[111]

[22 Sep 2014]

(...)
Post-krup-apokaliptycznie.
Reaktywowałam życie nocne.
Krążę w ciemnościach po dzielnicy pchając wózek.
Wózek emituje audio: Darth Vader, opcjonalnie foka, na którą miś polarny-sadysta zasadził się z tłuczkiem do mięsa.
Nic dziwnego, że młodzieńcy z Ligii Czystości Narodów czmyhają na mój widok, a mieszkańcy zaułków pospiesznie zatrzaskują okiennice.
Biskwit ma (pseudo)krup i rzęzi.
A medycyna, która już przecież potrafi wywlec z człowieka wszystkie narządy przez pępek (a następnie włożyć je na miejsce tylko czasem odnajdując po fakcie, pod stołem,  jakiś niezidentyfikowany gruczoł, czy tkankę), medycyna, która  potrafi wyłuskać pipsztaki receptorów komórkowych BZDET1 i BZDET 2 (a następnie zatkać je inhibitorem nonsensu), medycyna od neurochirurgii i terapii genowej,  ta medycyna nadal nie oferuje nic lepszego na  krup niż ‘dużo pić i nie szczędzić zimnego, świeżego powietrza’.
Nie szczędzę.
Krążę po dzielnicy zapewniając stały dostęp.
Aura sprzyja. Jest mokro, jest zimno.
Nie potrzeba mokrych ręczników. Tlen, azot, buty. Wszystko przemoknięte.
Chłód obkurcza Biskwitowi tuby i przewody, pokrywa szronem gałęzi drzew oskrzelowych, czarne jak wrony wirusy padają jak kawki. Na pysk.
... na pysk...
Czy spałam w tym tygodniu, w tym miesiącu, w tym roku?
Krup sponsorowany przez Małpiatki  przyniosła tydzień temu do domu Dynia zapewniając sobie siedem dni rekonwalescencji, a mnie zostawiając z odwiecznie trapiącym ludzkość pytaniem: czy można odseparować przestrzennie wirusy nie posiadając na stanie septycznej izolatki?
Otóż, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, nie można.
Co robisz Dyniu? Karmisz Biskwita swoją łyżką, tak?
I pozamiatane.
Siedem tysięcy czterysta dwadzieścia cztery partyjki ‘DYmino’ później, z których każda (dla świętego spokoju) skończyła się zwycięstwem Dyni,  okazało się, że fakt naprzemiennego nawadniania rosołem i syropem, uczynił z przedszkolnego szpinaku najwykwintniejszy i najbardziej pożądany gourmet oraz  wykrystalizował motywację, by ubrać dziś o świcie kalesony i złapać stopa do placówki.
(Z punktu widzenia mojego układu nerwowego była to najwyższa pora.)
Do piątku u Małpiatek, jak w wierszyku o dziesieciu murzynkach, dotrwało pięcioro, ale piąty zaczął rzęzić przed obiadem i odesłano go do domu.
A Biskwit zachorował w sobotę.
Natura gardzi próżnią?
Istotnym jest nadmienić, że nie kłamią ci, którzy utrzymują, że wraz z kolejnymi egzemplarzami  progenitury, człowieka ogarnia pewna krzepkość, nieomal obojętność względem chorób wieku dziecięcego. To w połączeniu z rozmaitymi doświadczeniami ze służbą zdrowia nabytymi przy prototypie powoduje, że człowiek już tak ochoczo nie łamie sobie nóg, by w pośpiechu służbie okazywać symptomy z ich właścicielem.
Odczekaliśmy zatem do niedzieli i zabraliśmy Biskwita na ostry dyżur.
Z ostrym dyżurem jest tak, że człowiek się naogląda amerykańskich filmów i mu się potem wydaje, że nim jeszcze wejdzie do szpitala to już u drzwi będzie czekał nań Clooney z naładowanymi elektrodami i empatią w ręku.
Tymczasem ostry dyżur działa jakby na zupełnie innych zasadach.
Tam czas biegnie w przeciwnym kierunku, a personel porusza się jak Neil Armstrong na księżycu.
Żeby nie było, że wyłącznie narzekam, owszem jestem wdzięczna Republice, że wyodrębniła część dziecięco-młodzieżową, dzięki czemu nieletni nie muszą oczekiwać na wizytę wśród pociętych postrzelonych, zakrwawionych, rozłupanych, przygniecionych lub pilnie wymagających konsultacji psychiatrycznej. I fakt, Republika zatrudnia nawet pediatrów, gdy na przykład, na Wyspie był to gatunek rzadki jak trufle. (A pediatra, któren przyszedł porozmawiać z Dynią po porodzie był dosłownie,  oceniając po wieku, lekarzem dziecięcym, i najwięcej energii zainwestował by wyjaśnić, że zajmuje się dziećmi nie stopami. Pediatra-podiatra. Społeczeństwu się myli.)
Co nie oznacza wszak, że doceniam triage przeprowadzany przez znudzonego recepcjonistę rozwiązującego sudoku, a oparty na ‘rzężące niemowlę poczeka, bo nie płacze, a teraz wejdzie dziesięciolatek, którego matka histerycznie zawodzi, bo oblała mu palec herbatą’.
(Może, psiakrwia, zamiast zawodzić mogła mu ten palec owinąć folią i nie wyszarpywać z ręki celem okazania i palca i dramatu?)
Wreszcie po dwóch godzinach przyjęła nas lekarka Ovskaja z Byłej Republiki ze stetoskopem przebranym za brudną żyrafę. (Tu pytanie, jaki ma sens paradowanie lekarzy bez fartuchów skoro cały personel pomocniczy, który pochyla się nad dzieckiem jest wystrojony w taką ilość białych wdzianek, że dałoby się z tego wykroić trwała traumę dla przedszkola średnich rozmiarów. A imaginujcie sobie do tego, że macie dziewięć miesięcy i ni stąd ni zowąd, skrada się wam za plecami ogromna żyrafa o paskudnym wyrazie pyska...)
Pierwszą sugestią speszonej niemowlęciem lekarki w rozmiarze i kształcie matrioszki była ta, by najlepiej udać się do lekarza rodzinnego, gdyż ten zna dziecko.
Odkrywcze.
(No jasne, przecież zamiast wprosić się do rodzinnego na niedzielny obiad wolałam tu przyjechać  z  Biskwitem i w celach rozrywkowych odsiedzieć dwie godziny (!)
Po dwóch minutach konsultacji lekarka zdiagnozowała infekcję wirusową oraz potencjalną wadę serca, po czym wypisała Biskwitowi receptę na ‘dużo świeżego powietrza’, na krople do nosa (jak się później okazało dla dzieci od lat dwóch), na czopki z cukru na uspokojenie  oraz pobłogosławiła na drogę, życząc nam wszystkim, dość w tej sytuacji optymistycznie: ‘Gute Besserung!’.
No to w towarzystwie Intuicji pcham wózek z Biskwitem po dzielnicy po zmroku.
Siąpi.
Brązowe liście przyklejają się do kółek.
Producent czopków z cukru informuje radośnie, że sześć do ośmiu infekcji rocznie jest niemalże wskazana, by dzieciątka ostrzyły sobie układy immuno.
Dynia odmawia przyjmowania lekarstw.
Jakichkolwiek. Naturalnych, nienaturalnych, homeopatycznych, ayurvedycznych, kosmicznych, w tabletkach, napojach, czopkach lub kroplach.
Biskwit przedkłada syntetyczny smak antyspazmatycznego syropu nad mleko matki.
Jesień mnie boli.

©kaczka
31 comments on "[111]"
  1. ech... po dwóch tygodniach walki z rozwijającą się u Niśki infekcją zebrałam kolekcję złożoną z sześciu syropów, trzech rodzajów kropli i jednej maści do nosa, o nebulizacji nie wspominając. i co? i dziś antybiotyk, bo zmiany w oskrzelach i przerażający kaszel krtaniowy.a dokładnie dziś Mała miała mieć fiberoskopię, na które to badanie została wepchnięta po znajomości, bo termin bez znajomości to trzy do pięciu miesięcy. wymagania do badania? brak kataru i co najmniej 2 tygodnie bez infekcji. nawet nie mam siły się wkurzać...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zalaczam wyrazy wspolczucia. Nasz krup to przy tym pikus! A planowanie z nieletnimi...gdyby za kazda zmiane planow wyplacano w gotowce blogowalabym sobie z Rio.

      Delete
  2. Kaczko, no nie możesz tak pisać, bo zamiast słać Ci wyrazy współczucia, w zachwycie czytam to wszystko raz jeszcze i raz jeszcze! ;-)
    A tak na poważnie: to minie. Wiem, marna pociecha, jak tkwi się w środku, ale jednak minie.
    Uściski najszczersze!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mija, mija i oby tylko takie problemy! Biskwit stoi wlasnie obok STOI! oparty o moj bark ifrywolnie kasa mnie w obojczyk. To musi byc objaw wychodzenia na prosta.

      Delete
  3. Droga Kaczko,
    Jesteś po prostu genialna! To, jak ty piszesz, przeciez to jest nie do opisania (przeze mnie) Uwielbiam Cię, za tak piękny język, za tak cięty, za tak trafny, uwielbiam tym bardziej, ze pisząc o sobie, piszesz o mnie, matce dwójki w podobnym wieku. Caly ten blog to o mnie, o mnie! Z jedyną różnicą, ze mój nieletni wytrzymuje dwa dni w placówce, później miesiąc chorowania, i tak od zeszłego roku. Pisz dużo, czekam, i gdybym miała choć troszkę twojego talentu, napisałabym więcej. No ale nie mam. Pozdrawiam,
    Jula

    ReplyDelete
    Replies
    1. Julo! Slowa jak kataplazm! DZIEKI! Ales mi powiedziala! Alem uslyszala! Ach!

      Delete
  4. Sadzac po slow ilosci - masz nerwa (co spoleczenstwu wychodzi na dobre, bo sie mozna naczytac). Niech cie przy pelni wladz utrzymuje swiadomosc, ze tu sie cala, niesmigana butelka Malibu chlodzi. Only for you. Parasolke tez znajde, i Club Tropicana otworze. Wytrwaj!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wytrwywam! Jako i wy tam trwajcie. I ratuj dobytek! Biskwit to pelzajaca maszyna destrukcji!

      Delete
    2. Biskwit bedzie mial co obgryzac. Cale wiadro klockow. Oraz bardzo fajne firanki do samej ziemi, w ktore sie mozna owinac! Poza tym minimalistyczny kurz i duzo miejsca pod lozkiem. Bedziemy ja wyciagac odkurzaczem :)

      Dla Dyniutki, zeby nie bylo, stadniny koni. Co 100 metrow inna.

      Tylko jakies loze musimy damom sprowizorowac.

      Delete
  5. Literackie walory działają na niekorzyść. Zamiast empatycznych odruchów, by klepać po plecach i masować kacze stópki, szczerzę się do monitora.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masowanie stop i takodpada, bo mam upiorne laskotki :)

      Delete
  6. Kaczko Kochana!
    Ja Ci tylko powiem, że dobrze, że nie jesteś do tego w ciąży! Nas pseudokrup dopadł 27 maja o godz 1 w nocy, kiedy u naszych stóp pojawiła się rzężąca zmora, która wydukała, że nie może oddychać.
    2h później znalazłam się na porodówce, by powić Mima.
    Okazało się nad ranem, że jestem w szpitalu z Mimem, Mat w swoim i moja mama w swoim.
    Po powrocie do domu z noworodkiem okazało się, że Mat ma 40C gorączki, a teściowa z małżem odprawiają nad nim modły w celu uleczenia. Nawet znachora nie wezwali, ufając, że angina, którą dostał, rozmyje się we łzach.
    Następnie, 3 dni później Mim zwiotczał na tyle, że mogłabym uznać, że jest białym trupkiem. NO t w dyrdy do szpitala, gdzie wykryto u Mima wadę serca, z która bujaliśmy się kilka lat.

    I to moi drodzy, nie był koniec. To był dopiero początek życia w czwórkę.
    Dlatego proszę się nie dziwić, że mnie, matce bolesnej, przepalają się czasem styki. Czemu i ja nie dziwię się patrząc na Ciebie, Kaczko i na inne Matki.
    Życzę tytanowych nerwów nam wszystkim. Uf.

    Acha- lekarka mnie pocieszyła, ż edzieci tak łatwo nie umierają. Po tej cennej wiadomości dostałam arytmii, z którą skaczę po dziś dzień.

    :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. PandeMoniu! Z miejsca zrobilo mi sie lepiej! To sie przeciez nie miesci nawet w konwencji horroru. Nie ma kategorii dla twej historii! Ojaciezkurdelebele! Jestes Nike!

      Delete
    2. Oby mi tylko rąk nie urwało!

      Ach, zapomniałam dodać, że zaraz po przyjściu z Mimem ze szpitala w stanie agonalnym i przedzawałowym, teściówka poczęstowała mnie tortem własnej roboty.
      Jak okazało się niedługo później - tort był przełożony gronkowcem złocistym pobranym z ropy dziąsłowej psa spaniela.
      I ja, z raną cesarkową, z mlecznym biustem, odcedzałam się burzliwie górą i dołem czasem równocześnie, a czasem nie.
      A tu Mat kilkuletni, a tu noworodek, a tu cały blok odciety od świata zasłoniętymi rusztowaniami. Płachty skrywały rozliczne tajemnice i wstrząsające wydarzenia naszego mieszkania na parterze :)

      Wpisujemy do życiorysu, Kaczko Miła i jedziemy dalej! Tam za zakrętem i krzaczkiem jest dopiero zabawa! :D

      Delete
  7. Wpycham w internetowe przewody obwiązane atłasową błękitną wstążką, puchate i leciutkie 24 godziny snu. Równe porcje po 8,dla Ciebie, Dyńki i Biskwita. Ten mały kolebiący się na wierzchu pakiecik to zapasowa, awaryjna dawka hartu ducha otwórz tylko w razie potrzeby,
    Będzie dobrze!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze byłoby zaprogramować na jednoczesne uruchomienie u całej trójki, bo stosowane osobno działa jakby mniej skutecznie.
      Kaczko, wyrazy wszystkiego... Trzymaj się :-*
      Iza

      Delete
    2. Biore! Zuzywam na cito. Dziatwa przespala noc bez charczenia i rzezenia. Dzis zjawia sie Hauptcioteczka z Hauptwujaszkiem - tym razem chyba bez wyrzutow sumienia wrecze im parke i oddale sie ku sypialni :-)

      Delete
  8. Drżę przy każdym wirusie, rzężeniu, przerośniętym słupku rtęci - bez względu na liczebnik porządkowy przychówku.
    Otulam Cię Kaczko.
    Ciepło. Na teraz i na zapas.
    Na przeczekanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam dobrze wykarmiona fobie zapalenia opon mozgowych. Wszedzie trzymam ulotki z lista symptomow, kazdy stan podgoraczkowy ogladam przez lupe, a kazdy wyprysk i wysypke rozciagam palcami. Gdyby nie to to mozliwe, ze przechodzilabym jednak choroby wieku dzieciecego latwiej. Na Wyspie dostawalam szalu, gdy kazda chorobe po godzinach nalezalo najpierw omowic z infolinia sluzby zdrowia obsadzona recepcjonistami bez medycznego wyksztalcenia i zadajacymi glupie pytania z listy. Ja: dziecko trzy lata, wysoka goraczka. Oni: a porod byl naturalny, czy przez cesarskie? Tu, niby moge zapakowac dziecko w samochod i jechac natychmiast do szpitala, ale coz z tego skoro przyjmie mnie lekarka, ktora boi sie niemowlat? Slowem, obysmy tylko byli zdrowi!

      Delete
  9. Kaczko, jesteś wspaniała. I bardzo dzielna w tej chorobie. Ściskam Cię mocno!

    ReplyDelete
  10. Wiem, że to trudny czas i wiem, że nie powinnam się śmiać...ale nie mogę czytać Twoich tekstów w pracy. Prawie się udusiłam, usmarkałam i załzawiłam... Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia wszystkich!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wracamy.Chyba wracamy. Biskwit dzielny jest.

      Delete
  11. Załączam wyrazy (czy współczucia jest ok w zaistniałej sytuacji?) oraz życzenia rychłej możliwości wyspania się do syta.

    ReplyDelete
  12. Działają na ciebie te czopki z cukru? To jakaś nowomoda pediatryczna jest, wszędzie je dają:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie. Ale moze dlatego, ze podswiadomie przenosze swa niewiare na dziecko? Biskwit mial sie po czopkach uspokoic, a brylowal do trzeciej nad ranem. Czyli bez czopkow przestalby spac zupelnie?
      Powinnam wyprobowac na sobie :-)

      Delete
    2. O ileż przyjemniej pchać cukier z drugiej strony!

      Delete