[48]

[7 Mar 2014]

(...)
W kuluarach fabuły Biskwit rośnie.
Lada chwila ukończy trzy miesiące.
Ma zadarty nos, długie palce fortepianistki i krótkie rzęsy.
Proza życia zahartowała Biskwita. To już nie miękki, melodramatyzujący wypiek z kruchego ciasta, ale pszenny suchar, na którym można złamać sobie zęby i koncepcje wychowawcze.
Nie wiem, ile waży, bo o ile Dynię miesiącami ważyłam regularnie, w każdy poniedziałek, na elektronicznej wadze skalibrowanej względem wzorców z Sèvres, a wyniki precyzyjnie przy użyciu kątomierza i suwmiarki nanosiłam na siatki centylowe w książeczce zdrowia, tak w przypadku Biskwita nie bardzo pamiętam, gdzie położyłam książeczkę.
Możliwe, że nie jest Biskwit przodownikiem siatek centylowych, ale czego mu nie dostaje w siatkach, to nadrabia ambicją.
Gdyby nie utrudnienia natury anatomicznej Biskwit prawdopodobnie już dawno powstałby na równe nogi, gdyż od zawsze fascynuje go horyzont, nie zaś pozycja horyzontalna.
Układany na brzuchu udanie imituje peryskop.
Unosi głowę i skanuje okolicę, by wiedzieć, gdzie aktualnie znajduje się Dynia i czy aby przypadkiem znów nie zamierza tulić.
Źle znosi zwycięstwo grawitacji nad materią mięśni karku.
Lubi snuć gawędę, ale ceni sobie również dialog i z zadowoleniem odpowiada na pytania pomocnicze.
Nie zdążyliśmy jeszcze sprawdzić, co sądzi o odmętach i wirach wodnych, ale biorąc pod uwagę, że pod wszelkim możliwym względem różni się od Dyni, możliwe, że ryczy, bo domaga się akwalungu i dostępu do strategicznych akwenów wodnych.
Jest przebiegły.
Gdy się uśmiecha, roztapia lądolody i miejscowe staruszki.
Gdy wygina usta w podkowę rozpaczy, człowiek odgryzłby sobie nogę, byleby tylko ucieszyć.
Kochać obie do szaleństwa to pestka.
Kochać obie w tym samym miejscu i czasie – wyzwanie.

©kaczka
30 comments on "[48]"
  1. i jak trafnie ujęłaś różnicę między macierzyństwem pierwszym a drugim :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Taaa... :) Spadkobierczyni nr 1 była kąpana w wanience, na pieluszce, z odpowiednią atencją - całość trwała tak ze 45 min. Spadkobierczyni nr 2 była wsadzana do wanienki i kąpana - może ze 25-30 minut wszystkiego. Spadkobierczyni nr 3 była brana za manele i wsadzana pod prysznic - 15 minut wystarczyło. Spadkobierczyni nr 4 profilaktycznie nie została powołana do życia, bo sądząc po tendencji, TPD mogłoby mieć niejakie pretensje...

      Delete
    2. kiedys krazyl po necie taki tekst o matce kolejnych dzieci, zapamietalam to: co robi matka, kiedy dziecko polknie monete?
      przy piewszym.natychmiast jedzie na pogotowe, przy drugim sprawdza nocnik, przy trzecim odejmuje z kieszonkowego :)

      Delete
    3. Czuję się jak wyrodna matka, raz, że ani razu nie kąpałam niemowlaków, tylko Małż, a dwa, że u nas kąpiel 5 minut i szlus.


      Delete
    4. PandeMonio, spokojnie, pomiar czasu odbywał się w drzwiach łazienki, ergo na niemowlaku jeszcze / już w coś ubranym. :) Zaś kąpał ten, kto miał akurat chęć, a oprócz chęci aktualny przywilej udzielony przez daną księżniczkę. Kobieta wszak zmienną jest...

      Delete
    5. PandeMoniu, Dyni wystepowala piana na ustach przy wszelkich probach splawiania. Wygladala jak niemowle z wscieklizna. No chyba, ze zanurzalismy we wrzatku, ale przeciez nie moglismy dziecka traktowac jak homara... do kapieli przekonala sie dopiero po roku. Tosmy przez rok nie kapali wcale. I teraz tez jeszcze nie zaczelismy, choc znajac przewrotnosc Biskwita jest on pewnie utajnionym lososiem lub inna szprotka :-)

      Delete
  2. To mi przypomniało, że tydzień temu kupiłam baterię, bo miałam zważyć królowe...

    Ciekawam, co też wyrośnie z Biskwita za rok-dwa :) Ciekawam tym bardziej, że Dynia przypomina mi czasem Wikulka. Chuda napisała mi kiedyś, że drugie dzieci muszą być głośne i ruchliwe, bo walczą z rodzeństwem o uwagę rodzica . U nas ta teoria się sprawdza :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ostatnio siedzielismy z Norweskim przy kolysce zastanawiajac sie glosno, czy Biskwit drze sie bardziej niz Dynia w adekwatnym wieku. Ja twierdzilam, ze tak. Norweski, ze to zludzenie optyczne. Drze sie bardziej, bo czesto reagujemy z opoznieniem.
      I ja w glowe zachodze, co z Biskwita wyrosnie, bo Norweski snuje tu czarne wizje na pograniczu Lisbeth Salander. Dla kontrastu z Dynia kreujaca sie na Victorie Beckham :-)

      Delete
  3. Kochan calosc, a dwa ostatnie wersy do szalenstwa. Pieknie ujete Kaczko, kwaczaco spiewajaco ;)

    ReplyDelete
  4. Wyzwanie - ale do pokonania! serdeczności.

    ReplyDelete
  5. pierwszebyło cała naszą uwagą, drugie połowiczną a trzecie... hmm mamy jakieś trzecie dziecko? ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Coś w tym jest. :) Najmłodszą księżniczkę obrzuciłam pierwszym przytomnym i uważnym spojrzeniem, kiedy właśnie usiłowała usiąść...

      Delete
    2. I przypuszczam, ze tu po tej stronie ekranu bedzie podobnie :-)

      Delete
  6. Uśmiałam się i zafascynowałam tym Twoim opisem. Cudny!i choć mój dwutygodniowy Kropka

    ReplyDelete
  7. Wcisnęło się-publish... Samo się wcisnęło... Kontynuując...ekhmm i choć moja dwutygodniowa Kropka wysysa ze mnie całą energię, nie mogłam nie skomentować Twojego zapisu z życia małych ludzi... Powtórzę raz jeszcze: CUDNIE!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przesylam zelazna racje energii! :-)

      Delete
  8. Piekny wpis. Wiecej nie napisze tym razem bo mnie sciska za gardlo mysl, ze raczej nigdy przed takim wyzwaniem nie stane...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mallico, wiesz... zycie pisze najbardziej zaskakujace scenariusze. Zywy dowod to ja, kaczka, przeterminowana matka dwoch corek.
      Ukoch.

      Delete
    2. Zycie moze i by pisalo ale tutaj scenarzysta jestem ja i ze wzgledow na kilka krnabrnych zasad azotowych nukleodytow ktore nijak nie chca pasowac do wzorca produkcja pdt. "mlode mallici" zostala zawiszona do odwolania. Jedynym wyjsciem z impasu jest PGD ale to dluga, kreta i niedoswietlona droga. W dodatku ze znacznymi oplatami za przewoz. Takze ten.....

      Delete
    3. uprawiajac pelny ekshibicjonizm niech dodam ze te popaprane zasady nie moje tylko mezowskie i jemu krzywdy nie robia ale podarowane hipotetycznej corce w prezencie bylyby mocno problematyczne. no i nie zapominajmy o pieknych winogronisatych mych gonadach (PCOS). Przepraszam ze takie wycieczki osobiste tutaj uskuteczniam ale czasami czlowiek musi inaczej sie udusi ;)

      Delete
    4. Jak chodzi o PCOS, to z bliskiej obserwacji wiem, że efekty tegoż dla prokreacji to w większości urban legend - albo diagnostyka leży i kwiczy. Dwie koleżanki mojej średniej usłyszały od lekarzy, że z powodu silnego PCOS dłuuuga droga przed nimi, z mocno niepewnym wynikiem. Wobec czego przestały się zabezpieczać, bo i przed czym...? No i w sumie ruchliwa trójka maluchów z tego wynikła, więc wiesz... :) Moja młoda też usłyszała w klinice na USG, że ma się pospieszyć z prokreacją, bo za chwilę PCOS jej całkiem uniemożliwi. "Ale panie doktorze, moje dziecko już ma roczek..." Co starannie zrelacjonowała ku przestrodze własnym siostrom, również z diagnozą PCOS...

      Delete
    5. PGD? Ten moment kiedy w zdarzenie, ktore z natury winno byc romantyczne wdziera sie cholerna proza zycia i jeszcze trzeba tej prozie placic? Mimo to, czepiam sie twojego 'raczej'. Bo mi to zostawia margines na 'a jednak'. W kwestii PCOS - moze to taka strategia ginekologow, aby poprawiac przyrost naturalny? :-) Na serio, pamietam jedynie, ze ktos mi onegdaj opowiadal, ze wielu lekarzy ma problem z prawidlowa diagnoza syndromu, a on sam - ten syndrom - ma tyle twarzy, ze zarzucanie antykoncepcji nie jest wskazane :-)

      Delete
    6. kaczko to "raczej" to taki wentyl bezpieczenstwa dla mojej psyche otoczonej przez coraztowieksze grono bliskich i dlaszych romnozonych znajomych.... Cholernych zasad sila woli nie zmienimy wiec sie wlasnie lamiemy czy PGD czy w ogole nic bo w sumie alternatywa to amniopunkcja ale jak sama wiesz ta dostepna dopiero w drugim trymestrze i mimo zem absolutnie pro choice jesli chodzi o innych to chyba nie dlabym rady uniesc takich wyborow kieddy postepujaca mitoza wytworzy juz lapke machajaca do ciebie na ekraniku podczas USG. problem z PCOS jest taki ze pomimo ze ja wiem i ty wiesz i pani z Lidla tez ze mlode z PCOSem miec mozna to "madre" doktory kwalifikujace do PGD uwazaja to za okolicznosc poddajaca w watpliwosc pozytywe rozpatrzenie wniosku.

      Delete
    7. ale nie martw sie - ja na prawde jestem rewelacyjna ciotka :) gdybys mieszkala blizej chetnie zajelabm sie i Twoja progenitura :)

      Delete
  9. Kaczko, a myślisz, że możliwe jest przeskoczenie od razu do fazy matki drugiego berbecia? Jakoś taka nonszalancja jeśli chodzi o centyle całkiem by mi odpowiadała.
    Co do kochania - ja też jestem miłośniczką diety dyniowo-biskwitowej!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jest mozliwe :-) Na uchodzstwie jest chyba nawet latwiej. Gdy przez rok nie kapalismy dziecka, wyspiarskie polozne przyjely to ze stoickim spokojem jako 'ot, kolejna fanaberia emigrantow', a rodzina i znajomi 'ot, pewnie to taki angielski zwyczaj'. A na siatke centylowa nakrecilam sie sama. Odezwala sie we mnie mala prymuska, ktorej dziecko MUSI podrecznikowo przybierac na wadze. Po kilku miesiacach pielegniarka srodowiskowa dala mi subtelnie do zrozumienia, ze nie musimy sie widywac tak ortodoksyjnie W KAZDY poniedzialek :-)
      Do tego, gdy patrze w przeszlosc, przy pierwszym dziecku czlowiek ma mnostwo wolnego czasu :-) i wymysla sobie absurdalne zajecia. Na przyklad, ubieranie potomka w skarpetki (siedemset razy dziennie, bo potomek je zrzuca jednym ruchem kopytka), albo ukladanie ubranek w szufladach w porzadku alfabetycznym, albo porownywanie niemowlecych pryszczy ze zdjeciami czarnej ospy w podrecznikach chorob zakaznych. I takie tam inne... :-)

      Delete