947

[14 Nov 2011]

(...)
Dynia – miniatura człowieka – zaczyna nadawać w ludzkim na naszej częstotliwości.
Nasza cywilizacja nie jest na to gotowa.
- O co jej, u diaska, z tą wydrą? – zachodziliśmy w głowę pół niedzieli, bo Dynia uparcie nadawała sygnał: Ater! Ater! Ater!
Otter?
...
...
...
???
... dopiero, gdy przedstawiła stosowną pantomimę, dopiero, gdy wyjęła rekwizyty w postaci naczyń kuchennych, spłynęło na nas natchnienie.
Water!
(Z akcentem wiejskiego bumpkina z Yorkshire.)
Mam mieszane z tego uczucia.
Chłonie miejscowy przez osmozę.
Pół roku w ochronce. Tydzień w tydzień.
Nic dziwnego, że ater! a nie równanie ciągłości strugi, albo fundamentalne zagadnienia lepkości cieczy.
Gdybyż tylko ta ochronka mniej frywolnie podchodziła, do nie tak w końcu licznych, reguł własnej, praojców gramatyki!
Żebym nie musiała czytać w listach, że, dla przykładu, Dynia has took.
Bo skoro tak pisze ochronka to i pewnie tak do Dyni mówi.
Wziołam i poszedłam.
Na razie ciągle jeszcze pocieszam się, że ater! powiedzieć łatwiej niż równanie, lepkość lub strugi.
Tak jak ta! zamiast thank you!

(...)
Patriotycznie.




(...)
Pół roku w ochronce.
Pół roku w pociągu.
Jestem znużona.

(...)
... a u Hawajskich w sobotę baranie steki na masełku...



©kaczka
11 comments on "947"
  1. Uklony, tym razem u Ciebie :)

    Dopilnuj, zeby nie miala kontaktu z Middlbroghwianinami. I'm goin' om (do domu) boss-station (to o dworcu autobusowym) i in aler. Uzywa sie go w astmie... Najwieksza mam radoche z kontaktow M'borowianow z Newcastlenami. Co drugie slowo to "moglbys powtorzyc"...
    xD

    ReplyDelete
  2. Ech tam, poslesz ja do Oxfordu to sie nauczy mowic z 'odpowiednim' akcentem:) Ja tymczasem sie martwie ze Stokrote w przedszkolu naucza niegramatycznie po polsku mowic, bo mamy juz dwie panie z Polski:)

    ReplyDelete
  3. Kaczko, masz cudowny styl, lekki, pełen humoru!

    Proszę o więcej!

    ReplyDelete
  4. właśnie miałam pytać co u Hawajskiego. W menu oczywiście;)
    włanczam i wyłanczam

    ReplyDelete
  5. Na równania przyjdzie pora :) Indoktrynujcie Dynię muzyką. Rafalski ostatnio wyskoczył z przyśpiewkami w stylu "Ore ore, szabadaba...." i inne biesiadne hity, co mnie doprowadza do lekkich drgawek...
    /beciagie/

    ReplyDelete
  6. Ojć.. Wiecie, ja mieszkałam w Liverpool i nie ma nic gorszego niż Scouse, cała Wyspa się z nich naśmiewa, mało że własne słowa ta tera tata i insze YOUS to jeszcze maniera królika Bugsa nijeeeee.
    Po 9 latach owocnej nauki angielskiego los rzucił mnie prosto w to lingwistyczne piekło i tydzień mi zajęło ogarnięcie na tyle, żeby rozumieć a co dopiero mówić. Naśmiewali się ze mnie, że chyba jestem szpiegiem z BBC. Po pół roku wyprowadziłam się do Chester w bądź co bądź Walii i tam się dopiero ze mnie naśmiewali, chociaż kto widział napisane coś po walijsku lub słyszał wymówione podwójne L na początku słowa zrozumie kuriozum.
    Ktoś rzekł, że twórca walijskiego nie docenił mocy samogłosek.
    Potem wyprowadziłam się na południowe wybrzeże i byłam zaskoczona, że się ze mnie naśmiewali a sami mówili fojf oklok.
    Na obronę Brytoli mam tylko wspomnienie, że po powrocie do PL niedaleko Żukowa pewien 14latek doprowadzał mnie do szału mówiąc po kaszubsku.
    Przecież jeśli ta gwara ma chociaż jedno wspólne słowo z polskim to będę zaskoczona.
    I jeszcze jedno, czy ktoś wie, w której części Anglii mówią tak jak na kasetach do podręczników?

    Odnośnie gramatyki wymieniłam z poznanymi w UK osobami wiele treści przez internet i jestem w szoku, jak to możliwe, że oni nie ogarniają podstaw gramatyki i piszą słowa ze słuchu!! Zgroza.

    Moje córki bezgranicznie kochają to:
    http://www.youtube.com/watch?v=astISOttCQ0
    i to:
    http://www.youtube.com/watch?v=LVDwipU1l8c
    i takiej dzikiej radości nie widzę nigdy indziej jak wtedy kiedy ktoś im to puści.
    Przed pocięciem się powstrzymuje mnie jedynie fakt, że moja siostra kiedyś zasłuchiwała się w Britney i A-Teens, potem była mroczna a teraz wie co dobre.
    Wspominam też od czego ja zaczynałam i tu już się nie przyznam L-:

    ReplyDelete
  7. Przygotuj sie, rozwiazanie niektorych jezykowych lamiglowek zajelo nam miesiace (np. Lolin okazal sie byc kolega ze zlobka o imieniu Dauwe (???)). Niezbadane sa sciezki dzieciecej logiki.
    Podejrzewam tez, ze nasze Pociechy szybciej sie dogadaja po angielsku niz w rodzimym jezyku. Totalna kleska wychowawcza z mojej strony.
    Loulou

    ReplyDelete
  8. > Abnegacie, ktoren zastepujesz mi proza ER, Grey's Anatomy i Scrubs :-) od czterech lat jeden sepleniacy (!), bezzebny (!) M'borowian dzien w dzien opowiada mi o swoim zyciu, jak przypuszczam w nieslychanych szczegolach. Moze nawet takich, jak ten Hawajski. Coz z tego! Nie rozumiem ni slowa! Nic nie wiem o jego zyciu! Gdyby przyszlo mi zapewniac alibi M'borowianowi ma chlopina przechlapane... :-)))
    > Magdo, dziekuje zarumieniona! Czuj sie tu jak u siebie!
    > Patrasowa, korci mnie by notowac przepisy i zalozyc kacik 'W kuchni z Hawajskimi' :-)
    > Bea: muzyka jest glownie ojcowska, co pewnie sprawi, ze Dynia bedzie milosniczka bawarskich szlagierow biesiadnych :-)
    > Ruffe: komentarz dluzszy niz notka! dzieki! pamietam jakby to bylo wczoraj, gdy wysiadlam z samolotu w Waszyngtonie i probowalam znalezc swoja walizke dialektem z kaset dolaczonych do podrecznikow L.G. Alexandra... :-)
    Niefrasobliwosc jezykowa tubylcow mnie juz nie dziwi. W losowo wybranej grupie Polakow, chocby i z wyzszym wyksztalceniem, tez sie tacy przydarza. Jesli my sadzimy ortograficzne to i tutejsi tez moga. Niejednokrotnie wole sprawdzic w slowniku niz konsultowac poprawnosc form. Mialam wspolpracownice, ktora byla czepliwa i wytykala mi, naprawde nieliczne, literowki z zaangazowaniem godnym lepszej sprawy. Zaczelam jej rownie zyczliwie podkreslac masowe obsuwy w gramatyce. Szybko wycofala sie za linie okopow :-) A moze to zalezy od grupy zawodowej? Od biol-chemu nie wymaga sie znajomosci skladni i inwestycji w wokabularzyk.
    Szkoci! Nie wszyscy, ale niektorzy. Nie do zrozumienia!
    Cockney! Nie rozumiem, ale uwielbiam: ain't me dog albo I do not know nuffink.
    Nic tak nie cieszy Dyni, gdy Norweski spiewa (i tanczy) to: http://www.youtube.com/watch?v=BLTWTKpP7g0&feature=relmfu (dasz wiare? :-)) Wychodze z pokoju! :-)
    > Lou: Lolin lepsze niz Dauwe. Ma Pociecha gust!
    I nie zalamuj sie. Moj podrecznik od wielojezycznosci dzieciecej mowi, ze na tak wczesnym etapie nie nalezy ani niczym sie cieszyc, ani martwic. Bywaja dzieci, ktore mowia w matczynym, a gdy ida do szkoly to zaczynaja sie matczynego wstydzic, chca byc jednojezyczne tak jak inne dzieci. Inne mimo wysilkow przez dziesiec lat nie odzywaja sie w matczynym, a nagle okazuje sie, ze dostaly nagrode Nike za swoja pierwsza w matczynym powiesc. Bedzie co bedzie!

    ReplyDelete
  9. Rafalski też kocha ten klip.... Razem z ojcem swym oglądają i tańczą.... Zakładam słuchawki w drugim pokoju

    ReplyDelete
  10. Ożesz.. czyli nie jestem samotna w cierpieniach!
    Współczuję wam z całą mocą jaką w sobie mam.
    Mam nadzieję, że ten wirus się wreszcie wygasi z braku nowych mutacji i epidemia się skończy.
    Póki co jedyną pociechą jest oglądanie dziecka szalejącego ze szczęścia, no i jest to doskonały lek na podrzemkową marudę! Czasami drzemka trwa 15 minut a maruda dwie godziny. Miś ucina marudę równie sprawnie jak zamienia mój spokój ducha w zgrozę gdy obierając jabłka na ciasto w kuchni orientuję się że go nucę gdzieś pod sklepieniem czaszki.

    A szkota słyszałam: Ołpedoo powiedział i ktoś mu te drzwi otworzył..

    Postaram się Kaczuszko te komentarze ograniczyć, bo się zrobi blog w blogu zaraz.
    Na swoje usprawiedliwienie mam, że po dwóch latach z dziećmi w domu, ciągnie mnie, żeby wyjść wreszcie do ludzi, choćby i łączami (:

    ReplyDelete
  11. Ruffe: przebog, nie ograniczaj!

    ReplyDelete