[110]

[17 Sep 2014]

(...)
Do Robótki (Pięciolecie!) jeszcze kwartał, ale trening się przyda. Oto co zmalowała Elżbieta WaśćCUDczyńska.

http://wasiuczynska.blogspot.de/2014/09/kartka-dla-mateusza.html

Klikajcie w zmalowane, czytajcie, piszcie, wysyłajcie.
Minister Zdrowia ostrzega:
Długopis nieużywany, jak każdy narząd, zanika.

(...)
Dławiłam się właśnie bułką z rybą pochłanianą pospiesznie pod sklepem z rybnymi bułkami, gdy o wózek z Biskwitem potknęła się hiszpańska wycieczka.
Przewodnik nie miał szans, gdyż wycieczka składała się z niewiast w wieku, w którym cherub wystający z wózka nie kojarzy się już ani z monotonną sraczką wywołaną ząbkowaniem, ani z podpadającą pod obsesyjno-kompulsywne zaburzenie skłonnością do chowania się pod meblami, ani z niewytłumaczalną (pole magnetyczne?) predylekcją do pełzania w stronę urządzeń elektrycznych, ani też z niemowlęcym spleenem o - z definicji - nieustalonej etiologii.
Dla takich dam cherub wystający z wózka jest po prostu lindo oraz precioso.
Jest jak pulchny, świeży rogal rzucony między gołębie.
- Lindo! Lindo! Precioso! – gruchały nad Biskwitem gołębice z Sevilli lekceważąc wykład przewodnika o dramatycznych i mrożących krew w żyłach przemianach w siedemnastowiecznej architekturze miejskiej, na przykładzie zmiennej geometrii płyt chodnikowych.
Przełknąwszy kęs ryby, oblizawszy palce z remulady (tak, tak, drogi pamiętniczku, fatalnie się odżywiam) postanowiłam sprostować.
Bo Biskwit odziany w niebieskie paski, nie tylko przypominał uwięzionych braci Daltonów, ale i emitował fałszywe feromony płciowe.
- LindA e preciosA! – odważyłam się poprawić, co wśród hiszpańskich turystek wywołało meksykańską falę.
U Dyni zaś kolejną traumę.
- WHAT IS THAT? ANOTHER LANGUAGE?! – zakrzyknęła Dynia z wyrzutem i zaczęła szlochać, a przewodnik hiszpańskiej wycieczki  spojrzał na mnie z mściwą satysfakcją.
- I have ENOUGH! – zapowiedziała światu Dynia. – I am making my own language! And... and... and... [… uwaga! spoiler! puenta nad puenty! ...] NOBODY WILL UNDERSTAND IT!
W zaświatach Zamenhof nerwowo obgryza paznokcie.

(...)
Dosłownie na moment odwróciłam wzrok.
A przecież obejrzawszy niejeden horror winnam wiedzieć, że nie otwiera się w ciemnych korytarzach drzwi pod którymi łyska światło, nie dotyka się zrzutów z kosmosu i nie odwraca wzroku przy dzieciach!
Dosłownie na moment odwróciłam.
Wystarczyło, żeby Dynia wkleiła Biskwitowi we fryzurę plaster.
(Ten sam, który był jej potrzebny by zatamować zagrażające życiu krwawienie z powierzchownego zadrapania spowodowanego paznokietkiem. A skoro zagrożenie życia to wiadomo, o naiwna, wydałam plaster słusznych rozmiarów. Rozumując logicznie: wszystko to moja wina.)
Biskwit w odwecie wraził Dyni palec w oko.
(‘We played doctors!’oraz ‘YYYYYYYYYYYYYYYyyAAAAAAAAGRH!’ – zeznali poszkodowani.)
Oko przymocowano.
Plaster wystrzyżono i obecnie udajemy, że Biskwit jest taki postrzępiony z natury.

(...)
Akwarele. Sztuka studyjna.

[Biskwit. Portret. 2014]


©kaczka


36 comments on "[110]"
  1. I'll animal to you - w sytuacji taka jak z plastrem najlepiej jest plane a crazy.
    :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na wszelki wypadek ukrylam tez i plastry :-)

      Delete
  2. Zamenhof obgryza paznokcie, a Morse łka przytulony do pierzastego obłoku- oto Era Dyni nadchodzi.
    Bardzo mądrze,że Artystka ma do dyspozycji dwa pojemniki z wodą- to zwiększa po wielokroć szansę na dzieło w czystych kolorach.

    Dyńka też musi wyczuwać fałszywe feromony u Biskwita, bo zmalowała ją pod krawatem, w kamizelce, marynarce, ze wzrokiem samca alfa gromiącego podwładnych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Artystka ma do dyspozycji tysiace pojemnikow z woda, gdyz w te pojemniki Stefano ladowal wczesniej kule lodow. Ilosc pojemnikow zebranych po jednym sezonie ukazuje zatrwazajaca skale spozycia :-)
      Przed portretem Biskwita (gdy Artystka nie widzi) padam na kolana i kwicze ze smiechu.

      Delete
    2. Ha! Kiedy zobaczyłam zgromadzone w szafce pudełka po galaretkach w czekoladzie postanowiłam szparko je wykorzystać. Pooklejałam one pocztówkami i kolorowymi papierami i powsadzałam w nie pastele olejne. Kolorami, żeby się nie mieszało. Ale jeszcze kompromitujący stos pudełek pozostał pusty, więc ja do nich myk, myk nici- też kolorami: jasno szare osobno, ciemno szare osobno, różooooowe itd. W sumie mam ich kilkanaście. A że ciągle dokupuję nici albo dostaję w prezencie, to i pudełka MUSZĄ być nowe! Dla ERGONOMII przechowywania- najlepiej po galaretkach w czekoladzie itd.

      Delete
  3. matko kochana! dawno sie tak nie usmialam! ,,I have ENOUGH!'' rzadzi :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pytanie, do kogo skierowac list z pretensja? :-)

      Delete
    2. powiedzialabym (pewnie dosc kontrowersyjnie) ze do rodzicow ;) oczywiscie ,,pretensje'' w naprawde duzym cudzyslowiu :)

      Delete
  4. - WHAT IS THAT? ANOTHER LANGUAGE?!
    normalnie to ZOBACZYŁAM i USŁYSZAŁAM :D
    leżę i kwiczę :D
    (a obiad sam się nie zrobi)

    ReplyDelete
  5. I te prace! Łał! Lowam, lowam, lowam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Portret Biskwita to chyba sobie przeniose na plotno, gdyz robi mi dzien za kazdym razem, gdy rzuce okiem :-)))

      Delete
    2. Reprodukcja na płótnie w formacie XXXXXXXXL- dobra rzecz, ale miniaturka w portfelu, taka wiesz "za szybkię" przyprawiała by Cię o banana ile razy sięgniesz po gotówkę.

      Delete
  6. Jakże optymistycznie mi się zrobiło, gdy kołyszę się nad grobową deską. Bo myślałam, że po śmierci zjedzą mnie robaki. Tymczasem - niespodzianka! Będę błyskać bordem mych paznokci!

    Mateuszka obrobimy w weekend :) Wszak pod Poznaniem On ci! Patriotyzm lokalny obowiązuje!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zdaje ci sie, ze to portret nagrobny? Nie! To wiezienie. Taki trend w przedszkolu obserwujemy w pierwszych tygodniach pobierania nauk. Zaklady penitencjarne, krwawienia tetnicze i dinozaury rozszarpujace steki. Gdzie u licha, te dzieci byly na wakacjach?

      Delete
    2. JA nad deską się gibam nagrobną!

      Biskwit bowiem tryska zdrowiem
      w marynarce, a nie halce.
      I zostanie biurokratką
      z zielonistą cud-krawatką.

      Delete
  7. Biedna Dynia! Czy już jej mówiłaś, ile mniej więcej języków zna świat?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Waham sie! Powiedziec od razu, czy dawkowac?

      Delete
    2. Po co Dynię denerwować, niech się Dynia cieszy :D
      (lepiej wcale nie mówić!)

      Delete
  8. Cel osiągnięty. Nie mam pojęcia, nigdy, o czym jejmość Dynia nawija, Nigdy. Albowiem posługuje się narzeczem barbarzyńskim. Nie mówię, żeby zaraz po polsku. Ale może by tak w normalnym języku,zrozumiałym i wyuczalnym, taki teutoński może, co

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anonimie! Jestes pierwszym, ktory o teutonskim per 'zrozumialy i wyuczalny'! Opowiedz nam o sobie, prosze :-)
      I czy pocieszy cie, ze ja tez w wiekszosci przypadkow nie mam pojecia? Bo Dynia odziedziczyla po ojcu wiare, ze kazdy czyta w jej myslach i zna didaskalia do kazdej opowiadanej historii :-)

      Delete
  9. Biedne dziecko - była przekonana, że zna wszystkie języki świata?!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, wrecz przeciwnie, Dynia jest swiadoma swoich ograniczen :-) Nie przypuszczala natomiast, ze tych jezykow jest wiecej niz piec.

      Delete
  10. Bisquit ma marynare, krawat i okulary w modnej, grubej oprawie! Siostra przewiduje dla niej kariere businesswoman? (serdeczne dzieki za legende do poprzedniego malowidla, podejrzewalam ze meduza moze byc kotkiem, ale ze pietrucha jest koniem - na to nie wpadalm :)

    Natomiast Zemsta Dyni szykuje sie zaprawde PORAZAJACO!!! (co nie przeszkodzilo mi usmiac sie jak kon-pietrucha).

    ReplyDelete
    Replies
    1. To znaczyloby, ze ktos w tej rodzinie zacznie naprawde zarabiac! Biskwicie! Nasze emerytury w twych rekach :-)

      Zaraz tam pietrucha. Kon w wersji 2D i juz.

      Delete
  11. MUSZĘ też napisać (człowiek musi inaczej się udusi) że wrażenie zrobił na mnie obrazek z drużyną Gołębic z Sevilli tłoczących się wokół Biskwita.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na mnie tez. Biskwit na ulicach jest mistrzem PR, reklama macierzynstwa, slodkim, czarownym, zalotnym cherubkiem. Golebice na niego leca (sic!), a tu dodatkowa motywacja byl wyklad o plytkach chodnikowych. Ja tez znalazlabym sobie lepszy target do cmokania nad :-)

      Delete
  12. Biedne, biedne, szute linguą Dziecko.
    Dziecka biedne.
    Czy coś tam.

    To wszystko wina... Ej! Czyja, do cholery, obecnie jest wina?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A gdzie redaktor? Gdzie errata? :-)

      Delete
    2. Nie będziemy się łaskotać takimi fanaberiami. Proponuję od razu przypalanie boków i wyrywanie paznokci.

      Delete
  13. Kaczko, uwielbiam czytać Twoje teksty. Ja wiem, że to wiesz, ale repetito tu wskazane.
    A wiesz za co je tak uwielbiam? 99% przeciętnych blogów skończyło by na NOBODY WIIL UNDERSTAND IT. I byłaby historia zabawna sama w sobie. I wyszczerzyłam się szeroko czytając ją.
    Ale to nie koniec. Jeszcze kilka słów. Ta uwielbiana przeze mnie kropka nad i. Ty urządzasz seansik sprirytystyczny, wyciągasz jakieś zwłoki, a ja o północy muszę pobawić się w skojarzenia. I to jest w Twoim pisaniu najpiękniejsze. Że tekst można przeczytać kilka razy i za każdym razem rozkoszować się dla samego czytania. Co absolutnie nie spycha na drugi plan perypetii głównych bohaterów.
    Za to Kaczko Cię uwielbiam.

    ReplyDelete
  14. Z powodu samych tych samych wyznań , które tu mają miejsce napisze tylko, żem na bieżąco tylko na komentarze czasu brak. Buźka.

    ReplyDelete
  15. Nadziewam sobie smutki na patyki i opiekam w komentarzach! - o czym donosze z samego srodka epidemii krupu/krupa?
    Och zesz!

    ReplyDelete
    Replies
    1. BIedna Kaczko! Biedne krupniczki (która?)!!!
      Aż się wdrygnęłam na wspomnienie tej choroby.

      A jeśli do tej pory jeszcze nie skomentowałam tego wpisu to tylko dlatego, ze mnie ścisło z zazdrości (Elfrydo!) i ledwie dycham, jako ten na krup chory.

      Delete
    2. Dzielna Kaczka! Dzielna Dynieczka! Dzielny Biskwit! Kto da radę jak nie Wy?!

      Delete
    3. Obie! Obie, sakreble. Ale chyba przechodzi... byle nie na mnie.

      Delete