[61]

Wprawka piąta: Obudziło mnie kląskanie makolągwy.
(z inspiracji Fidrygauki)

(Elektoratowi, który w Fince numer cztery oddał na mnie siedem przecinek trzydzieści pięć procent głosów. Wdzięczna kaczka)

(Franciszkowi Karpińskiemu. Naród.)

[Didaskalia i parafernalia.
Poranek. Powiatowa komenda Milicji Obywatelskiej w Zapadluszkach Górnych. Izba. W izbie stół. Na stole maszyna do pisania ‘Łucznik’. Przy stole protokółujący i protokółowany. Protokółujący w mundurze. Protokółowany wygnieciony, wymięty, spuchnięty, bez butów, we włosach runo leśne, w oczach żal. Zamiast muzyki stukot klawiszy ‘Łucznika’ uderzanych dwoma palcami wskazującymi.]

- Obudziło mnie kląskanie makolągwy...
- Do rzeczy panie Filon, do rzeczy, co pan? Ornitolog?...
- Panie władzo, no przecież mówię! Detalicznie! Bym tam pewnie jeszcze leżał w tych krzakach, ale ta makolągwa. Pięćset drzew dookoła, jedno w drugie jawor, a ta gadzina nie tylko usiadła na tym nade mną, nie tylko zaczęła kląskać i pitolić,  titititi trititi tritititaaaaa, ale jeszcze mnie sruuuu...  tym no, guanem prosto w oko. Wie pan panie władzo, mówią, że jak ptak obsra to na szczęście. Na jakie szczęście! Budzę się, łeb mnie napier...,
- Panie Filon! Przypominam, że zeznaje pan pod protokół!
-  ... boli,  chyba coś mi do tych malinek dosypała, bo w życiu jeszcze takiego kaca nie miałem, no to budzę się, macam po kieszeniach, portfela brak, dokumentów brak, kluczy do pokoju brak, butów nie ma. Wszystko ukradła ta lafirynda, ta sucz, ta kur... o, pan tu tu pisze, kur piał, świtało, nie wiem, która to była godzina, bo zegarek też zabrała, złoty zegarek! Złoty zegarek! Pan wie, ile dałem za ten zegarek?!
- Panie Filon, lista strat później, teraz proszę opisać przebieg zajścia. Gdzie i kiedy pan po raz pierwszy spotkał podejrzaną?
- No gdzie, no gdzie? Przecież już mówiłem. Na dansingu w domu wczasowym ‘Dorys’! Się mi przysiadła do stolika. Tu niby opowiada, jaka nieszczęśliwa, że niby narzeczony ją rzucił, do mnie oczami strzela, a jednocześnie wyżera zakąskę. Już wtedy, kurna,  powinienem się domyślić! Jak mi te nóżki w galarecie zeżarła!
- Panie Filon, jakieś znaki, no te szczególne?
- Mówiła, że niby spod Panny, ale ja panu powiem panie władzo, jaka tam z niej panna!
- Panie Filon, pan mi tu nie o astronomii, ale jak wyglądała? Ile miała lat?
- O Jezu, a bo ja pamiętam, dobrze po północy było, herbatą też człowiek przecież pragnienia nie gasił. Coś tam mamrotała, że osiemnaście, ale ja panu powiem, osiemnaście to chyba za Piłsudskiego. No blondyna taka. Z dużymi warunkami. No, że biuściasta. Warkocz miała. I takie różowe, plecione na łbie.
- Przedstawiła się?
- Przecież już mówiłem tym z radiowozu. Jak siadała do stolika to powiedziała ‘Laura coś tam coś tam’. Nie dosłyszałem tego coś tam coś tam, bo akurat orkiestra jak nie przydusi ‘Caaaaaaaaałuj mnie, caaaaałuj mnie gorąąąąąąąąąco’, no to krzykłem ‘Mietek jestem’ i pocałowałem. W rękę. A w dowód osobisty przecież jej nie zaglądałem. Ona zresztą zaraz zaczęła, że taka nieszczęśliwa, że narzeczony ją pod ołtarzem zostawił, no i tę zakąskę dawaj wpier... znaczy konsumować.
- I nic więcej pan nie pamięta? Nic charakterystycznego?
- A bo ja wiem? Mówiła chyba, że ma owcę. Kurna, a może to chodziło o owczarka? No i że dla relaksu chodzi boso po lesie i obściskuje drzewa.
- I to dlatego pan się z nią umówił w tym zagajniku?
- No niby tak. Mieciu, mówi, chrzań te swoje zabiegi w sanatorium, poprzytulasz się do badyli zaraz ci się poprawi, ciśnienie spadnie, zgaga przejdzie, wrzody znikną. Ja tam w ani jedno słowo nie uwierzyłem, kretyn znowu nie jestem, żeby po lesie latać i korniki ściskać. Tyle że pomyślałem, nawet niezła babka w porównaniu z tymi maszkaronami z turnusu, w dodatku sama się pcha, przecież z łóżka nie wygonię, to powiedziałem, że okej. Umówiliśmy się na wczoraj, na dwudziestą. W tym zagajniku. Pod największym jaworem.
- I co było dalej?
- A co miało być. Stoję i czekam. Komary mnie wpier... to znaczy gryzą jak skur.... Mocno gryzą. Jedną nogą wlazłem w mrowisko. Jak się zacząłem z tych mrówek otrząsać to wpadłem w pokrzywy. Wkurwiłem się, ale stoję, drapię się i czekam. Słońce zachodzi, zimno się robi. Scyzoryk miałem to se dla rozgrzewki jakiś tam patyczek w autografy strugam i się zastanawiam, czy to ona ze mnie wariata aby nie struga. Ale wreszcie przyszła hrabinia, bynajmniej nie powiem, wyfiokowana, włos rozpuszczony, tu kocyk, tam koszyk, w koszyku wódeczka, malinki. Siadła na to leśne runo, rączką klepie obok i mówi ‘Siadaj, Mieciu. Częstuj się.’ No to se siadłem. A ona mi te malinki w mordę wpycha, chi chi cha cha, jedną za drugą rąsią podaje, kieliszek nalewa ‘Chluśnij sobie, Mieciuniu’ mówi, i jak już se chlusłem to ona do mnie z tekstem: ‘Połóż twą rękę, gdzie mi pierś spada!’ Co mam nie kłaść, pan by nie położył? Kładę i tak mi się nagle gorąco robi, taki prąd mnie przeszedł,  takie mroczki mi migają przed oczami, i ona coś tam jeszcze mówi, ale jak przez szybę w akwarium, takim grubym, spowolnionym głosem jakby się taśma wkreciła w magnetofon: ‘Czyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy słyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyszyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyysz toooooooooooooooooooooooooo seeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeercaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa biiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiicieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee?’
I jeszcze ostatkiem pomyślałem, że jej to może faktycznie bije, ale moje jakby coraz słabiej i że kurna, czy ja aby zabrałem ze sobą kardiamid? I tu mi się urwało.
- I co było dalej?
- A co miało być? Budzę się w paprociach, bo ta makolągwa drze dziób, w oku ptasie gówno, ryj spuchnięty od komarów, mrówki mnie na żywca zeżarły, łeb napier... no wie pan, boli jakby mi ktoś łopatą przyłożył, a tu w kieszeniach pusto, zegarka brak, wszystkiego brak. Buty nawet zabrała. I na cholerę jej te buty skoro gadała, że dla zdrowia boso lata. Dobrze, że leśniczego na przecince spotkałem, ulitował się, tabletkę z krzyżykiem dał, herbaty nalał z termosu, do siebie zawiózł, po radiowóz zadzwonił. A resztę pan zna. Odwieźli mnie do domu wczasowego, ale za późno. Cały pokój wyczyściła. Jugosłowiański kożuszek, trzy garnitury, grzałkę do herbaty. Nawet szczoteczkę do zębów zabrała. I jak, psiakrwia, kamień w wodę. I co teraz będzie, panie komendancie, władzuchno kochana?
- Co będzie, co będzie... ja panu powiem, panie Filon co będzie, podpisze pan protokół, tu pan podpisuje, ciśnie pan mocno, bo to stara kalka... i ja go teraz do akt. Widzisz pan tę szafę? Połowa teczek to sprawy tej złodziejki. Pan jesteś czwarty w tym półroczu. Ja to bym może wszczoł, ujął, doprowadził do aresztu, ale co będę chłopakom czas mitrężył, dupy im po zagajnikach wymrażał, jak mi potem prokurator, że szkodliwość czynu znikoma... Pan myślisz, że my jej tu nie znamy? Że pan pierwszy? Fanty już dawno sprzedała, a znajomości się wyprze! Ma pan świadków na te schadzkę? Odciski palców na malinkach? Nic jej nie idzie udowodnić. Pan, panie Filon dobrze radzę, wracaj na kwaterę, na gębę sobie jakiego octu przyłóż, abo ja wiem, kwaśnego mleka, a jak panu z nerw ciśnienie podskoczy to pan sobie drzewo przytul. W parku, w dzień. I niech się pan po lasach nocą nie szwenda, bo tak to się kończy później...

Mieczysław Filon wychodzi mamrocząc pod nosem:
Słabą niewinność łatwo uwiodą
Teraz, wracając do domu,
Nauczać będę moją przygodą,
Żeby nie wierzyć nikomu.’


©kaczka
44 comments on "[61]"
  1. Kaczka MISTRZ! :-)))))))))))))))))))))

    ReplyDelete
  2. Wyczuwam pewne inspiracje epoką :-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ba! Jesli wygram to puchar jest twoj! A spotkaly sie tu trzy inspiracje/motywacje. Twoje zbiory kryminalow, zemsta, ktora w LO przyobiecalam Karpinskiemu uziemiona w majowa, piekna niedziele nad wypracowaniem 'Karpinski. Poeta serca.' oraz kierunek, ktory wskazal na blogu Ove - pozazdroscilam :-)

      Delete
  3. Dorys - to z Pingwinow z Madagaskaru :D

    Tak poza tym - majstersztyk! :)

    oresteska

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorys pobrana prosto z oryginalu. Czyli nie tylko ja sie zainspirowalam :-)
      Dzieki :*

      Delete
  4. Zaimponowałaś mi, Kaczko (znowu)! Też bym tak chciała, lekko i dowcipnie, i w ogóle:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nisko, bardzo nisko sie klaniam :*

      Delete
  5. Kocham Cię.
    (Matko, znów się oświadczam).

    ReplyDelete
    Replies
    1. A w dodatku swietnie gotujesz. Biore!

      Delete
  6. Tulenie drzew? Pachnie mi tu coś niecoś teutońską szarlatanerią "medyczną" ;)

    Kaczko, majstersztyk!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Karpinski prekursorem medycyny alternatywnej:
      'Pewnie jej mówi: że obłądzona
      Wpieram się w drzewa i bory,
      I zamiast jego białego łona,
      Ściskam nieczułe jawory.'
      Piekne, prawda?

      :*

      Delete
  7. Taaaak! Barrrrrrrrrrrrrrdzo mi się podobało! Mam podobne odczucia jak po lekturze postów Pieprza - moje pióro rozmięka, flaczeje i musi dużo wody w rezerwuarze upłynąć, żeby znowu zesztywniało ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. PandeMoniu, no co ty!
      Tekst o papasanie na dlugo odebral mi wene. Wczoraj sobie przypomnialam, wyciagajac z pralki nieodwirowywalna koldre - waga siedem ton :-)

      Delete
    2. haha, zemsta papasana! Te puchate akcesoria wysysają cała wodę z rur w promieniu 100 metrów. To nie jest normalne. To jest paranormalne!
      Serio-serio tak mnie zatyka, jeszcze po Inwentaryzacji Krotochwil tak mam. Najgorzej, cholera, jak się czyta lepszych od siebie. Zatwardzenie murowane.
      Ale trochę mnie podniosłaś na duchu Twoim spadkiem formy. Co prawda dawno to było, ale warto odnotować, bo rzadkie to u Ciebie zjawisko!
      Całuję w to mądre czółko!

      Delete
    3. Dlatego ja najpierw piszę, a potem obczytuję konkurencję :). Szczególnie tę miszczowską ;).

      Swoją drogą jeden broblem się rozwiązał - Pharlap zastanawiał się, czy makolągwa kląska czy szczebiocze.Ja tam ani jednego ani drugiego dosłyszeć się nie mogłam. Brakowało mi określenia. A tu proszę - ona po prostu "drze dziób" :)

      Delete
    4. Z tego samego powodu staram sie te finki pisac jak najszybciej, aby potem w spokoju odwiedzac konkurentow.
      A z tym miszczostwem to raz na klawiaturze, a raz pod. Jak w zyciu :-)

      Delete
  8. Wspaniałe! Chętnie bym więcej poczytała. Może się skusisz na jakiś dłuższy wypocin? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Paulino, dziekuje!
      Dluzszy paszkwil na klasykow? Reymont mi tez podpadl, ale nie wiem, czy dalabym rade przerobic 'Chlopow'.

      [Na wypadek, gdyby pojawily sie konkretne propozycje uprzedzam, ze 'Nad Niemnem' - niewytlumaczalne - kochalam miloscia slepa i dozgonna, wiec z sentymentu Orzeszkowej nie rusze :-)]

      Delete
  9. Dzień miałam hm.. byle jaki, delikatnie rzecz ujmując. Już myślałam, że zasnę w tej bylejakości i szarości, a tu uśmiech na gębie i zapomnienie szarości. Kaczko, Kaczko - dziękuję!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fajnie! Fajnie wiedziec, ze nie tylko ja mialam sporo radosci, piszac. Dziekuje!
      No, to na pochybel szarosciom!

      Delete
  10. :)))) Kaczko! Zrobiłaś mi dobrze:))) oj, jak dobrze:)))) hu -hu-hu! Sprawdziłaś czy ta gadzina faktycznie kląska?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Piosenkę samca makolągwy tworzy szereg melodyjnych i fletowych trelów oraz gwizdów, które przeplecione są wabiącym głosem. Samiec potrafi nawet bardzo długo śpiewać na podwyższonym miejscu. W czasie lotu wydawany jest charakterystyczny głos - tako rzecze wikipedia :-)

      Delete
    2. Pieprzu, Mary, sprawdzilam!
      Ale mialam troje z ornitologii stosowanej i nie odrozniam, co trel, a co klaskanie. Same posluchajcie:
      http://ortolan.wrzuta.pl/audio/7vpa0wSknF2/makolagwa_-_spiew
      Dodatkowo, nieopisanym wyzwaniem sa dla mnie slowa dzwiekonasladowcze. Moze ktos zapisze ten spiew lepiej niz ja? :-)

      Delete
  11. słaba tobędzie deklaracja, bo i tak zawsze na Kaczkę głosuję, ale teraz to zagłosuje kilka razy :D Boskie to!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pojdz w me ramiona, Elektoracie! :-)

      Delete
  12. Prowadź mię teraz, miłości śmiała!

    Gdybyś mi skrzydła przypięła!

    Żebym najprędzej bór przeleciała,

    Potem kaczkę ścisnęła!

    ReplyDelete
  13. Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły,
    I coś tam klaszcze za borem.
    Pewnie mnie czeka mój Filon miły
    Z mym ulubionym jabolem.

    ha_lucynka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Karpinski, za moje to krzywdy!
      (... miejsce na demoniczny smiech...)

      Delete
    2. Widzę, że nie ja jedna mam z Franciszkiem na pieńku. Swoją drogą, to radosna twórczość moja i brata z czasów wczesnolicealnych.

      ha_l

      Delete
  14. O żesz w mordę! Zaczyna się we fince nowy trend. Zabawy z klasyką!
    A ja, kurka wodna, na polskim śpałam lub świadomie ignorowałam.
    I co tera bedzie?
    A Filona szkoda, bo przecież wiadomo, że sprawę umorzą, ze względu na przedawnienie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trudno mi uwierzyc, genialny samouku! :-)
      Tak jak napisalam powyzej, to z zemsty. Dwadziescia lat temu uziemil mnie Karpinski. W skrocie, zignorowalam pietnascie innych wypracowan w semestrze, wiec szesnastego juz nie moglam. W nieopisanych cierpieniach dziergalam i poprzysieglam, ze jeszcze kiedys publicznie zniewaze :-)
      A tu jeszcze Zuzanka podsypala mi peerelowskich kryminalow z majorem Downarem i inspektorem Rogoszem, a Ove tak ladnie przerobil klasyke...
      Co tera bedzie?
      PandeMonia juz cos wymysli i spadniemy ze stolkow :-)

      Delete
    2. Ja już wymyśliłam przedwczoraj prawdę mówiąc :)
      Ale mam w głowie toto. O ile zdążę, będę jakoś pod koniec terminu się meldować, bo jeszcze muszę bajkę napisać na kolejny konkurs :D
      Dżizas, ja chyba tu zamieszkam, tyle dobrych, sycących i mobilizujących słów! Dziękuję Wam! ♥

      Delete
    3. I ja nie potrafie odlozyc tematu finki na pozniej. Forma wykluwa sie w ciagu czterdziestu osmiu godzin :-)

      Wprowadzaj sie! Gdzie ci postawic msciwego papasana? :-)

      Delete
    4. Ja nawet Mata rodziłam 15 godzin (tzn od momentu wejścia na porodówkę, bo wcześniej sobie w domu trochę rodziłam).

      W ogródku bardzo proszę. Kawkę pijam z mlekiem i jedną łyżeczką cukru. Płaską. Uwielbiam tiramisu. W każdej ilości. ;)

      Delete
    5. Na jakosc kawy nie bedziesz narzekac, obiecuje, bo z narodzinami Biskwita zainwestowalismy becikowe w solidny, niemiecki ekspres. Nawet cukier z tej okazji kupie. Niech strace.
      Tiramisu na bank robia sycylijscy sasiedzi z dolu.
      Ale ogrodek trzeba bedzie narysowac :-)

      Delete
    6. Pal licho ogródek przy takiej obfitości szczęśliwych zbiegów okoliczności! Papasan można upchnąć pod parapet. (Chociaż Bebe mogłaby narysować, nie powiem ;) )
      Przybywam!

      Delete
  15. Dom wczasowy Dorys? Niezły z tego Filona gagatek! A ta czarnobrewka Doryda to kto? A kto jej wieniec nałożył?
    Dziękuję za przypomnienie tej sielanki, jak zwykle w brawurowym stylu.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. A kto jej wieniec skradl?
      :-)
      Cala przyjemnosc po mojej stronie, a przyjemnosci przy pisaniu tej wprawki mialam mnostwo.
      A teraz siadam i czekam na kolejne teksty piatej edycji :-)

      Delete