1192-1193

[11-12 Feb 2012]

(...)
Zzieleniała ledwie stoję.
Dwie sekretarki dyskutują, o której wolno mi w takim razie wyjść z pracy, by nie zaszkodzić krajowemu produktowi brutto i globalnym współczynnikom absencji.
Resztką pozieleniałej świadomości zauważam pewne pokrewieństwo procedur ze studenckim ośrodkiem zdrowia albo wczesną podstawówką.
Psze pani, rzygam, mogę iść do domu?’
Tyle, że wtedy dom był za rogiem, teraz jest sto kilometrów dalej.
Owijam się w kurtkę, wychodzę, w żołądku mam wszystkie morskie choroby świata.
I gdy sobie tak rzygam w toalecie pociągu klasy drugiej, to na myśl mi przychodzi, że się tak nie da.
Żyć.
Że dosyć.
Basta.
Że po dwóch latach kompletnie się wyczerpałam.
Skończyłam się.
Nie ma mnie.
Że to, że ktoś mógł mnie posądzić o to, że mam lat mniej niż dwadzieścia jeden to dlatego, że z permanentnego zmęczenia rozmazały mi się rysy.
Utraciłam ostrość.
A jednocześnie inna myśl mnie trawi, że i tak ciągle za łatwo, za prosto.
Mogłabym, dla przykładu być w ciąży i z definicji womitować sobie w codziennych podróżach.
Sto kilometrów dalej resztką sił wpełzam pod kołdrę, z delirycznego snu budzą mnie małe pierożki łapek na siłę otwierające mi oczy:
- PAAAAAAAAAPA! LOOOOK! MAMA POOOOORLY!
- A może faktycznie jesteś w ciąży, kaczko? – wspina się Norweski na wyżyny empatii.
Zapadam się w otchłań materaca.
Zamyka się nade mną kołdra.
Litości.
Litości i amnestii.


(...)
Między jednym a drugim rotawirycznym snem odnotowuję, że Dynia opowiada komuś w słuchawkę o tym, jak ‘mama poorly toilet BŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁEEEEEEEEEEEEEEEEEGH!
Jak nic opowie o tym i jutro w ochronce.


©kaczka
31 comments on "1192-1193"
  1. Aleśmy się!
    Aleśmy się zsynchronizowały!
    czasowo
    blogowo
    żołądkowo
    emocjonalnie

    Tym razem łączę się. Dosłownie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ojacie!
      w zdrowiu sie laczmy lepiej.
      :*

      Delete
  2. Zdrowiej Kaczko, zdrowiej.
    Może jakiś mini urlop bezwyjazdowy i bez gości, bez pośpiechu. W domu, w kapciach i z irish coffee
    .

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pech,bo za rogiem wlasnie wyjazdowy. Walizki spakowane.
      Domowy tez sie nie da, bo zewszad czyhaja paprochy i paproszki. szepca 'wstan, podnies nas, ogarnij...', a ja sie glupia daje nabrac.
      Glupio, ze nie mozna odpoczac na zapas :-)

      Delete
  3. Zapisuje sie do tego klubu - cała noc i pół dnia rozmawiałam z Bogiem przez duży, biały telefon.Zdrowiejmy dziewczyny i nie dajmy się :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sezon na enterowirusy, psia ich mac!

      Delete
  4. mama pooooorly!

    zacytuję mą dzisiejszą niekulturalną rozmowę z koleżanką:
    lejdi: ale mam dziś roboty. totalnie obsranie.
    koleżanka: u mnie też. mam rotawirusa
    kurtyna

    Kaczko, może Ci te wyspy nie służą? albo te drożdże?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie sluza, oj jak nie sluza. Najwyzsza pora proklamowac wlasny kraj. Lejdi mi flage wylepi?
      :-)

      Delete
  5. trzymaj się Kaczko brzegu muszli, oby ten sztorm minął jak najszybciej :)

    ReplyDelete
  6. Czytam regularnie,zaśmiewam się, wzruszam :)

    Zdrowiej!

    I daj znać, czy Ci się ten link otwiera :) https://plus.google.com/photos/109021157756061823589/albums/5844109706142808225?authkey=CPPNg_680Ke81AE

    ReplyDelete
    Replies
    1. O rety, jaka cudna kaczka na kruchym spodzie-lodzie!
      :*
      Dzieki!

      Delete
    2. to w ramach życzeń miękkiego lądowania z rotawir :)
      i nie dasz wiary, ale zdejmując ową myślałam o Tobie :)

      Delete
    3. Skromnie udam, ze nie daje wiary :-)
      I tym bardziej sie z kaczki ciesze!

      Delete
    4. eee, bo to było tak: szli sobie alejką rodzice z dzieckiem, takim z metr dziesięć czy coś koło tego i dziecko owo z mamusią konwersowało po polsku, a z tatusiem po hiszpańsku (a rodzice między sobą rozmawiali po hiszpańsku); oni sobie poszli, a ja dalej rozmyślałam o znanych mi dwu i więcej języcznych dzieciach, i tak sobie stałam na mostku, mierząc obiektywem w ptaszki i czekając, aż się w polu ostrości zdarzy coś ciekawego - a tu nagle bach! i kaczka ląduje - no, to pomyślałam o Tobie i o Dyni :)

      Delete
  7. ZDROWIA!!! WIOSNY! PRACY ZA ROGIEM! ;-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jesli za rogiem to wypada w zakladzie pogrzebowym, albo w szkole... No nie wiem :-)

      Delete
    2. Yyyyy.... To ZA DRUGIM rogiem! Albo za trzecim. W każdym razie za tym właściwym! ;-)))

      Delete
  8. A może się weź napij kielonek mały z pieprzem- babcia mawiała że na rotawirusy działa :))Życzę rychłego powrotu do świata .Papatki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gulnelam. Bez pieprzu.
      Na pochybel wirusom.
      :*

      Delete
  9. Zdrowiej Kaczko!
    Zazdraszczam tej pieknej Kaczki :D
    Na pochybel wirusom!

    ReplyDelete
  10. Jej. U mnie każdy rot powoduje wykupienie testów ciążowych z połowy miasta. :/

    Pieprzówka. Jestem za! Się można ku zdrowotności wylogować dzięki temu.

    ReplyDelete
  11. tak wlasnie mialam, ale to gustaw byl w zalazku.
    nie ze rzyganie, ale objawy typowo grypowe - trzesiawka, bole miesni, ogolne rozbicie. stanelam naonczas przy biurku mej szefowej i zebralam o azyl (i mialam podobne jak Ty przemyslenia). przyszlam do domu, zapadlam sie w kanape i poczulam, ze mnie bola cycki. we lbie zapalila mi sie zaroweczka i resztka sil pognalam po test, pomimo, ze do spodziewanego okresu zostalo 5 dni. a jednak gustaw byl juz na tyle ugruntowany ze objawil sie bladorozowa kreska.
    juz jako zygota byl okazaly ;)

    kuruj sie!

    ReplyDelete
  12. no cóż... nie wiem, co lepsze... rotawirusy, czy ciąża.... życzę zdrowia - to najbezpieczniejsze życzenia :)))

    ReplyDelete
  13. No i Kaczko sławna będziesz w zakładzie wychowawczym. A nie jesteś jeszcze? ;)

    ReplyDelete
  14. Kaczko patrz:
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=HT12YSgapHk
    I śmiej się przeciwnościom w nos ;*

    ReplyDelete
  15. Puk, puk Kaczko, puk, puk - czas powrócić do narodu w kolorze innym, niż zielony.
    Ja czekam i 3m się;))))
    Grachma

    ReplyDelete
  16. I jak tam? Wciąż nad muszlą? Czy to tan angielski wirus zimowy? Pozdrawiam i ziółka parzę:)

    ReplyDelete
  17. Sie wrocilo. Zaraz sie opowie. Jeno oprac sie trzeba :-)

    ReplyDelete