[246]

[17 Feb 2016]

(...)
Może to w wyniku wieloletniej wspólnej odsiadki w ochronce, a może skutkiem jakiejś pospolitej chemii lub feromonów (Haribo, opcjonalnie, czpisów marki Walkers), więź miedzy Dynią, Rubenitem i Pięknym Edkiem wydaje się spiżowa z poczwórną warstwą teflonu.
Nie widzieli się przez rok, a gdy wreszcie się spotkali to zdawać by się mogło, że rozstali się nie dalej niż wczoraj, gdzieś pod drzwiami ochronki.
Rubenito emabluje elokwencją i rozwagą, Piękny Edek ma oryginalną hiszpańską chrypkę szczodrze dofinansowywaną przez wyspiarskie infekcje wirusowe. Rubenito to Mr. Darcy. Pięknemu Edkowi bliżej do Hucka Finna.
Rubenito wyrywa mi córki na erystykę, zdania wielokrotnie złożone i prawidłową koniugację czasowników nieregularnych.  Edek, w  tym samym celu, używa szarmu gangstera.
(‘Nie becz, Dyńka!’ – mówił nieco ponad metrowy gangster, gdy Dynia łkała teatralnie po przegranej w loteryjkę. – ‘Mówię ci, że to MY wygraliśmy! Patrz! Ukradłem im wszystkie żetony! Mamy więcej!’)
Biskwitowi, co zapewne nikogo nie dziwi, bardziej imponuje szarm gangstera, karty w rękawie i wtykanie sobie frytek do nosa niźli najbardziej rokokowe konstrukcje gramatyczne i  umiejętność posługiwania się sztućcem, ale do tychże fenomenów podchodzi z szacunkiem.  Tak jak Inkwizycja do Galileusza.
Przez dwa dni dziateczki funkcjonowały w jakimś świecie równoległym, gdzie Helou Kitty pilotuje Sokoła Millennium, i z którego to świata zrywały się wyłącznie na posiłki.
To była doskonała i jedyna okazja, żeby przeliczyć i zaksięgować.
Liczyło się też wieczorami, gdy wtuleni w siebie, Dynia w Rubenita, Biskwit w Edka, okupowali jeden, niewielki, podłogowy materac, mając do wyboru liczne wygodne bidermajery i otomany.
Obraz czterech płowych, koedukacyjnych czupryn, wystających spod jednej pierzyny za dziesięć lat byłby stanowczo nieobyczajny, tu i teraz przeraźliwie nas rozczulał.
Aleśmy sobie zrobili fajne dzieci.’  - wniosek to nieskromny, ale jedyny, jaki się skrystalizował pod wpływem obserwacji płowych czupryn i degustacji lokalnych win.
Niestety, wszystko, co dobre...
I tak oto dwa  wiadra makaronu bez sosu  i trzy bochenki chleba tostowego z nutellą później, chłopaki odjechali wklejeni w tylną szybę samochodu, a dziewczątka mimo, że przyczepione do tylnego zderzaka jak puszki pod ‘Just married’ musiały pogodzić się z kolejną rozłąką.
Biskwit udaje, że wcale nie złamało mu to serca, Dynię interesuje społeczna akceptacja poligamii.

©kaczka
24 comments on "[246]"
  1. No tak! Czy cherlawy Łukaszek czy Mr. Darcy ze sztućcami! Dylemat! Ja to czuję.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Troche jak w brazylijskiej telenoweli...

      Delete
  2. Ale masz brodacza w bocznej szpalcie! <3

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nooo!:-) Ach, Kaczko, jak ja się cieszę, że się wystawiłaś na Kaczkę Roku! Tylko nie rozumiem, dlaczego tylko na Tekst Roku, przecież KaczkoBlog to Blog Stulecia! (Fakt, takiego konkursu jeszcze nie ma...):-)

      Delete
    2. Litermatko! Bo do kaczki roku trzeba miec kanaly! Liczne i medialne. Oraz odwage. A tej mi starczylo tylko na tekst ;-)
      (Do rzeczy, ile masz w domu telefonow? :-))))

      Delete
    3. Telefony niewazne. Liczy sie liczba polskich kart, ha! Jedna nawet posiadam i nie zawaham sie jej uzyc!:-) A takze rodzicow oraz kanalow! Kaczko, jestesmy z Toba!

      Delete
    4. O rety! Biore w ciemno, szczegolnie rodzicow! :*

      Delete
  3. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ach te nieszczęsne odległości, niby w dobie internetu światy równoległe leżą przy tej samej ulicy, ale jednak wyprawa po sól i przyjaciela do łatwych czasem nie nalezy.

      Delete
    2. A czasem nawet w tym samym swiecie czlowiekowi z czlowiekiem trudno sie spotkac.

      Delete
  4. "Biskwitowi, co zapewne nikogo nie dziwi, bardziej imponuje szarm gangstera, karty w rękawie i wtykanie sobie frytek do nosa niźli najbardziej rokokowe konstrukcje gramatyczne i umiejętność posługiwania się sztućcem, ale do tychże fenomenów podchodzi z szacunkiem. Tak jak Inkwizycja do Galileusza." :o)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja również padłam po tym akapicie )))

      Delete
    2. Soli trzezwiacych? (Pisalam juz, ze boje sie, co wyrosnie z Biskwita? :-)

      Delete
  5. w sumie smutne ...choć cytat powyżej też mnie rozłożył )))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Troche smutne, bo dobrze miec pod reka fajnych przyjaciol.

      Delete
  6. "Nie widzieli się przez rok, a gdy wreszcie się spotkali to zdawać by się mogło, że rozstali się nie dalej niż wczoraj, gdzieś pod drzwiami ochronki." Ty wiesz, że ja mam tak ze swoimi dziewczynami po niemal 28 latach wydeptywania wspólnych ścieżek? I to nieważne, że teraz to ścieżki wirtualne bardziej niż te gruntowe. Więc z tej Twojej koedukacyjnej brygady może być coś pięknego!:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze sie zapowiadaja. Tylko pytanie, czy chlopakom to nie mija? Czy za rok za dwa dziewczece towarzystwo nie bedzie im obciachem? A jednoczesnie, bardzo nam sie marzy, zeby podrosli na tyle, zeby ich mozna bylo wszystkich spakowac w jeden samolot i wyslac na wakacje do Abueli.

      Delete
  7. Kobieto, i tu Cię zaskoczę, jak Ty piszeeeeesz! Pisz więcej, bardzo Cie proszę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chcialabym! Naprawde chcialabym wiecej! Ale te dzieci! Damn!

      Delete
  8. Rozumiem Dynię, to staroswieckie podejście do związków zrujnowalo mi onegdaj wspaniałe plany związane z kilkoma młodzieńcami. A tak w ogóle, to mam dojścia do sporej ilości telefonów i nie zawaham się ich użyć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Normy obyczajowe potrafia zrujnowac niejedno!

      Bardzo zatem sie polecam, Krolowo Lacz, Swiatlowodow i Telekomunikacji! :*

      Delete