[345]

[23 Mar 2017]

(...)
Zachodzi podejrzenie, że Ryszard z Naprzeciwka jest objęty programem ochrony świadków. Po pierwsze, w celu kamuflażu Ryszard kilka razy dziennie zmienia kolor slipów. Po drugie, w bocznej furtce, którą wykonano z tej samej materii co i ekrany, Ryszard zastosował technikę, która pozwala mu uniknąć rozpoznania. Wygląda to tak, że cały ogródek Ryszarda opleciony jest aktualnie taśmą z palonych opon i lewitujących głazów, a furtka pozostała przezroczysta. Z wyjątkiem jednego, jedynego fragmentu na poziomie metr sześćdziesiąt (plus minus dziesięć centymetrów), który Ryszard zasłonił taśmą będąc zapewne przekonanym, że listonosza, jako i płatnych morderców, rozpozna po butach.  Płatni mordercy nie będą mieć łatwego zadania, bo jak zidentyfikować Ryszarda, gdy ten występuje z paskiem zasłaniającym mu oczy, a do tego przejawia wyjątkową niekonsekwencję względem koloru gaci?
Tymczasem nadal suszymy Roqueforta.
Nie pytacie, ale i tak wam opowiem.
Pierwsza ekipa postawiła suszarkę przed ścianą, włączyła ją i poszła.
Kolejna ekipa, która pojawiła się po dwóch tygodniach, naukowo potwierdziła, że ściana nie wyschła, a u Sycylijczyków to nawet jeszcze nie zaczęła schnąć, bo wstawiono im zepsutą suszarkę.
Następna ekipa pojawiła się po tygodniu, naukowo potwierdziła, że ściana nie wyschła, bo rzecz jasna, dmuchanie z z jednej strony i z odległości w Roqueforta  mogło mu najwyżej podkręcić loki w grzybni na 'mokrą włoszkę', ale raczej na pewno nie przymusić do opuszczenia lokalu.
(O czym, zresztą mówiłam od początku, ale jako świadka mam najwyraźniej jedynie Roqueforta i Hauptcioteczkę.
Roquefort odmówił zeznań. Z Hauptcioteczką stosunki nam się dość znacząco ochłodziły, gdy nie skorzystałam z porady, aby przestać narzekać i tego grzyba sobie p o  p r o s t u wywietrzyć. )
Ta następna ekipa wpuściła suszarki w ścianę, kafelkom za tysiąc dojczmarek przyłożyła jakąś płytę grzejną podpartą moim kijem od szczotki i całość obudowała foliowym namiotem przyklejonym do ściany taśmą klejącą. Wychodząc trzasnęli drzwiami i konstrukcja natychmiast się zawaliła.
Od tej pory wzywaliśmy ich jeszcze trzy razy.
Każda następna ekipa wnosiła do tego projektu Biosfery 3 jakiś element racjonalizatorski. A to więcej kijów od szczotki, a to więcej taśmy klejącej, a to dwa gwoździe wbite w bazaltową ścianę. W końcu wczoraj Norweski przyniósł z pracy standardowy zszywacz biurowy i jemu jedynemu udało się jak na razie trwale zszyć namiot ze ścianą. (A Biskwitowi rozsypać opakowanie tysiąca zszywek.)
Niedawno odwiedziliśmy znajomych.
Znajomi są bezdzietni, mają dom pełen doniczek na chybotliwych stojakach, kolekcjonują porcelanę, a na białych kanapach od razu widac czekoladowe odciski palców.
Dyni i Biskwitowi bardzo się podobało.
Dom ma dwa lata i postawiono go w dzielnicy, gdzie wszystkie domy z urzędu mają być białe i udawać lokalne Santorini.
Ryszard długo by tam nie pomieszkał, bo nawet wymiary tarasowych desek są ściśle, co do centymetra, regulowane, buda dla psa wymaga uzyskania pisemnego pozwolenia, a właścicieli domów regularnie nachodzą komisje i kontrole.
- Nic to – myślę, jedną ręką ratując chińską porcelanę, drugą, uzbrojoną w szmatkę, obsesyjnie przecierając własne dzieci. – Urząd-srurząd! Kredyt-sredyt! To po porstu cena wolności od grzyba i Wynajmcowej!
Była to myśl zbyt pospieszna, bo najpierw okazało się, że ten szum, który dochodził z piętra domu to nie Morze Egejskie, ale pięć osuszaczy powietrza porozstawianych po piętrach. Architekt nie uwzględnił w projekcie domu za pierdylion ojro ani izolacji, ani wentylacji. Kanalizacja działa, ale  już ta u sąsiadów za ścianą jest dość narowista i co jakiś czas emituje przyciężki wyziew z dna kloaki.
Ale to jeszcze nic.
Pewnej wrześniowej soboty znajomi zasiedli do późnego śniadania z widokiem na swój ogródek. Koktajl z jarmużu i imbiru, bio-rzodkiewki, chrupiące bułki, eko-margaryna, poranna gazeta, świeżo parzona kawa w pięknej porcelanie. Sielanka. Nagle do ich ogródka wskakuje przez niski żywopłot dwóch mężczyzn, jeden z łopatą, drugi z drzewem pod pachą. Ten z łopatą odmierza pięć kroków od furtki, dwa kroki na lewo, przesuwa ogrodowy stolik i zaczyna kopać dół.
Znajomi w szlafrokach wypadają na zewnątrz domagając się wyjaśnień.
Okazało się, że w pierwotnych planach architekt w każdym ogródku namalował drzewo. Pięć kroków od furtki, dwa kroki na lewo.
Po dwóch latach skrupulatny urzędnik z Działu Planowania Przestrzennego dzielnicy Das Santorini zauważył brak drzewostanu i nakazał deweloperowi nasadzać po dobroci. Motywując do działania obietnicą kar finansowych za opieszałość.
Stąd też i obecność w ogródku dwóch panów z łopatą i drzewem.
- Biorą państwo jabłonkę?
- A co jest do wyboru?
- Właściwie to już tylko jabłonki.

Nie wiem, co najbardziej przygięło mnie do ziemi? Insynuacje Wynajemcowej, że sama zasadziłam grzyba, żeby doprowadzić ją do ruiny? Jej żądanie, aby wszystkie okna w domu były przez okrągły rok non-stop  otwarte? Hauptcioteczka z hipotezą, że Roquefort ciągnie ku światłom wielkiego miasta i jak mu poświecę to sam wyjdzie? Niczym nie otulony dom za pierdylion ojro? Folia, która czterokrotnie zaatakowała mnie rzucając się na mnie ze ściany? Bezskuteczne próby przemawiania do rozsądku kolejnym przedstawicielem firmy ‘Giń grzyb!’? Wizja, że można przekąszać bio-rzodkiewką i zapijać jarmużem, a i tak obcy wlezie i posadzi ci w ogródku baobab? Nieustanny szum silników boeinga, który towarzyszy nam od miesiąca? Fakt, że tydzień po generalnym remoncie dachu w placówce świętego Adelozjusza z Bambergu  w Szwabskich Kluseczkach już stoją trzy wiadra zbierające deszczówkę? A może to, że w przedszkolu za rogiem wiosenna mżawka zalała właśnie dwie sale lekcyjne (‘Giń grzyb!’, wiem od sąsiadki, zdeponował tam wczoraj kolejne cztery silniki od boeinga. Zaczynam coraz chętniej wierzyć, że grzyb to spisek producentów energii elekrtrycznej i ‘Giń grzyba!’.) Poziomu serotoniny nie podniosły też dwie tabliczki belgijskiej czekolady zjedzone na raz, butelka martini (uprzedzając insynuacje: rozłożona w czasie), sznycel z frytkami , ani ser pleśniowy, który dźgany widelcem w tym wypadku posłużył również jako wielofunkcyjna laleczka voodoo.
Dorzućmy do tego głód na świecie, wojny, terroryzm, grzyby (!) atomowe, moralny rozkład ludzkości, płot Ryszarda i mojżeszowy koszyczek pełen moich ślicznych dzieci płynący tym oceanem niegodziwości i już mamy prawie pełen obraz udręki.
Czując, że golf życia ciśnie mnie w szyję, poszłam po prozac do Rodzinnej.
- No, nieeeeeeee... - powiedziała Rodzinna. - Kasa chorych mi nie zwróci za prozac. Po prozac trzeba do specjalisty! Ale mam tu korzystne, refundowane alternatywy!
Lista korzystnych alternatyw refundowanych przez kasę chorych obejmuje oczyszczanie aury, przeczyszczanie czakr, akupunkturę, terapię buddyjskimi gongami i usg serca (to ostatnie za dopłatą stu czterdziestu pięciu ojro).
To ja już chyba lepiej pójdę poprzytulać się do drzew w parku.

(...)
Właśnie zmierzałyśmy, by odebrać Dynię z zajęć pozalekcyjnych, gdy Biskwit przypomniał sobie, że natychmiast musi skorzystać z toalety.
Najbliższa była na piątym piętrze domu towarowego.
Wbiłyśmy się do windy, rzutem na taśmę wskoczyła do niej jeszcze para z niemowlęciem przytwierdzonym taśmami do ojcowskiej piersi.
Biskwit postanowił oszołomić nas swoją elokwencją i beznamiętnym głosem zapodał erratę do podręcznika nefrologii klinicznej. Szło to mniej więcej tak: Psy sikają. Koty sikają. Wiewiórki sikają. Gąsiennice sikają. Jednorożce sikają. Tęcze sikają. Biskwity sikają. Mama sika. Papa sika. Dynia sika. Naszpani sika. Gołąb sika. Marchewka sika. Duchy sikają. Świat sika. Gwiazdy sikają... – wyliczał Biskwit na głos, aż w okolicach trzeciego piętra matka niemowlęcia się złamała i powiedziała, że czuje, że musi do toalety.
Ojciec z potomkiem wysiedli na czwartym i zostałyśmy we trzy w windzie pędzącej ku piątemu.
... windy sikają. Ryby sikają. Jogurt sika. Wszystko sika. – Biskwit postanowił sobie nie przerywać.
- To mój pierwszy raz, gdy jestem sama od chwili urodzenia syna!  Pierwszy raz od czterech miesięcy. – wypaliła matka najwyraźniej znokautowana tym niespodziewanym zefirem wolności. – Co ja mam robić?!
SIKAĆ! –  Biskwit uprzedził mnie nim zdążyłam przedstawić własne alternatywy.
(Ja stawiałam na ‘uciekać’ ze wskazaniem, że w toalecie na piątym nie ma okienek, żeby przez nie się przecisnąć, więc najlepiej to przez dach, ale po tych kilku minutach w windzie może sama wyciągnęła odpowiednie wnioski?)

©kaczka
44 comments on "[345]"
  1. Przeczytałam (zamiast się szykować do zajęć). Lecę do toalety.

    ReplyDelete
  2. Kaczko droga, u nas na regionie to samo - chocby dom za zyliard ojro, grzyb i tak wlazi. W nowych eleganckich blokach, gdzie dwupokojowe mieszkanie za pól miliona ojro (nie zartuje) tez grzyb wlazi. To chyba naprawde jakis spisek, tylko dodalabym jeszcze branze budowlana, pewnie dostaja w lape od energetyki i GinGrzyba, zeby produkowac lipne materialy.

    U nas odkad wygoniono Roqueforta (tez za pomaca mega-suszarki) musimy co dwa lata czyscic zachodnia sciane w lazience i dwóch pokojach "anty-grzybem" i malowac ta smierdzaca farba z chlorem. O, to jeszcze producenci srodków anty-grzyb sie ciesza pewnie z takiej koniunktury.
    Sami wygrani, tylko my, male szare robaczki, jak zwykle za to placimy.
    Ehh...

    Ale ze Ryszard taki sprytny i przebiegly jest, no no! :D

    ReplyDelete
  3. Utwierdzacie mnie w przekonaniu, żeby pod żadnym pretekstem w 40-letnim bloku, ocieplonym czymś styropianopodobnym, w mieszkaniu szczytowym, lecz jak dotąd BEZ serów pleśniowych (których w żadnej postaci nie lubię), nigdy nie zakładać plastikowych okien. Raczej opatulać zimą po babcinemu stare, drewniane i jednak nieszczelne.
    Naród mi tu mawia, że jak? stare okna? weź się opamiętaj! a ja się dotąd raczej bałam kataklizmu w momencie wymiany. Niemniej starzy a mądrzejsi prawią o przekleństwie nowczesnych okien. Może mają rację. Pewnie takie są w kawaterach za zylion ojro.

    A koszyczek pełen Twoich ślicznych dzieci, pełen, wzbudził znienacka moją czujność.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Plastikowe okna to zuo! Wiem na pewno, sprawdzone.

      Delete
    2. Wietrzenie, wietrzenie, wietrzenie.
      Nie okna i inne " powody ".
      Kaczko, nie obrazaj sie na Wynajemcowa i Hauptcioteczke.
      Nauczysz sie wietrzyc, nie bedziesz miec grzyba.

      Delete
    3. Zeby to takie latwe bylo. Ale nie jest. Ja z prawidlowej cyrkulacji powietrza w mieszkaniu juz seminaria moge organizowac - a grzyb co dwa lata jak przychodzil, tak przychodzi. I nie puka nawet, laduje sie bez zapraszania, i zawsze na ta sama, zachodnia sciane, która jest wiecznie smagana wichrem i deszczem.

      Delete
    4. Po kolei.
      Diable, powiadam, najbardziej to chyba jestem wstrzasnieta faktem, ze spoleczenstwo kupuje wersje, ze to jest zloty standard budownictwa i ze juz lepiej po prostu nie mozna.
      Hania, Jarecka, stawiam na jakosc tych okien i sposob ich montazu. Pojawianie sie grzyba to jednak kompleksowa sprawa. W Szwecji mielismy plastikowe okna, ba potrojne okna, ale wentylacja w budynku dzialala bez zarzutu i nigdy zaden grzyb (oprocz przepysznych szwedzkich kurek ze sklepu) nie przestapil naszego progu. Jedyna troska bylo ... nie pytaj... ewentulane napromieniowanie izotopem czegos (musialabym sprawdzic w notatkach sprzed lat), ktore spoldzielnia obsesyjnie sprawdzala :P
      Anonimie, to ironia, prawda? Acz na wypadek, gdyby sprawa byla niejasna, tlumacze: Roquefort pojawil sie, bo wewnatrz sciany pekla rura z ciepla woda. Sciana oddziela wychodek od sypialni. Wynajemcowa nie pozwolila skuc w wychodku swoich kafelek za tysiac dojczmarek, wiec pod nimi Roquefort rosnie dalej. Dmuchanie w sciane sypialni z odleglosci dwudziestu centymetrow tez nie sprawdzilo sie w osuszaniu grzyba. Rzucam wiec odwazna hipoteze, ze przeciagiem nie pozbede sie Roqueforta, a najwyzej rozdmucham po calym domu grzybowe spory. No, chyba, ze bedzie to przeciag wywolany przez tornado?

      Delete
  4. "Golf życia ciśnie mnie w szyję.." - piękne! Ale gdy my tu śmichy-chichy, a Kaczka mówi o prozacu, to mi się przypomina powiedzonko jednej koleżanki: tu nie ma nic do śmiacia. Kaczce życzę szybkiego odgrzybienia, albo - pokochania grzyba. Biorąc pod uwagę Ryszarda i grzyba, to może czas zajrzeć na stronę www.wohnungohnepilzsuchen? Uściski!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Magdaleno! Rzeklabym, ze dotarlam wlasnie do sciany (sic!) i wale w nia czerepem.
      Odgrzybienie raczej sie nie uda, ale gdyby tak przeprowadzka? Z grzybem na powierzchni jeszcze dam sobie jakos rade (nie wierze, ze to pisze!), ale zeby juz nic nie pekalo w scianach :)

      Delete
  5. Kaczko, pamietaj, że jak przytulać się do drzew to tylko w dziewiczym, pierwotnym lesie, bo inaczej to drzewa mogą być nieszczęśliwe i podosić ciśnienie!
    Kiedyś na grzyby stosowano wodę miedzianą. Może w ścianę z Roguefortem powbijać miedziane gwoździki? Może zadziałają jak osikowe kołki na wampiry?
    Życzę rychłego poluzowania golfika.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje!
      Cholera, w te sciany trudno wbic cokolwiek, a ile wysilku by wiertarka udarowa cos odlupac :P

      Ale jesli chodzi o dziewiczy, pierwotny las to mieszkamy w Odenwaldzie https://pl.wikipedia.org/wiki/Odenwald musi byc cos do przytulania :P

      Delete
    2. No to jestem spokojna, że znajdziesz szczęśliwe drzewo do przytulania :) Przytul też ode mnie bo tu coraz trudniej o ostańców Puszczy Mazowieckiej. I jeszcze pod oknami mają nam dłubać w rurach rozpiżdżając uroczy ogródek sąsiadki i prawdopodobnie niszcząc ostatnie dwa drzewa w okolicy :(

      A może na Roqueforcie zrobić graffiti z mchu? Mech się będzie posilał wilgocią z murów i filtrował grzybowe zarodniki?

      A jakby tak wynajemcowe kafelki w wychodku "same" zaczęły odpadać? No przecież tynk osłabiony wilgocią...

      Delete
    3. Kurcze, z jednej strony wlasnie tak - chwycilabym za narzedzie i zaczela tym kafelkom pomagac, z drugiej - kurde balans, to ja mam ratowac czyjs dom wbrew woli jego wlascicieli? Jestem rozdarta jak cyprys Ryszardow.

      Delete
  6. "Mojżeszowy koszyczek pełen moich ślicznych dzieci płynący tym oceanem niegodziwości" <3

    ReplyDelete
  7. Replies
    1. Znaki Znaki! Dostałam od Niemieckich Kolei 10 ojro zniżki na podróż do końca kwietnia. Wykorzystajmy!

      Delete
    2. Za posrednictwem sloika nutelli? Niedawno byla taka promocja :)
      Ale kiedy, kiedy, jak ty urobiona w muzeach, a potem ruszasz na Wschod?!

      Delete
  8. Czy suszarko-dmuchawki działają tak sprawnie, że możecie puszczać latawce w domu? ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, latawce z tej folii, ktora opada :P


      Delete
  9. Biskiwt jest słodka do bólu.
    Kochana Kaczko, a moze karate albo inny boks zamiast tego prozaku. Nie znam się, ale cokolwiek bez dzieci i bez rozmów na tematy z listy.
    Dziś omal nie poplakalam sie ze złości słuchając wiadomości i przypomniało mi się, że po urodzeniu dziecka przez 2lataodcielam sie od wiadomosci z kraju i ze swiata. Tylko korpo-dom. Ale to tez okropne.
    Tulę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje!
      No wlasnie, odciac sie zle, chlonac - tez nie najlepiej. A reglamentowac? Podlug jakich kryteriow?
      No, przelalo sie w kaczce, ale moze to i dobrze? Czlowiek sie zatrzyma, przyjrzy sobie, jakies filtry zalozy, decyzje podejmie. Tylko na oparach endorfin trudno zabierac sie za takie sprawy, wiec te endorfiny trzeba na cito.

      Delete
    2. Juz wiem gdzie widziałam ostatnio endrofiny! Na jeszcze lysym trawniku ale za to z krokusami. Na mnie chwilowo działa:-) Dokupiłam bratki by wzmoc efekt. Nie zagluszą pawiopędnych wiadomosci. No ale zawsze cos. Pozdr cieplo

      Delete
    3. Pase wzrok stokrotkami! I magnoliami! Troche pomaga.

      Delete
  10. Kaczko, Kaczko nawet nie wiesz jakeś mnie uradowała ))))a więc moja dwustuletnia chałupa z XIX wieku, nomen omen pobudowana przez prapradziadków
    rzeczonego Niemca-architekta, to nie jakiś wybryk natury, kula u nogi, powód do skoku na nieuwiązanym bandzi tylko jakby norma a nawet nieco powyżej normy.
    Izolacja to jest to słowo, które spędza mi sen z powiek. od czasu pewnego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale jakze to! To oni tak od ZAWSZE?

      Delete
  11. Ale, że Roquefort zagnieździł się u Sycylijczyków? Nie boi się wendetty?
    I jeszcze mnie nurtuje takie pytanie. Jak oni tak dokładnie zasłonili folią te suszarki i Roqueforta to gdzie ma się podziać ta wilgoć co z niego wyparuje? To jakiś obieg zamknięty.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak, grawitacja. Woda ciekla przez trzy tygodnie, choc pewnie wyciekala juz wczesniej, to i do Sycylijczykow dotarla.
      A oni sa tak przy tym tak rozkosznie stereotypowo wloscy, jesli chodzi o rozwiazywanie problemow... zlorzecza na Wynajemcowa, odsadzaja ja od czci i wiary, krzycza, ze przestana placic, rwa sobie wlosy z glowy, opowiadaja o planach zagrzybienia calego mieszkania na zlosc(!), a potem na widok Wynajemcowej juz im wszystko pasuje, nawet ten grzyb okazuje sie idealnie pod kolor tapety :PPPP

      Delete
    2. To jacyś podrabiani Sycylijczycy.

      Delete
    3. Chyba tacy kontynentalnie uwloszczeni :-)

      Delete
  12. No jak to kiedy? W kwietniu. Masz weekend wolny? Ide nadawac szczegoly na priv :*

    ReplyDelete
  13. Gupi grzyb. Wiem, bo mieszkam na wyspie. Ale przyznam, że myślałam, że to wybitnie tutejszy problem, a okazuje się, że nie.

    Kaczko, a skąd Ty masz taki wgląd w slipy Ryszarda?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo je widze! Te slipy! Ryszard ma schodek do ogrodka i gdy wychodzi na fajke to nawet plot nie zaslania Ryszarda i jego figury post-adonisa!

      Na Wyspie bylo o tyle latwiej, ze w nowoczesnym budownictwie zagrzybiona sciane z kartonu zastepowalo sie nowym kawalkiem kartonu i czekalo na dalszy rozwoj wydarzen :)

      Delete
    2. O, Ryszardowie maja tez balkon. Wlasnie wyszedl nan Ryszard O-Nagim-Torsie!

      Delete
    3. Kaczko, a moze Ryszard chce sie po prostu wpisac w najnowsze trendy https://www.pantone.com/fashion-color-report-spring-2017 Czy mozesz zaczac notowac? :)

      Delete
  14. Wiesz, jak długo nie dajesz znaków życia, a wiemy że żyjesz w obliczu realnych zagrożeń:

    a)Roquefort

    b) Wynajemcowa i nieosiągalne między gwiezdne rejony logiki

    c)Haupcioteczka ze skarbczykiem rad i prostych rozwiązań

    d) przednówek i związane z nim osłabienie organizmu

    e) bogate życie wewnętrzne( i zewnętrzne) jasnowłosych aniołków

    f)slipy Ryszarda szarpiące w te i we wte Twoim hormonem oraz libido.

    ...to my się martwimy, napisz więc nową notkę!

    ReplyDelete
  15. Oj tak.
    Pisnij. To ponoc tez pomaga.

    ReplyDelete
  16. Piskam! Piskam! kaczka zyje, ale na podworzu dwadziescia dwa stopnie. Dwadziescia dwa! Dynia to juz dawno chodzi samopas, ale Biskwita dla dobra ludzkosci to jednak trzeba pilnowac, gdy tak pod prad autostrada na Berlin pocinac chce na hulajnodze.
    Jutro ochlodzenie, znaczy juz dzis chyba, wiec siade i streszcze :*

    ReplyDelete
  17. hmm, ciekawa godzina wstawienia komentarza - March 30, 2017 at 12:41 AM

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cyfry ustawiaja sie w ciag Fibonacciego? Cos przegapilam? :P

      Delete
  18. Bez sumienia jesteśmy, że tak ciśniemy. Ale taka rola wiernych czytelnikow/ czek. Pozdr.A

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem, jestem. Juz sie ogarniam! :*

      Delete