[177]

[29 May 2015]

(...)
Dużo ostatnio w tej lukrowanej siostrzanej miłości takich małych, bezsilnych zazdrości.
Obie podliczają słowa, gesty, uczynki względem.
Pilnie obserwują.
Drobiazgowo wypełniają kolumny winien-ma.
Okazują sfałszowane dowody, na to, że nie spłacam kredytu zaufania.
Spanikowałam.
Zaczęłam dzielić włos na czworo, a siebie na dwie najrówniejsze części.
Nie tylko słowa, ale i myśli ważyłam przed pokrojeniem.
A i tak ciągle gdzieś zawsze było więcej, gdzieś mniej, czyjaś buzia w podkówkę lub komuś właśnie odpaliłam koniec świata.
Tak się w tym dzieleniu zapamiętałam, że zapomniałam z siebie odkroić i odłożyć coś dla mnie samej.
Nawet to rozdałam.
Grzech matczynego skrupulatyzmu.
Dobrze, że mamy Ryfkę.
Ta wpada, zajmuje moje wzgórza kolan, siostrzana miłość nagle nie pamięta złego, jednoczy się przeciw najeźdźcy.
Gdyż nie jest cierpliwa.
Ani łagodna.
Ale może właśnie przez to – paradoksalnie  – bardzo  prawdziwa.

©kaczka
17 comments on "[177]"
  1. Tak jak sobie obserwuję- między rodzeństwem trwa nieustanna walka o uwagę/ uczucia/ względy rodziców. Są mini zwycięstwa, podpuchy, manipulacje, porównywanki. Misterne strategie. Czasem nawet nieuświadamiane.

    No i z czasem człowiek się uczy lepiej maskować.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, to jakas osobliwa sztuka wojenna. Zasieki, trencze, pulapki, husarzy i szpiedzy. Trudne to. Bardzo.

      Delete
  2. Tego właśnie nie lubię w rodzeństwach (jako instytucji). Tego ciągłego wyliczania, czy aby po równo, kto więcej, kto mniej. Może to tak tylko z boku wygląda, w oczach jedynaka?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem jedynaczka. Z jednej strony to zle, bo nie doswiadczylam zycia w grupie, z drugiej - chyba dobrze, bo znam inna perspektywe. Historia mnie rozliczy.

      Delete
    2. A ja jestem trzecia w kolejce do kolan i powiem, że nigdy nie prowadziłam wojny z rodzeństwem. Może konflikty zbrojne dotyczą tylko stron z niewielką różnicą w stażu życia?

      Delete
  3. Mnie się udało tego nie przeżyć. Ale to głównie zaleta Mata. To starzec w skórze dziecka :)

    ReplyDelete
  4. Replies
    1. Nie lekaj sie Grudko, poki lezysz i kwilisz, nie jestes zagrozeniem. Gdy wstaniesz i ruszysz na dwoch nogach - wtedy bedziesz. To tez ci niech nie spedza snu z powiek, na etapie samobieznosci bedziesz juz potrafila sie obronic! Biskwit, na przyklad, szybko zrozumial, jaka dzungla jest piaskownica i nie da sobie spluwac w kaszke.

      Delete
    2. Grudka jeszcze nigdy nie kwiliła :)

      Delete
    3. Grudko, zacznij kwilić, to Ci nikt nie podskoczy! :D

      Delete
  5. wzgórza kolan to terytorium mocno sporne od zarania, wcale się nie dziwię chwilowym zjednoczeniom ;)

    ReplyDelete
  6. Nie przejmuj się kaczko. Z mojej perspektywy, tej której te kolana ukradli smarkacze: czasem bym zamordowała, ale rodzeństwo (przynajmniej moje) to jedna z lepszych rzeczy w życiu. Bywa toto głupie, czasem nic tylko walnąć w te czerepy, ale nikt cię tak nie zrozumie. Bo jedynie z własnym rodzeństwem możesz do tego stopnia obgadać i przeanalizować swoje dzieciństwo. I zobaczyć ten sam dzień z dwóch (lub u nas z trzech, już dorosłych) perspektyw.

    A ponieważ nie dasz rady podzielić się idealnie równo, bo Dynia i Biskwit nie są identyczne, spróbuj się tym nie martwić. Bo dopóki się starasz utrzymać jako taką sprawiedliwość, jest dobrze. A ze swoim kawałkiem siebie rodzice są lepsi niż bez niego. I one za parę lat to zobaczą.

    ReplyDelete
  7. Starałam się uczyć, że sprawiedliwie to wcale nie równo po równo, tylko tyle ile w danym momencie komu trzeba. Bo równo po równo ani się nie udaje, ani niekoniecznie jest sprawiedliwie. Byle za to z miłością :)

    ReplyDelete
  8. Moja siostra jest prawie dokładnie rok młodsza ode mnie. Wtedy oznaczało to siniaki, gumę do żucia wplutą w siostrzane włosy, rozkładanie na łopatki na dywanie, walenie o ścianę jej ukochaną lalką, jak również wmawianie jej, że jest adopotowaną, tą mniej kochaną.
    Dziś - jakkolwiek stereotypowo i kiczowato to brzmi - oznacza to najlepszą przyjaciółkę & porozumienie bez słów. ;)

    arbuz


    ReplyDelete
  9. To jeszcze ja się dołożę:) Mam siostrę bliźniaczkę i zawsze wszyscy bardzo się starali traktować nas po równo, obdarowywać nas po równo i traktować jak dwie identyczne osoby. I wszyscy dookoła starali się rozliczać naszych rodziców do ostatniej sekundy, do ostatniego okruszka. A tak się po prostu nie dało i w końcu nasi rodzice nauczyli się, że czasem więcej (czasu, pieniędzy, wsparcia) trzeba dać tej jednej, która akurat bardziej tego w danym momencie potrzebuje. I efekt jest taki, że choć darłyśmy koty całe życie (i dalej się nam zdarza mimo 28 lat na karku), to ZAWSZE i wszędzie możemy na siebie liczyć. I prawdą jest, że nikt mnie nigdy nie zrozumie tak dobrze jak siostra.

    ala

    ReplyDelete
  10. Temat rzeka:) Ale chyba nie ma sensu się tak stresować - to nic nie da.
    kwk

    ReplyDelete