[3 Sep 2012]
(…)
‘Nie pytajcie, czy wybuchnie, pytajcie kiedy!’ – powiedział z telewizora premier Islandii.
Nadzwyczajne, jak wiele wspólnego mają Dynia i wulkan Katla.
(…)
Oprócz Dyni mam tu taki projekt na boku.
Kocie chrupki dla mikroustrojów.
(Nie samą Dynią człowiek..., a wiadomo, przy Dyni się też i nie pożywi, ani nie utuczy.)
Do projektu trwale dołączona jest klątwa formatu Żyd Wieczny Tułacz.
Coś, jakby, dojść do końca wstęgi Möbiusa i wreszcie odpocząć.
... nie da się, kaczko, nie da...
zarezerwować w kalendarzu terminu produkcji półproduktów, gdyż brak wszystkich składników.
Składników nie można zgromadzić, bo w kalendarzu nie ma terminu produkcji.
I skąd nam wiedzieć, czy w terminie, który ostatecznie zarezerwujesz wszystko, co jest w systemie, będzie pod ręką?
Wysłać półproduktow, gdy już je wyprodukujesz, nie można, bo a) zginęły dokumenty, b) znalazły się dokumenty, c) jakie dokumenty?, d) dział do spraw nie zapoznał się z treścią dokumentów.
e jak eeeeeee....) żadne dokumenty nie były potrzebne.
Półprodukty wbrew fizyce i logice dotarły w trybie na przedwczoraj. (Dowód, Albercie, że są moce szybsze od światła.)
By tego dokonać, nie przesadzam ni trochę, przeszłam na drugą stronę wstęgi Möbiusa i wróciłam. Kilkadziesiąt razy.
Raz lub dwa wyszłam również z siebie.
Jeśli dzięki temu jestem superbohaterem, takim dla przykładu Batmanem, to mój Robin poleciał za półproduktami.
Nim doleciał, nim wysiadł z taksówki, nim wbiegł po schodach fabryki w Rosenthalu-Wuppertalu, część półproduktów chytrze pochowano po szafkach, a część zsypano w jedną butelkę, zalano wodą i wstrząśnięto.
Wbrew temu, co dość głośno czerwonym drukiem, czcionką siedemdziesiąt dwa na pudełkach, protokołach i butelkach. W trzech językach, w tym w urzędowym.
I się wuppertoliło.
...
Mikroustroje przekąsiły i puściły pawia.
Ktoś nawet w tym Rosenthalu powiedział, że to wina Batmana, bić Batmana!, bo karma winna żywić, nawet jeśli połowa jej składników jest w szafkach, a drugą połowę trzeba zmywać ze ścian.
Batman by zabił, Robin jest uprzejmy i gładki jak czopek, więc w cichości serca rozważał i jedynie potakiwał.
...
Lecę po prowiant, czapkę i sanki.
Coś trzeba przez wieczność robić w tym Möbiusie.
(…)
Postanowiłam Dynię przedstawić Melpomenie.
Szybko mi przeszło.
Bilet na przedstawienie, na TE sznycle z gałganków, jak rzadko sie obrażam, tak tu i teraz, i owszem...
… dwadzieścia pięć funtów!
Od osoby?
Czy wam się producenci tej prosięcej farsy jakiś bezpiecznik w rozumie przepalił?
To już nie wystarcza, że Peppa mnie osacza, jest wszędzie, wypada na mnie nawet z lodówki (w homogenizowanej postaci sera fromaż). Że z domowego budżetu utrzymuję te sznycle, ich kuzynów i najdalszych krewnych w kredkach, nalepkach, serach, czapkach, kaloszach i cotygodniowych magazynach.
Dwadzieścia pięć?!
Pomyślałbyś, Makbet, a nie stado podrygujących do taktu prosiąt z kijami w zadach.
… plus podróż do stolicy.
Budżet last-minute na Majorce.
Mowy nie ma.
Nie darmo mówią, że młodzież z terenów wiejskich ma daleko do kultury.
©kaczka