[113]

[29 Sep 2014]

(...)
Jeszcze przed chwilą był.
Tu, tu siedział. Dobrze wiem, bo zaznaczyłam krzyżykiem ku pamięci na posadzce. Siedział  łupiąc sobie niewinnie o podłogę chińskimi zabawkami światło-dźwięk, ku którym ma nienaturalną skłonność.
(DJ Fisher Price, łup łup, miks przedszkolnych przebojów w trybie slow motion [1].)
Był, a teraz znikł.
Jest tu, tam, obok, pod, nad, za oraz w.
Jest wszędzie.
A przecież wydawało się, że będzie pierwszym niemowlęciem, które zamiast raczkować opanuje sztukę latania.
(Gdy nie łupał fiszerszajsem, to łopotał rękami tak, jakby chciał odfrunąć.)
A przecież jeszcze przedwczoraj stawał na czterech łapach i się wyłącznie gibał nie mogąc oderwać od podłogi dłoni i stóp. Tak jakby wpadł w nieckę z cementem. Wszyscyśmy tu sobie razem z Mme Grawitacją okrutnie zeń drwili, że Cha cha cha, hi hi hi! Patrz, na Biskwita! Jak on się gibie! Nic tylko boki zrywać!
A wczoraj poderwał szkitki i resztę wypustek i tyleśmy go widzieli.
Jest wszędzie.
Przemyka za naszymi plecami rzucając na ściany gigantyczny cień.
Plask, plask.
Plaskające źródło katastrof budowlanych i  geniusz zniszczenia.
(Dynia ustanowiła się korespondentem z placu zgrozy. 'LOOK WHAT SHE IS DOING! AGAIN!' rozlega się z częstotliwością zegarynki. Gdybyśmy mieli ogród, powiedziałabym, że oto nadszedł czas, by zakopywać kryształy, porcelanę, a księgozbiór wyeksportować do Ameryki Południowej.)
A przecież ostrzegali, żeby nie wystawiać na światło,  trzymać zdala od wody i nie karmić po północy.


(...)

[1] Nieustanna walka dobra ze złem. W dzisiejszych czasach, by dostać się do wyczerpanych baterii trzeba specjalistycznym śrubokrętem odkręcić średnio siedem śrub, które bronią pacholęta przed wypiciem elektrolitu lub zadławieniem się piętnastoma bateriami 9V. By skrócić męki wynikające z odtwarzania ‘Yankee Doodle went to town’  po raz osiemdziesiąty szósty, do tego w trybie slow motion, trzeba pamiętać (niewykonalne!), gdzie cztery lata temu odłożyło się specjalistyczny śrubokręt. Wbrew pozorom, kompletne wyczerpanie baterii w zabawce dla cherubów zajmuje kilka miesięcy.  Producenci telefonów komórkowych mogliby tu wyciągnąć wnioski.

©kaczka
27 comments on "[113]"
  1. To prawda! Zabaweczka zakupiona Dwójce z głupia frant w Biedronce gra do dziś.
    A zakup ten miał miejsce siedem lat temu.
    I żaden to był fiszerprajs! Fiszerprajsy uważam za niezniszczalne. Za tysiąc lat odkopie je jakiś Schliemann a one mu zagrają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zagrają i pożałuje swej niewczesnej ciekawości...

      Delete
    2. Dopadnie ich klatwa Fiszerprajsmona!

      Delete
  2. Bardzom ciekawa, jak szybko zacznie gadać. Czy trzymać Cię będzie w niepewności jak Dynia? Czy zarzuci słowem żwawszem znienacka aż w podłogę wgniecie?
    Trwam w oczekiwaniu. Niecierpliwym.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja bym obstawiała, że najdalej za tydzień ;) Metodą relaksacyjną wchłonął już pewnie cały słownik dyńskiego, więc od razu na starcie ma z górki :)

      Delete
    2. Otoz ona juz jakby mowi. Najpierw spiewala, a potem przeszla na melorecytacje. Melorecytuje pod nosem i wyglada to tak, jakby nieustannie komentowala zastana rzeczywistosc i najczesciej miala za zle. Fakt, nikt jej nie rozumie, ale moze to i lepiej :-)

      Delete
  3. Biskwit! Nie ograniczaj sie!

    Mam nadzieje, ze nie odziedziczymy samograjka w spadku....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Samograjek wczoraj przez przypadek spadl ze stolu dwadziescia trzy razy i nadal gra. Przeciez nie pozalujemy wam takiego rozkosznego samograjka... Poza tym jest w czym wybierac!

      Delete
    2. Jak to "Jest w czym wybierac"?!
      Macie tego wiecej?

      Delete
  4. Hehe, znam jedną taką, co jeszcze w wieku 18 miesięcy uważała, że wszelkie namowy na przemieszczanie się na dwóch łapach są idiotyczne, bo drastycznie ograniczą jej prędkość przemieszczania się - z podświetlnej do "w miarę ludzkiej". Ale jaka kobieta oprze się michaszkom złośliwie trzymanym przez starszyznę na wysokości nieosiągalnej bez wstania na dwie łapy...???
    Tak czy owak, dzwoneczek w zapiętku przynajmniej sygnalizował trajektorię lotu - zawsze to coś. Polecam :D
    Iza
    P.S. Więc z tym lataniem to coś jest na rzeczy, tylko technologia odrzutowa zamiast śmigłowej. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzwoneczek!!!
      Genialne. Musza miec takie w dziale dla kotow. Co mi przypomnialo, ze sklep marki Aldi oferuje zabawki interaktywne dla psow, na przyklad taka tablice, w ktorej mozna chowac jedzenie, i bylam wczoraj rozdarta jak sosna, bo Biskwit zachwycony pomyslem i wykonaniem. Ostatecznie nie kupilam, ale wciaz jeszcze sie waham :-)

      Delete
  5. A stópki takie bose, takie bose...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fakt, i czapeczki nie ma...

      Delete
    2. hurra, bezskarpetkowo :) ja też trzymałam z gołymi stópkami, i to wcale nie dlatego, żeby móc nieograniczenie patrzeć na najpiękniejsze stópki na świecie :P (masochistycznie pragnęłam chóru głosów: zimno mu załóż skarpetki! kichnął załóż skarpetki! zimne dłonie załóż skarpetki!) ale teraz podłoga już taaaaka lodowata, brrr :(

      Delete
    3. Ha ha, E.W, wyjęłaś mi to z...spod klawiatury :))

      Delete
    4. Zezarl, zgubil, albo sprzedal. Potomek Bebe odziedziczy po Biskwicie caly worek pojedynczych skarpetek.
      Zapytacie, czemu nie zakladam gaci z trwale przyszytymi skarpetami? Gdyz wtedy zdejmuje gacie. Biskwit lubi miec na oku swoje stopy. :-)

      Delete
  6. Teraz już tylko myk w stronę pokoju Dyni pełnego najpiękniejszych zabawek na świecie:))) oj będzie się działo;)!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest nieprawdopodobne, ze majac do wyboru dwa pudla - jedno pelne zabawek dla niemowlat, drugie - zabawek dla czterolatek, Biskwit wali jak w dym, po najkrotszej trajektorii do stosu, gdzie czaja sie mikroelementy Barbie, fragmenty ludzikow z plejmobilu, bransolety w sam raz do udlawienia sie lub skakanki do powieszenia sie. Elektromagnes!

      Delete
  7. Nie strasz, że to tak szybko... Zaglądam do kołyski... i juz się boję

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szybko, ale fajnie. Szybkosc procesu zdzielila mnie po glowie, gdym ja tu z naukowa precyzja przecierala warzywo numer czterdziesci dwa z katalogu kuchni monotematycznej dla niemowlat, a Biskwit w tym czasie wrazil sobie w twarz pol mielonego kotleta, kartofel i piec strakow zielonej fasolki i zademonstrowal, ze potrafi zuc. Wtedy zrozumialam, ze juz nie zdaze dokonczyc wprowadzania pojedynczo poszczegolnych przedstawicieli fauny i flory.

      Delete
  8. wszyscy piszą o uroczym "tupocie małych stóp", ale wcześniej jest plaskanie małych łapek :) pac pac pac dzidziuś nadciąga

    PS. dopóki rzępoli muzyka wiadomo, że dzidziuś męczy plastik, a nie na ten przykład porcelanę rodową albo kreta (łazienkowego, tfu)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Acz moze byc tak, ze w celu zmylenia rodzicow zapusci muzyke, a sam uda sie w tym czasie sprawdzic, czy zmiesci sie w zmywarce.
      (Oto kryptoinformacja - kaczka ma od wczoraj zmywarke!)

      Delete
  9. Uwielbiam utłukiwanie w afekcie zabawek grających dla przedziału wiekowego 0-3. Najgorzej zniosłam szczeniaczka-uczniaczka. Wrażliwa jestem po mamusi na uporczywe i powtarzalne dźwięki. Mamusia z tych wynoszących potajemnie elegancki zegar bardzo rokokokokoko do korytarza, celem owinięcia w wełniany szaliczek i schowania w cholewie kozaka, w szafce na buty. Co wieczór.

    W całej wszakże bogatej karierze dźwiękobójcy, jaką wyświetliłaś mi przed oczami nadobną historią Ciasteczka, które wstało i poszło, najwięcej uczucia mam dla pewnego wakacyjnego poranka, kiedy na kuchennej podłodze w domu rodziców zastałam nienaturalnie pąsowego szwagra, który w furii zabijał śrubokrętem baterię w grającym nocniku swego maleńkiego synka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Uplakalam sie tu z radosci, bo po pierwsze, Norweski zakopal wszystkie moje budziki. Wszystkie. A moj zegarek nie moze sypiac w naszej sypialni, bo ... TYKA! Mozliwe, ja nie slysze.
      Po drugie, widze! widze szwagra z tym srubokretem... Rodzona Matka sugerowala mi kiedys, ze grajacy nocnik bylby znakomitym narzedziem edukacji klozetowej. Na cale szczescie dla jakosci stosunkow rodzinnych, nie odwazyla sie nam takowego podarowac.

      Delete
  10. Bez skarpetek? Albion byłby dumny!

    ReplyDelete
  11. Bez skarpetek! A z wszelkich warzyw najbardziej powazajacy FRYTKI! Za frytke zrobi wszystko.
    Made in UK.

    ReplyDelete
  12. Czwarta w nocy, Stasiuk rzęzi jak gruźlik, a ja i tak się śmieję. Dzięki 😊

    P.S. Za tego szwagra z nocnikiem też dzięki.
    P.S.2 Też uważam, że twórcy telefonów komórkowych mogliby.

    ReplyDelete