Image Slider

Showing posts with label Deszczowy Dom. Show all posts
Showing posts with label Deszczowy Dom. Show all posts

[296]

[8 Sep 2016]

(...)
cdn.

(To lecimy dalej o tej Polsce, chociaż ‘lecimy’ jest aktualnie i z wiadomych względów słowem tabu.)

Każdy kto czyta Deszczowy Dom, wie, że to właściwie blog o zjawiskach paranormalnych, a jego główna bohaterka – Jarecka – choć bardzo się stara, to jednak z trudem ukrywa cechy nadludzkie i swoje powiązania z siłami kosmicznymi.
Kto tam do Deszczowego zagląda, ten ma świadomość, że nie tylko śmiertelnik nie dałby rady, ale nawet android byłby się spocił (i zardzewiał) próbując naśladować Jarecką w zarządzaniu czasoprzestrzenią.
Są tacy, którzy sugerują, że już na rysunkach z Nazca widać sylwetkę Jareckiej pochyloną nad maszyną do szycia.
Krążą pogłoski, że rząd amerykański ukrywa, iż na miejscu katastrofy w Roswell znaleziono szydełko i walizkę przędzy z materiałów nigdy wcześniej niezinwentaryzowanych na ziemi. Wszyscy, którzy próbowali o tym mówić głośno, zniknęli bez śladu w tajemniczych okolicznościach, a na blogu Jareckiej – zbieg okoliczności? – odnotowano naonczas nadprodukcję paczworków.
Tośmy pojechali sprawdzić.
I faktycznie, aplauz dla cywilizacji z kosmosu, Jarecka znakomicie udaje Ziemiankę, jednak alibi jej się w kilku miejscach spruło, a incognitu odpadły sztuczne wąsy.
No, bo niby dlaczego z kranu u Jareckiej płynie woda o smaku płynnego żelaza, którą wyginają magnesy i z której po odparowaniu wypadają podkowy? Niby Jarecka mydli oczy, że pije mineralną z Biedronki, ale pewnikiem pociąga z kranu pod osłoną nocy i tak impregnuje swoją reputację kobiety z żelaza.
Albo, że na drodze do Deszczowego Domu dziury w nawierzchni układają się we wzorek wskazujący na to, że ląduje tamregularnie niejeden kilkutonowy spodek.
Spodki i talerze parkują też u Jareckiej w garażu.
Historia barów mlecznych planety zapisana na porcelanie!
(Półmisek z logo Społem, który wrócił z nami samolotem, dar i dowód międzygalaktycznej gościnności Jareckich, jest teraz w sumie pełnoprawnie ‘latającym półmiskiem’.)
Do tego Jarecka, tak jakby od niechcenia, przemyka po kuchni i wynosi stamtąd na życzenie: a to sushi, a to likier z kukułek, a to bezę rozmiarów piłki lekarskiej, a to pasztet z zająca. Gdyby to była bajka, można by posądzać Jarecką, że posiadła samonakrywający się stoliczek.  A tak, z uwagi na kosmiczny rodowód, ma  pewnikiem Jarecka gdzieś w piekarniku materializator cyklotroniczny najnowszej generacji, wzięty na raty w filii Cosmomarktu w zaułkach Betelgezy, i  tak  materializuje Jarecka na życzenie w tygodniu i od święta.
Każdy chciałby się wżenić w rodzinę, która buty poleruje Chewbaccą, a na grzyby lata za Andromedę, zatem z nieskrywanym zadowoleniem odnotowuję, że między Biskwitem a Piątkiem – najmłodszym potomkiem Jareckich – zaiskrzyło!
Czasem były to karesy na miarę dwóch elektrycznych węgorzy, a czasem buchało autentycznym uczuciem, jak wtedy, gdy młodzież zorganizowała sobie śniadanie na trawie, a Piątek skoczył po napoje (różowy dla Biskwita! taki galant!) i rozdał karty do pokera. Pięknie tak było patrzeć na samodzielne dzieciny z ukrycia, zza firanki. Patrzyłyśmy sobie z Jarecką, wzdychając nad sielankowym obrazkiem, choć zapewne Jarecka widzi przez ściany, a za tą firanką łypała tak ze mną dla towarzystwa i z uprzejmości.
Tymczasem Dynia poddawszy okoliczności szczegółowej, pogłębionej analizie oznajmiła, że za rok przyjeżdża do Jareckich sama, na kolonie, a w tonie jej głosu dźwięczał taki aksjomat, że nikt (szczególnie gospodarze) nie odważył się złożyć apelacji od tego wyroku.

A Deszczowy Dom według Dyni wyglądał tak:


(Z kronikarskiego obowiązku dorysowałam sobie, ku pamięci, partyjkę UNO, aby zerkać  na nią na wypadek nagłej pokusy ponownego dołączenia do gry w kategorii ‘Ambitne sześciolatki’.)

A Biskwit dźga palcem w zdjęcie Piątka i wzdychając ciężko, takim wzdechem z pogranicza tęsknoty i udręki,  rzecze: ‘Moja Piątek!’ [1]
Zaklepane.

[1] Podróże kształcą. Biskwit cyzeluje słowiańskie zaimki dzierżawcze.

cdn.

 ©kaczka