[53]

[20 Mar 2014]

(...)
Dzienne zużycie papieru przez Dynię w dalszym ciągu odpowiada rocznemu zużyciu papieru w prowincji Syczuan.
Raz na tydzień przynoszę z Instytutu do domu te kilometry sześcienne produkcji artystycznych, pokłosia plenerów, nadzieje wernisaży i pytam:
- A tu? Tu co namalowałaś, córko?
- Yyyyy... don’t know. But it’s lovely!


 
[Był spotyzm. Teraz jest de-spotyzm.]                                                     

(…)
Nieopatrznie.
Nieopatrznie powiedziałam: 'Słuchaj, rozumiem, że masz żal [1]. Ale może zamiast wyć, po prostu napisz ogłoszenie do prasy, że szukasz bardziej wyrozumiałej matki?'
W rezultacie.

Czy ktoś na sali odpowiada specyfikacji?

[1] żal prawdopodobnie sponsorowany przez odmowę przygotowania śniadania składajacego się z misiów Haribo sauté.

©kaczka
24 comments on "[53]"
  1. Znaczy po mojemu to jest chiński.
    A Ty matko, no wiesz... żelków dziecku żałować???
    :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czyli publikowac w prasie codziennej miasta Pekin? :-)
      Nie zaluje! Mam swiadkow, nie zaluje! Tylko do jogurtu i platkow nie chcialam dosypac!
      :-)

      Delete
  2. "Lovely" jest cała notka, a ta abstrakcja świetna pod względem doboru kolorów, jakaś bajeczna dżungla, czy co... :-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przy drugim podejsciu: Nofink! Mama, this is LOVELY NOFINK!
      Dalej nie pytam.
      :-)

      Delete
  3. Replies
    1. Mozliwe, ze musisz nadeslac zgloszenie :-)

      Delete
  4. Podstępny dziateczek. Kusi, że wybierze inną matkę, ale prędzej wytępisz spod szafy osiemnaste pokolenie karaluchów niż dziecko. Żądam wyprowadzki - wrzeszczy takie, przywiązując się do kaloryfera. I karalucha. Poddaj się, będzie Ci lżej!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zawsze mi otworzysz oczy. Zwykle widelcem :-) Ide po biala flage.

      Delete
  5. u nas "rzygnięcie lawy" w podobnej tonacji wisi oprawione na ścianie - moje ulubione dzieło średniego :) mniemam, że żal minął po wystosowaniu pisma ;-) nasi mieli okres pakowania się do reklamówki i wychodzenia na ulicę, że też nie wpadłam na pisanie petycji!!! za to miałam zawsze w torebce tysiące "list życzeń zakupowych" - co im się zachciało zapisywałam z drugiej strony paragonu na następne zakupy, działało. pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzialalo, ze zapominali? Czy dzialalo, ze do nastepnych zakupow udalo ci sie zebrac pierwsza rate na pozlacana katapulte dla ludzikow Lego?
      Niektore dziela Dyni tez bym chetnie powiesila oprawione. Niech ciesza oko. Ale wbijanie gwozdzi w zelazobeton slabo nam nadal idzie. :-)

      Delete
  6. Zapatrzona w ciotkę Bebe malunkuje aż miło! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chwalic bogow, mamy ciotke Bebe! Gdyby sie zapatrzyla z malowaniem w nas bylby klopot :-)

      Delete
  7. Replies
    1. Zdajesz sobie sprawe, ze z wzajemnoscia :-)

      Delete
  8. stoi jak byk, że matka ma zostać ta sama, ino miśków ma być molto więcej na śniadanie, obiad i kolację. Bo na drugie śniadanie i deser to jednak lody i czekolada. Wspomniała też o schabowych, ale tu już nie umiem rozczytać. Dopytaj!

    ReplyDelete
    Replies
    1. :-)))) Dzieki Hermi! Ide klepac schabowe.

      Delete
  9. :))) Absolutnie nie! A gdyby Dynia wiedziała, gdzie jakiś sklep z matkami, to Matylda chętnie z tej informacji skorzysta.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem, czy to nie bedzie raczej taki szrot, gdzie mozna sobie pobrac matki lub ich fragmenty powypadkowe lub z recyclingu :-)

      A na temat sklepu z ludzmi przypomniala mi sie historyjka-legenda z osobistego cynicznego dziecinstwa:
      kaczka lat trzy, matka kaczki, sasiadka
      Sasiadka: 'kaczko, powiedz mamusi, zeby poszla do sklepu i ci kupila siostrzyczke lub braciszka.'
      kaczka: 'mamo, powiedz tej pani, ze nie ma sklepow z dziecmi.'

      Delete
  10. Hermi ma rację. Bo ci różni uczeni donoszą, że są różne rodzaje płaczu. I może ci się wydawać, że to płacz z żalu, że matka niewyrozumiała, a to może być po prostu głodowy "haribo dajcie mi tu natychmiast" ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Glodze, przyznaje sie, glodze.
      Wraca hobbit z placowki i od progu wola: I AM HUNGRY!
      Ma w zoladku bezdenna studnie :-)

      Delete
  11. Kocham Dynie, kocham! I bede uwazac co mowie do Pociechy...

    ReplyDelete
  12. Suchej nitki na matce nie zostawiła, jak zaniesie to ogłoszenie do prasy lokalnej, to dopiero będzie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szczegolnie do pekinskiej prasy lokalnej :-)))

      Delete