (z czerwonym paskiem), a do wyzszej musielibysmy trzy dni piechota przez bagna.
      No i w zadnej nikt by tu przeciez nie pytal o szczoteczke, czy pidzamke :-)

      Delete
  7. Kaczko, jakim cudem jeszcze nie wkończyłaś się nerwowo i jesteś w stanie relacjonować kłopoty ze Srajagencją, bankiem itd. Ochronka też jest niezła: biedna Dynia, która nie chce być nieznośna... kupcie jej to wymarzone wielkie rożowe łożko i nie dajcie się zwariować :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To chyba kwestia przyzwyczajenia. Dla rozrywki wybieram tylko niektore bitwy. I mam te swiadomosc, ze tu naprawde mozna wygrac pod warunkiem, ze czlowiek odwoluje sie do wyzszej instancji i to na pismie. Masz na pismie, rzadzisz. Jeszcze, na szczescie, nie musialam pisac do Elzbiety :-)))

      Delete
  8. A ja myślałam, że u nas się dzieje... ;)

    U nas ostatnio Dziedzic wystosował prośbę o łóżko z Zygzaciem* McQueen.

    *powinnam odmienić?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mowisz - masz!
      Takie?
      http://www.fads.co.uk/kids-beds/single/lightning-mcqueen-feature-toddler-bed?dfe_c=56&dfe_t=140cb93b311f0cc99e5da6978d35d1be&dfe_s=froogleproducts&gclid=CP6N9Oy7t7kCFaPHtAodjl4Atw

      Delete
    2. Stanęło na łóżku w wersji normal i pościeli z Zygzaciem. Cena łózka "w stylu" zdecydowanie jak dla nas nie do przejścia...

      Delete
  9. I niech sobie Dynieczka na zdrowie wycina kółka z papieru. I na Twoje zdrowie, Kaczko, też :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zrobilysmy sobie z czeku konfetti :-)

      Delete
  10. A wspominałam, że lat temu 16 faktem niezbitym okazały się legendy miejskie, że panie w przedszkolu "wietrzą" dzieci celem pogłębienia ich relacji z rodzicami poprzez długotrwały pobyt w domu (ergo poza placówką - placówka to stres dla nieletnich)?
    Moje załapało zapalenie nerek.
    W pogłębionych dzięki temu relacjach zeznało szczegóły procederu. I że ze wyjątkową lubością panie dotleniały te dzieci gorzej dostosowane, bo to było przedszkole integracyjne. Aż się boję pomyśleć, na co zapadały, skoro mojemu poszło w nerki.


    I owszem, mam w zanadrzu parę historyjek mrożących krew w żyłach. Ale nie lubię o tym myśleć, bo mi się wtedy zdaje, że nader jest łatwo zostać faszystą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Och.

      Sie rozpadam od takich historii. Zapalenie nerek to fatalna sprawa, ale na szczescie da sie wyleczyc farmakologicznie i jesli na czas to nie bedzie sladu. A co z zapaleniem duszy? Gryzie mnie o ilu rzeczach nie wiem, sie nie dowiem, konsekwencje odkryje za lat kilka lub kilkanascie...
      Ech.

      Delete
  11. uwielbiam, Kaczko, Twoje pisanie, nawet obrzydliwe tematycznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hermi, daj mi osiemnascie lat i zmienie temat :-)

      Delete