[141]

[8 Feb 2015]

(...)
Stanęło zatem na Frydolinie.
Po pierwsze, bom umęczona już tym szukaniem, po drugie, bo Dynia wyraziła aprobatę, po trzecie, bo nie cuchnęło w toaletach.
Frydolin zapewnia w pakiecie: wszy, gronkowce i sraczkę.
W każdej z grup coś innego, jak wywnioskowałam skanując pobieżnie tablice ogłoszeń przed wejściem do sal. Obiecująca to różnorodność!
Frydolin nie gotuje. Znów zatem przyjdzie mi posyłać dziecko do placówki z własną spyżą i czekać nań z zupą i drugim w domu.
Frydolin jest niemiłosiernie stereotypowy. Upupiające sedesiki w rozmiarze XXS, umywalki na wysokości pół metra od podłogi, prace plastyczne na temat bieżącej pory roku, stoliki zdobione ceratą, sala gimnastyczna o aromacie spoconych skarpetek, rozstrojone nerwowo pianino, kilka ton krepiny przerobionej na karnawałowe dekoracje i sztuka 3D spożytkowująca niezgodnie z przeznaczeniem durszlaki ze sklepu ‘Wszystko za jeden ojro’.
Frydolin roztacza opiekę nad młodzieżą rano i popołudniu czyniąc sobie w środku dnia dwugodzinną sjestę, co pewnie zaniepokoiłoby mnie, gdybym była pracującą matką, ale ponieważ nie jestem to wynajduję sobie inne przyczyny niepokojów.
Frydolin ma teoretycznie wolne miejsca w grupie dla niemowląt. Jednak, gdy wypełniałam kwit próbując wkręcić Biskwita w grupę ‘Szwabskich kluseczek’, czułam wibracje potępienia emitowane przez Wicederekcję i silną presję, by tak bezceremonialnie nie wyrzucać Biskwita z gniazda. Cóż tam, że Biskwit już dawno sam z niego wylazł uprzednio je zdemolowawszy!
Święty Frydolinie, patronie bydła i optyków, odejmij mi dioptrii, albo upaprz czymś szkła binokli.
Żeby nie denerwowały mnie szczegóły.

(...)
Gdybym tak mogła potwierdzić, że opinie o nieznajomości języka tubylców to wyłącznie moja fałszywa skromność!
Niestety.
Fakty nie pozostawiają złudzeń.
Weggefahrt’ to dla mnie ‘gazy jelitowe po spożyciu nadmiernej ilości produktów wegetariańskich’, a gdy widzę ‘halb elf’ zastanawiam się, kto, do diaska!, pokroił elfa! (Bracia Grimm?)
Kluczem do medialnego sukcesu w budowaniu wizerunku filologa niemieckiego jest wybranie odpowiedniej grupy kontrolnej, względem której mierzy się postęp. Przy moich 'Kwiatach Orientu' i niemowa ma szanse okazać się niemilknącym oratorem.
Poza tym nieodmiennie zaskakujące, jak wiele można wyrazić przy pomocy dwudziestu słów, w tym trzech bezokoliczników!

©kaczka
29 comments on "[141]"
  1. Rozgryzłam Cię Kaczko! Ty publikujesz w nocy w sobotę a ja akurat wtedy czytam i akurat mogę pierwsza poględzić.
    Primo: co to znaczy przerwa w ciągu dnia? Że co, masz sobie zabrac do domu na obiad?Tak w tę i nazad?
    Secundo: to ja, to ja emitowałam potępienie jak Wicederekcja, gdym była młodą przedszkolanką!
    Teraz już nie emituję tylko udaję że nie widzę jak mi sie Piątek niepostrzeżenie wkręca w grupę zerówkowiczów lub jakąkolwiek inną, która akurat zjada obiad.
    Plwaj na emisje Wicederekcji, niech se tam emituje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak wlasnie. Zabrac do domu, nakarmic i przyprowadzic. Tudziez przyprowadzic w takiej konfiguracji, zeby nie przekroczyc maksymalnej dawki szesciu i pol godziny. Na siedem grup tylko jedna otacza opieka dziatki do siedemnastej.
      Na Wice plwam. Biskwit juz dawno stoi pod drabina relacji spolecznych. I nia trzesie :-)

      Delete
  2. Ej no, sztuka z durszlakow nie jest stereotypowa. Fajny pomysl:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jest, ale ta byla zbyt idealna jak na dwadziescioropiecioro czterolatkow pilnowanych przez poltorej pani. :-)

      Delete
  3. Przyznaję, że moje największe zainteresowanie również wzbudziła ta przynajmniej na naszej dzikiej Północy niekonwencjonalna przerwa w ciągu dnia...

    Oznacza to: zabierz dziecię, nakarm i oddaj najedzone nam?
    A co z takimi Biskwitami? Zabierz, nakarm, wyśpij i oddaj?
    ???

    arbuz

    PS. I teraz się wymądrzę ;-P Nie ma 'weggefahrt' jest 'weggefahren' :-PP Konotacje natomiast są bezkonkurencyjne. Szczególnie te wegge ;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tak oto dodalam sobie wiarygodnosci! :-)
      A przerwa jest, choc jesli przyprowadze dziecine o siodmej to wyrobimy sie przed przerwa :-)
      Biskwity z definicji przechowywane sa do obiadu, a potem wypad do domu. Zderzam sie z twarda sciana tutejszych wierzen i przesadow :-)
      A co na Polnocy mowi sie o zdjeciach tradycyjnie wklejanych w zyciorysy? Bo ja tu mialam interesujaca pogawedke z HR pewnej amerykanskiej firmy. Mozna by ja strescic: nie mozemy oficjalnie wymagac zdjecia, bo to wbrew prawu, ale dzialamy w Niemczech i bez zdjecia w CV odrzucimy aplikacje :-)

      Delete
    2. Gdy niemiecka znajoma po wpakowaniu dziecięcia do przedszkola zaczęła szukać pracy, poszukiwania rozpoczęła od wizyty u fryzjera, celem wizyty u fotografa, celem zdjęcia do CV :-) Takie znaczenie ma to tu ;-))

      Nie wiem, czy zdjęcie musi być, ale chyba nikt mi znany nie zaryzykował CV bez ;-) Moje jest nieaktualizowane od 6 lat, powinno odstraszać niż cieszyć, ale moja naiwna dyrekcja postanowiła dać mi pomimo i wbrew jednak szansę ;-))

      arbuz

      Delete
  4. Uspokojona się czuję w takim razie, skorom się myliła w swych podejrzeniach. Ja to bym była na tym kursie jako ten orientalny kwiat, niestety ;)
    A skoro jednak stanęło na Frydolinie, to może rób już Kaczko zapasy tych jajek z niespodzianką ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam w zamrazarce spory zapas :-) Trzymam w tych wydmuszkach pietruszke.
      Zapewniam cie, ze kilka lekcji zdominowanych przez monolog zewnetrzny kaczki i by ratowac sie przed szalenstwem probowalabys odebrac mi glos. Sposoby moga byc co prawda rozne, jedni beda probowali przekrzyczec, inni zabic spinaczem albo flamastrem.

      Delete
  5. grupa "Szwabskich kluseczek" :))))
    a przerwa poludniowa tez mnie ciekawi... jak oni sobie to wyobrazaja?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przedszkolne nazwy grup - taki wyciagam wniosek - sa troche nacjonalistyczne :-)
      Oni sobie nie wyobrazaja. Oni mowia, zabierz dziecko na obiad i wroc po poludniu. Na szczescie to nieomal za rogiem. Moze dam Dyni klucze? :-)

      Delete
  6. Dwugodzinną sjestę odebrałam jako leżakowanie, ale wzmianka o zaniepokojonych matkach pracujących trochę mnie zbiła z pantałyku.
    W naszej placówce pod wezwaniem Misia Uszatka aktualnie króluje ospa wespół ze szkarlatyną. O notorycznych nieżytach i zapaleniach dróg nie wspomnę. Istny karnawał.
    Osłaniamy się wyciągiem z japońskich korzeni i cieszymy się z każdego dnia bez niepokojacych objawów:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kilogram miodu i dwa kilogramy cytryn w zalewie herbaty Hetmanskiej magister Stefanii Korzawskiej i juz wracamy do zywych :-) Syrop wykrztusny tez wydawano. Tu mam pewien zal do producenta - jedno dziecko wyrzygalo mi syrop na buty. Drugie urzadzilo karczemna awanture, ze nie pozwalam oproznic butelki z gwinta i na raz. Wolalabym, aby syrop nie wywolywal az tak skrajnych emocji :-)

      Delete
  7. Kocham Cie Kaczko!

    Przerwa na sjeste to rozumiem jak w Bawarii - Mittagpause - cala Bawaria sie zamyka, lacznie z kawiarnia, w ktorej potencjalnie ten obiad moznaby zjesc. Ale wlasciciel kawiarni tez czlowiek i przerwy potrzebuje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, jak ja nienawidziłam tych Mittagspausów...a teraz tęsknię!

      Delete
    2. Da się za tym tęsknić??

      Delete
    3. Czlowiek teskni za najdziwniejszymi rzeczami. Lapie sie na tym, ze tesknie za Wyspa :-)))

      Delete
  8. A ja głupia myślałam, że sjesta t ow ciepłych krajach:)
    To ja kwk

    ReplyDelete
    Replies
    1. No Bawaria to Italia Północy ;-P
      Tak przynajmniej chcą wierzyć Bawarczycy ;-)

      arbuz

      PS. Co ciekawe, w Monachium wszystko, co włoskie jest boskie, u nas na głębokiej Północy tylko to, co skandynawskie uchodzi za dopuszczalne :)

      Delete
    2. Buhahah! Arbuzie w samo sedno Bawarskiej duszy!

      Delete
    3. Tak, tak! Od Hannoveru w gore - Pippi Langstrumpf i Bullerbyn. W dol - Heidi i Pinokio :-)

      Delete
  9. yyy... co w obecnym przedszkolu jest gorsze od wszy gronkowców i sraczki naraz, że je zmieniacie? :O

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czesne? :-)
      A poza tym, czas zeby Dynia zabrala sie za niemiecki. Taki byl plan, zeby przeniesc ja do niemieckiej placowki na rok przed rozpoczeciem szkoly. Do tego w obecnym przedszkolu trafilaby we wrzesniu do grupy, w ktorej wychowawca mowi po angielsku z upiornie niemieckim akcentem, a pomaga mu pani z upiornie rosyjskim akcentem. Nie ma sensu.

      Delete
  10. Kaczko, uwielbiam...po prostu, uwielbiam!

    ReplyDelete
  11. Kolejny odcinek - Biskwit i Szwabskie kluseczki, no czekam z niecierpliwością ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trenuj cierpliwosc! Kluseczki, jesli wygramy casting, od wrzesnia :-)

      Delete
  12. Jako matka (od czterech dni) przedszkolaczki gratuluję wyboru! U nas króluje glut do pasa, moja dziś dołączyła do tego grona! A co do nazwy to u nas padło na "Żwirka" i nadal się zastanawiam czy to od Żwirka, który kręcił z Muchomorkiem czy od żwirku dla kota? Wyboru niestety nie mieliśmy, bo to jedyna placówka w promieniu paru kilometrów, która przyjmuje dzieci o specyficznym wchłanianiu (; niestety trafił nam się egzemplarz naprawdę alergiczny (na wyposażeniu domu posiadamy wszelkiej maści sterydy i adrenalinę).
    Czekam na wieści z placu boju!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspolczujemy specyficznego wchlaniania, gratulujemy debiutu i trzymamy kciuki! Glut nieunikniony! Nadaje kolorytu szczeniecym latom!
      I powiadam, czasem lepiej miec ograniczony wybor :-) To zdejmuje troche ciezaru odpowiedzialnosci z watlych barkow :-)

      Delete