[52]

[17 Mar 2014]

(...)
Bebe, z zawodu ekshibicjonistka, wniosła na pierwsze karton.
Taki na bogato.
W kartonie słoik zakonserwowanych owoców Halo-Halo z Filipin z etykietą  ‘Monika® brand’.
(Główny składnik: fasola mung, kokosy yin i banany yang.)
Komplet galaret, które pochopnie wzięliśmy za ucharakteryzowane mydło lub odświeżacz powietrza.
Cebulę.
Gwoździe.
Puderniczki z pozłocistym mieszkaniem dla mikroskopijnych lalek (dla mnie!).
Zestaw poręcznych i pożytecznych kuponów.

 
 
Tostowy plakat TU

W torebce miała Bebe kredki, lipsztyki i labirynty (dla Dyni).

 

Odprawiłyśmy dość osobliwe wielkopostne rekolekcje rozważając tekst katechezy Katachrezy (TU) i osuszając po dno kolejne butelki win.
Moja wina.
Bebe, Julie Andrews von Trapp i Mary Poppins w jednym, ogarnęła od niechcenia i bez wysiłku me nieprzeliczone dziatki, nawet te strzykające serwatką, i ofiarowała kilka godzin innej niż matczyna perspektywa.
Spuściła mnie ze smyczy.
I nie popsuło wrażenia nawet to, że zamiast w spa, spędziłam ten czas u dentysty nacjonalisty.
Pomiędzy lansowałyśmy się na Hauptstrasse.
(Szczury leżą nadal i przyznaję, może faktycznie nie powinnam w donosie do Ordnungsamtu podpisać się: Sincerely yours, Dr. Rieux.
Niech pierwszy rzuci we mnie martwym szczurem, ten, kto by się oparł takiej pokusie.)
- W którą stronę z tym blogiem? – dyskutowałyśmy wystawiając do słońca lica, koafiury i nadnercza. (Dwadzieścia dwa w cieniu.)
Kulinarnie?
(‘Ech, daj spokój. Wszystko sypię na oko.’ – rzekła Bebe.  Może i sypie, ale Pflaumenkuchen mit Zwiebeln und Schlangesahne wychodzi jej znakomity. Czy wspomniałam, że przez trzy dni gotowała?  Wspominam z nostalgią, żując depresyjnie suchą skórkę chleba.)
Lajfstajlowo?
(Nie nadążam myć podłóg. A do tego dziecięce onuce nigdy nie pasują do narzuty, ani glazury.)
Turystyka?
(Od biedy. W końcu Bebe przyjechała tu pociągiem podmiejskim. A ja raz dziennie dygam po dziecko tramwajem.)
Branżowo?
(Prokrastynacja GmbH? Ekshibicjonizm Spółka z o.o.?)
Pasje?
(Biskwit ząbkuje (już?!), więc  w ramach pasji, gorzkie żale.)
Zainteresowania?
(Pediatria?)
Ja i moje życie?
(Jak w Madrycie na orbicie.)
Słowem, proszę tu raczej nie oczekiwać zmian.

O tym samym, a jednak inaczej TU

Post scriptum
W lanserskim barze z napojami herbacianymi subiekt oszukał Bebe na siedemdziesiąt centów niecnie fałszując rachunek. Bebe od teraz już sprawdza paragony i przelicza owocowe kulki w herbacie.
A nie mówiłam...


©kaczka
36 comments on "[52]"
  1. A ktoś się domaga zmian? I gdzie się wynajmuje taką Bebe i ile to kosztuje, pytam zapobiegawczo?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mowia, ze co siedem lat przesuwaja sie klepki w mozgu i czlowiek oblazi z dawnych pogladow i przesadow :-)))
      Nie wiem, czy Bebe sie dorecza poczta miedzynarodowa, ale zapytac nie zaszkodzi :-)))

      Delete
    2. Bebe w Bebeluszkowni za jedyny nocleg, butelkę ulubionych trunków i nieograniczony dostęp do kanapek z pomidorem.

      Delete
  2. Róbcie swoje :-)
    Czego możemy chcieć więcej, my czytacze - zaglądacze?
    A podmiejski niech Wam kursuje bez zarzutów wte i wewte!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bedziemy. Tylko teraz ta zawodowa praca Bebe stoi mocno na przeszkodzie :-)

      Delete
  3. fanie tam macie, zazdraszczam! :-)
    arbuz

    PS. a "Schlangesahne" urocze i myślę, że tak naprawdę, po kryjomu zamierzone ;-)) ;-*
    toż to czarownica z Bebe!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownica jak sie patrzy :-) Przybywaj na zlot!
      (A Schlangesahne, istotnie, taki tam nasz, stuletni domowy zarcik :-)

      Delete
  4. Chcę taką dziurę! I żeby była zamykana od środka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znajac zycie Jarecka sobie sama uszyje jeszcze piekniejsza. A Jarecki zamontuje zamek yale albo haczyk :-)

      Delete
  5. Ooo plakat tostowy to jakby o mojej ciąży trochę! Bo ja od jej początku budziłam/budzę się z okrzykiem TOST! Miałam również wiedzę wcale nie tajemną, że tostera nie mam. Rodzico-dziadkowie się zlitowali i przywieźli swój nieco przykurzony egzemplarz. Niby stary, a energii ma tyle, że rzuca mi tostami po całej kuchni ;)

    Czy odwiedziłyście skład słodyczowy? :D I, do diaska, jak mogli Bebe oszukać!?

    PS A zmian pod tym adresem nie wyczekuję. Niech dalej mnie pióro onieśmiela, po prostu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawda, ze plakat genialny?
      Musze chyba, zainspirowana przez Fidrygauke, jakas sonde wygenerowac i zapytac czytelnikow, ktory z trzech wybrac, bo sama juz od roku nie moge sie zdecydowac :-)

      I mysmy mieli taki narowisty toster, ktory ciskal, ale odkad mieszkamy w Badenii to jadamy wylacznie szwarcchleb i precle. Odbijamy sobie za te wszystkie zezarte wyspiarskie pszenne tosty :-)

      Do skladu slodyczowego poszla Bebe z Biskwitem (mnie w tym czasie dentystyczna higienistka rzezbila w kamieniu glowy prezydentow) i przyniosly... dwa kilo kaszy gryczanej :-) Chcialam by kupily jablka odmiany 'Mutant', ale ponoc wykupili :-)

      Delete
  6. Czyli mówisz, że warto tą Bebe do siebie ściągnąć.. za bilet dopłacę, nocleg gratis, zwiedzanie krasnali w pakiecie... ech

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyjedziemy z przysiółkami - wróżę ci to!

      Delete
    2. Bebe i kaczke! A jak kaczke to i kurduple. Tylko ta praca Bebe, ktora jej rzuca urlopowe klody pod nogi... :-)

      Delete
  7. Jak Dynia te labirynty ogarnie to dostanie honorowe zaproszenie do mensy dla czterolatkow :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alez ona ogarnia :-) Zerknij z bliska na ten po prawej z bladymi sladami olowka. Ogarnia. Tyle, ze na skroty ogarnia.
      Co nie odbiera jej zadnej przyjemnosci z bladzenia po labiryntach :-)

      Delete
  8. Replies
    1. Bardzo chetnie :-) Bebe, adoptujemy pandeMonie?

      Delete
  9. Człowiek wręcz pomyślał, czy nie zechcieć Niemca. Bo dla towarzystwa, to wiesz...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Waterlu, w mieszkaniu w bloku obok mieszka siedemnastu Chinczykow. Nie musisz zaraz Niemca. Wprowadz sie do Chinczykow, naciagniesz czapke na nieskosne oczy, wystrugasz sobie patyczki do ryzu i nikt sie nie zorientuje. I bedziemy mogly sobie gawedzic balkon w balkon :-)

      Delete
  10. uprzejmie donoszę: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mariusz-szczygiel-reporter-nie-moze-byc-przemadrzaly/jtvzp

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fajne! Lubie!
      I uprzejmie donosze, ze listonosz zrzucil mi na stopy trzy kilo Antologii.

      Delete
  11. To samo ale nie takie samo:))) zmieniaj! w końcu zmiana jest czymś tam, czymś tam. Optuję za blogiem politycznym! Dynia na ambasadora, Biskwit do Europarlamentu:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Biskwit raczej na dyktatora i tyrana :-)

      Delete
  12. A śmietana była kwaśna. Dużo kwaśnej śmietany. U Dyni zwłaszcza w lewym górnym rogu.

    Aż musiałam sobie Julie wyguglać...i nadal nie wiem, co nas łączy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Optymizm i zdolnosc jednoczesnej kontroli wiecej niz jednego dziecka :-)

      Delete
  13. Moja droga, nawet jesli zdecydujesz sie prowadzic "feszyn blog" lub pisac o reprodukcyjnych zwyczajach waranow my Cie i tak bedziemy czytac :)

    ReplyDelete
  14. o ja cie... opublikowalam i wlasnie widze co nabazgralam. Nie bedziemy "Cie czytac" tylko czytac "Twojego bloga" ma sie rozumiec. Wybacz karkolomna konstrukcje zdania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wybaczam.
      Ide czytac o waranach :-)

      Delete
  15. Obie wersje przeczytawszy, obiema się zachwyciwszy :)

    ReplyDelete