[25]

[17 Jan 2014]

(...)
W relacjach z Biskwitem Dynia samozwańczo przejęła rolę mentora skazując niemowlę już nawet nie na drugie skrzypce, już nawet nie na noszenie futerału od tychże skrzypiec...powiedzmy, że od biedy, Biskwit może sobie gdzieś tam w tej partyturze brzdęknąć od czasu do czasu na trójkąciku. Zasadniczo jednak od Biskwita wymaga się wyłącznie by patrzył, podziwiał i się uczył.
Metr Sokratesa, pół metra Platona.
- Patrz uważnie! Idę kupić precle, bo ja jestem duża i mogę! – rzecze Dynia i wykręca niemowlęcą głowę w stronę piekarni.
(Ma niemowlę zadatki na puszczyka. Nie dość, że poluje nocą to jeszcze lada dzień zacznie oglądać sobie plecy).
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Próbuję przekonać niemowlę, że oto zaraz będzie świadkiem rzeczy wielkich.
- Ile precli chcesz kupić, Dyniu?
- Four. – odpowiada  Dynia i dla potwierdzenia pokazuje dwa palce.
Przez dłuższą chwilę negocjujemy podstawy tej awangardowej arytmetyki oraz próbujemy rozwiązać równanie: ile potrzeba precli, by wykarmić rodzinę bez potrzeby uciekania się do cudów i zbierania dwunastu koszy ułomków.
- Jeden dla ojca, jeden dla matki, jeden dla Dyni... ile potrzeba precli?
- Jeeeeden, wa, CZY!
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
- A teraz musisz to CZY wyartykułować po niemiecku, żeby zrozumiała cię pani od precli.
- I DON’T WANT. ME NO LIKE GERMAN!!! – drze się Dynia na samym środku Hauptstrasse.
Dość odważne oświadczenie zaraz przy na najgłówniejszym placu Wurstenbergii.
Germanie przystają i patrzą niekoniecznie wyrozumiałym wzrokiem.
Czuję się jak producent steków na zjeździe radykalnej bojówki wegan.
- ... po niemiecku, albo nie sprzedadzą ci żadnych precli. – syczę i wpycham Dynię do piekarni. – No powiedzże: Drei Bretzeln, bitte! i wszyscy będą zadowoleni.
Tu następuje długi wywód dlaczego w Niemczech wypada mówić po niemiecku oraz ile palców to Drei.
Dynia nie jest zadowolona, ale powtarza pod nosem: Drei Bretzeln, Drei Bretzeln... i w zadziwieniu ogląda swoje trzy palce.
[Maaaaaaaamo! Ona nie patrzy! Każ jej patrzeć!]
Po czym staje u lady, macha banknotem i mówi... FOUR.
I potwierdza zamówienie na palcach.
Dwóch.
Po czym spogląda na mnie i łaskawie dodaje: Bitte?

(...)
Fascynujące.
Czy dzieci w Erefenie były dłuższe?
I skąd różowe rajtki w szafie tatusia?




©kaczka
66 comments on "[25]"
  1. Kaczko, wersja ksiażkowa przygód Dyni, Biskwita i całej Kaczej Rodzinki, koniecznie! (społeczeństwo się domaga :)))))) Nie odmawiaj człowiekom radości! Choć to niemożliwe, z notki na notkę jest jeszcze lepiej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Potwierdzam Kaczko, dostaję nawet maile w tej sprawie, że mam cię przekonać naocznie, rękoczynem nawet. Miej litość!

      Delete
    2. Łączę się w prośbach. Z rysunkami Bebe, bitte?

      Delete
    3. Kaczko, przed powołaniem nie ma ratunku;-)
      Pisz, zmaterializuj nam to swoje pisanie w formie papierowej!
      A i Bebe miałaby niemałe pole do popisu ze swoją zwinną kredką:)
      Nie dajcie się prosić!

      Delete
    4. No, jesli Bebe mialaby zilustrowac to gotowa jestem napisac nawet telefoniczna!

      Delete
    5. Poświęcę się dla dobra ludzkości i światowej literatury!
      Słowotwórz Kaczko, teraz nie ma odwrotu :D

      Delete
    6. No! Poszło nawet szybciorem. Vox populi, vox Dei :)

      Delete
    7. Chociaż z przekonania bojkotuję wszystkie produkcje post-blogowe, to jednak książkową papierówkę od kaczki bym zanabyła natentychmiast. Pisz, kobieto. (tfu, wydawaj, jest co!)

      Delete
    8. Ozesz!
      Naprawde? Dzieki!

      (Czy jest na sali wydawca? :-) Przeliczylam na palcach, jest chetnych na szesc egzemplarzy.)

      Delete
    9. This comment has been removed by the author.

      Delete
    10. na siedem. ja tez bym kupila. gdyby jeszcze tez Chuda sie dala namowic na wersje ksiazkowa swego bloga...ech pomarzyc mozna

      pozdr
      magda

      Delete
    11. osiem, mua tez nabedzie, w pedzie :)

      Delete
    12. dziewiec! :) wydawca polsko jezyczny z Holandii, moze byc? :) Doktorat cacy im wyszedł :)

      Delete
  2. Pośpieszam z odpowiedzią, Dynia mnie natchnęła. Czemu długie? Może też zwei (np. centymetry) przerabiali na four, bitte? Rózowe dla chłopca w erefenie? Bo oni tam byli do przodu i pewnie gender już wtedy tam szalał.
    No i... Biskwit. Ona rzeczywiście nie patrzy! Każ jej patrzeć :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gender! I wszystko jasne. Ze tez sama na to nie wpadlam :-)

      Kaze Biskwitowi patrzec, kaze. W matke. Jak w obrazek.

      Delete
  3. ME NO LIKE GERMAN!!! - Dyniu w samo sedno.
    Ale jednak, przez żołądek do serca.
    Brezeln, Kuchen, Gumibaerschen.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mielonka jajeczna, sauerkraut, drozdzowki, berlinery... lista dluga.
      :-)

      Delete
    2. W każdej postaci!
      Nawet twarzy (?!) uśmiechniętego kurczaka.

      Delete
  4. Kaczko, jeden z lepszych wpisów od początku tego lub zeszłego roku, Ależ macie ubaw.
    JotDee

    ReplyDelete
  5. Ja bym Biskwita oszczędziła. Jeszcze sie napatrzy. Oj, napatrzy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stad najczestsza taktyka - w kontaktach z Dynia Biskwit udaje, ze spi. Jedno oko zawsze otwarte :-)

      Delete
    2. Odwrotnie - jedno oko odpoczywa ;o)

      Delete
    3. Trzecie tez ma. Jestem przekonana. Przy Dyni - obowiazkowe.

      Delete
  6. ja chce ksiazki! Kaczko, trafilam do Ciebie od Katachrazy i...tyle lat straconych bez Twojego bloga! :) genialnie piszesz, genialnie patrzysz na swiat!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czuje presje :-) Witamy! Miejsca w pierwszym (i jedynym) rzedzie wciaz wolne. Zapraszamy! :)

      Delete
  7. Ale Dynia tak permanentnie noł lajk dżermen?

    ReplyDelete
    Replies
    1. A skad! Tylko wtedy, gdy oszczedza jej to intelektualnego wysilku.
      :-)
      Choc niewykluczone, ze niemieckiego uczy sie z nienawisci. A uczy sie, bo ostatnio nas zaskoczyla odliczajac po niemiecku do dwudziestu.

      Delete
  8. buahahahah Kaczko przez Ciebie sie wyda,ze podczytuje cie w robocie zamiast kreslic grzecznie elewacje i inne pierdoly ...przy stekach oplulam ze smiechu monitor... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tlumacz, ze to zabawna elewacja :-)

      Delete
  9. Ciekawi mnie w jakim jezyku bedzie mowic moje mlode (jesli sie kiedys zdecydujemy rozmnozyc). Bo z mezem rozmawiamy po Holendersku i po Angielsku (w zaleznosci od okolicznosci przyrody, towarzystwa i kontynentu no i mojego poziomu stresu bo przy pewnym progu konczy mi sie cierpliwosc do charkotania). Przy czym nasze rodziny mowia twardo tylko w jezykach ojczystych. Wylamuje sie moj tato, ktory po angielsku sobie radzi ale z uporem maniaka mowi do rodzicow D. w tym narzeczu a oni udaja ze rozumieja ;) A co do dzermanskiego to dwa zycia temu mialam faceta Niemca. Calkiem byl do rzeczy i rozwijala sie nasza znajomosc pomyslnie az do momentu w ktorym w jakims momencie usiadlszy na mojej kanapie powiedzial do mnie:" komm zu mir mein Schätzchen". Do dzisiaj mnie otrzasa.... Wybacz - wiem ze Norweski tak na prawde Niemiecki ale w tym przypadku solidaryzuje sie sie Dynia ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I wlasnie dlatego mamy z Norweskim umowe. Nie obsypujemy sie czulosciami w naszych narodowych jezykach :-) Zadnego Schaetzchen, zadnego skarbie, czy inny kotku. Mowy nie ma :-)

      Ilosc czynnikow, ktore jak odkrylam, skladaja sie na wybor mowy przez potomstwo jest tak ogromny, ze nawet z fusow nie da sie wywrozyc, w ktora strone to pojdzie. Przyklad? Para Dunczykow urodzila corke w Buenos. ... ups... Dynia wstala... c.d.n.

      Delete
    2. ... urodzila corke w Rio, nie w Buenos i corka nauczyla sie tam portugalskiego w stopniu doskonalym, podczas, gdy oni w wielce mizernym. Potem urodzila im sie mlodsza corka i zdecydowali sie wrocic do Europy. Wrocili do Niemiec. Starsza corka w ramach protestu zaprzestala mowienia po dunsku, a mowila w nim i tak slabiutko. W Niemczech poszla do miedzynarodowego przedszkola i teraz mowi po portugalsku i angielsku, mlodsza jest w niemieckim przedszkolu, a rodzice staneli przed dylematem w jakim jezyku rozmawiac w domu. Ostatecznie wybrali... angielski, choc w Londynie byli tylko raz, a w USA trzy lub cztery :-) Zycie pisuje najdziwniejsze scenariusze.

      Delete
    3. Umowa calkiem do rzeczy :) Ja bym sie wylamywala bo bardzo lubie Holenderskie "lieverd" Poza tym moj maz juz iles lat temu wymyslil mi przezwisko "pupske" i teraz wola na mnie tak nawet w domu swoich rodzicow. Gorzej, kazal tak sobie wygrawerowac obraczke O_o. Poniewaz slowo to jako takie nie wystepuje z zadnym jezyku zazwyczaj grubo sie musialam tlumaczyc czemu on tak na mnie wola. Jest to podobno jakas staroholederska wariacja rzeczownika "puppy", a nazwal mnie tak gdyz uwaza, ze jak mnie cos zafascynuje to zachowuje sie jak maly szczeniak (skacze dookola, opowiadam wszystkim dookola co sie wlasnie przydarzylo niezaleznie od tego czy chca sluchac czy tez nie itp.). Kontunuujac dygresje, po tej stronie kaluzy ze wzgledu na poprawnosc polityczna mowia mi ze bycie "super excited" jest ok i wpisuje sie w etos pracy ;) Teraz juz sie nie tlumacze i olewam co ludzie mysla bo sie przywyczailam i ta swoja ksywke polubilam. Mamy za to umowe z D. ktora zabrania mu mowienia "przepraszam" po polsku jesli faktycznie cos grubego przeskrobie. Jest to jedno z niewielu slow ktore zna, a wypowiada je z niesamowicie rozczulajacym akcentem co rozprasza mnie niewymownie i wytraca z rak wszystkie argumnety ;)

      Delete
    4. Pupske! Aaaaaa! Cudne.
      'Lieverd' jak angielska watrobka :-) Mysle, ze nie wytrzymalabym i zaczela nazywac oblubienca 'watrobianka'.
      U nas zabronionym slowem jest niemieckie doch! Norweski artykuluje to tak rozczulajaco, ze nic tylko nerke oddac :-)

      Delete
  10. Me auch no like German;) tyle lat się próbowałam nauczyć i klęska;/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wierze. Och, jak bardzo wierze :-)

      Delete
  11. Różowe rajtki w szafie Tatusia - german gender jako żywo! Wyprzedzili czas!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Podlozyli nam te rozowe rajtki. To moja konspiracyjna teoria :-)

      Delete
  12. Droga Kaczko! Trafiłam tu okrężną drogą z okazji Robótki. I wsiąkłam na amen! Przeczytałam od deski do deski, (a jak pojawiła się biskwitowa zakładka prenatalna, to już w ogóle czytałam jednym tchem do późnej nocy) i będę czytać namiętnie kolejne rozdziały! Pozwolisz, co?
    Dynia i jej wielojęzyczne teksty jest the best! I wie dziewczyna, o czym mówi: me not like german! W zupelności się z nią zgadzam i solidaryzuję!
    Mój dwuletni siostrzeniec też urodził się i do tego poważnego wieku na Wyspach dochodził. Wprawdzie rodziców ma obu rodzimego pochodzenia, ale i tak uczęszczanie do brytyjskiej placówki edukacyjnej skutkuje wieloma wspaniałymi tworami językowymi z "noł, noł, noł" na czele (podparte sugestywnym gestem machającego zacięcie paluszka)! A zestaw pluszowych pacynek - zwierzątek to: horś, ziaba, biba (=ryba), małś, hał hał, ko-ko-dyl (akcentowane z francuska) oraz "to" - czyli wszystkie pozostałe ;-)) Bosko! Niech Biskwit zdrowo rośnie! Pozdrawiam ciepło! Maria

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z glebin serca zapraszam. Pierwszy i jedyny rzad czeka :-) Lubie ten uboczny efekt Robotki :-)
      U siostrzenca potezny wokabularz, co dobrze waszej rozrywce wrozy na przyszlosc!

      Delete
  13. U nas mlodsze odroslo to Pociecha sie juz nawet sklania do wydzielania "pupeklets" jak jej bratowa dzialalnosc nie podchodzi.Are you ready?
    Loulou

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie, czy u was pupekletsy sa spolecznie akceptowalne? Bo podobno we francuskich placowkach mozna karac cielesnie, a to przeciez od was rzut berecikiem? :-)

      Delete
    2. Nie, nie mozna. Gorszymy cala spolecznosc belgijska.

      Delete
    3. Fascynujace, ze piec metrow od granicy juz nie mozna. Podczas, gdy po drugiej stronie francuska przedszkolanka nieustannie dyscyplinuje pupekletsami dziecko naszej szwedzkiej znajomej. Imaginuj sobie, co przezywa szwedzka znajoma :-)

      Delete
  14. Eeee... a nie "metr Sokratesa i pół metra Platona"? (Btw, czy będzie kiedyś Arystoteles?)

    ReplyDelete
    Replies
    1. O rety, ale wtopa! Lece poprawiac. Dzieki!

      Delete
    2. Poprawione!
      Mamy takie natezenie filozofow na metr kwadratowy rodziny, ze chyba juz wystarczy :-)

      Delete
  15. ostatni fragment rozklada mnie na lopatki i widze malego blond skrzata oczyma wyobrazni: "Po czym staje u lady, macha banknotem i mówi... FOUR.
    I potwierdza zamówienie na palcach.
    Dwóch.
    Po czym spogląda na mnie i łaskawie dodaje: Bitte?"
    jak zareagowala pani w piekarni? :-)

    fantastyczne to Wasze dziewcze. oczekuje, ze Biskuitcik tez sie tak cudnie rozwinie :-). przeczytalam opowiesci przedciazowe TEIL ZWEI i mi lepiej. sama musze czekac jeszcze do czerwca, ale tez to roznie z tymi moimi nieznanymi jeszcze lokatorami bywa. no i martwie sie czesto i boje. wierze jednak, ze zostane mama takich fajnych perelek jak Twoje. pozdrawiam z odleglosci jakis 120 km Magda

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo, bardzo trzymam kciuki i teraz to dopiero mam watpliwosci, czy was zapraszac :-))) Zobaczycie te dwie perelki w akcji i morale wam przed porodem sie nadkruszy. Z drugiej zas strony, moze wrecz przeciwnie, moze to doswiadczenie z gatunku 'inni maja gorzej' :-) I co ty na to?

      Delete
    2. nie czaruj tu Kaczuszko, bo dzieci masz cudne :-)
      to kiedy mam na te kawe wpadac? :-))))

      magda

      Delete
  16. U nas Młodszy Starszak już ma plan wobec najmłodszego członka rodziny.. Jest co prawda starsza od Dyni ale przypuszczam, ze rozkaz:Każ jej patrzeć! na stałe zagości w codziennym repertuarza.. Aż strach się bać!
    Bardzo zazdroszczę, że Twoje dzieci będą naturalnie kilkujęzyczne. Wspaniała umiejętność na przyszłość!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ba, czy beda? Po wypowiedziach: I have to go arbeiten, trace wiare, ze beda choc jednojezyczne.
      :-)))

      Delete
  17. dużo jeszcze??? macie tych skarbów z Erefenu??
    zazdraszczam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cala piwnice. Cale dziecinstwo Norweskich Bros zdeponowano w tej piwnicy. Niestety nie zawsze z zachowaniem zasad przechowywania antykow, sa wiec straty.
      Zawsze chetnie sie podzielimy jakims stylowym non-ironem ;-)

      Delete
  18. Może taaaaką długością śpiochów władza w Erefenie chciała udowodnić, że przyjęła słuszną linię? Albo zapewnić społeczeństwo, że co jak co, ale na ciuszkach dla dzieci nie myśli oszczędzać ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Się wtrącę wrednie ;-))
      RFN to byłe Niemcy Zachodnie, czyli ci bez słusznej linii i ci z kasą.
      Ci z byłego Wschodu, czyli z linią i bez kasy to NRD ;-)

      arbuz

      Delete
    2. Hihi, ależ ja rozróżniam wschód od zachodu! Sama nosiłam w dzieciństwie sweterki z paczek z erefenu, a pół rodziny szmuglowało dżinsy i magnetofony zza żelaznej kurtyny.

      Nie słyszałam jeszcze o takie władzy, która nie chciałaby udowadniać słuszności przyjętej linii. A skoro mieli kasę, to na długości śpiochów nie oszczędzali... ;-)

      Delete
    3. ;-))
      Oops ;-) Mnie słuszność linii skojarzyła się ewidentnie ze słusznością onegdaj enerdowską (kapitaliści z Zachodu jacyś mniej dogmatyczni mi się wydali) i ze śpiochami utworzyła całość w mojej bujnej wyobraźni ;-))
      A z racji przewrażliwienia zawodowego - pojechałam ;-)
      Honory oddaję!

      arbuz

      Delete
    4. Istnieje jeszcze jedna teoria. Norweski mial dwa metry juz w kolysce :-)

      Delete